Rozmowy poza kontrolą #2


- Znowu to robisz.
- Co?
- Siedzisz z nosem w książce i zapominasz o bożym świecie!
- Że jak? 
- No właśnie, widzisz, mówię do ciebie, a ty nie słuchasz, nie widzisz tego?
- Jak mam widzieć jak mówisz? Przecież cię słyszę!
- Jasne!
- No cały czas marudzisz, puszczam to po prostu mimo uszu.
- Aha, to jeszcze lepiej!
- Hm?
- Zwyczajnie mnie ignorujesz! 
- Ludzie, chłopie, daj mi spokój, ja teraz jestem w trakcie śledztwa!
- Jakiego znowu śledztwa? Tylko te kryminały i kryminały, cóż cię tam takiego interesuje?
- Dokształcam się.
- Co, chcesz być tym swoim całym Poirot'em? 
- A kto powiedział, że ćwiczę się na detektywa?
- A co, na mordercę?!
- Nigdy nie wiadomo...
- Pogięło cię całkiem.
- Lepiej uważaj na słowa! Nie wiesz, że najczęściej zabójcą jest ktoś bliski ofierze?
- A ty nie wiesz, że zawsze łapią te ślamazary?
- Dlatego tyle czytam. Uczę się na cudzych błędach.
- Ratujcie mnie! Nie chcę cię widzieć z nożem kuchennym w ręce, kiedy będę blisko.
- Och, przestań! Kto by się teraz brudził nożem, kiedy jest dostępnych tyle innych, znacznie trudniejszych do wykrycia środków...
- ... a najgorszym zabójcą jest i tak cukier!
- Znowu zaczynasz?
- Poczytaj sobie lepiej podręcznik z chemii, a nie te detektywistyczne mrzonki.
- Mrzonki, nie mrzonki, zawsze to przyjemna ucieczka w inny świat.
- Że co?! Przecież jak opowiadasz o tych morderstwach, krwi, poturbowanych zwłokach, to włos się jeży na głowie! To ma być przyjemna ucieczka?
- Od ciebie? To raj!
- Pfy. Jak już chcesz się uczyć, to lepiej sięgnij po książkę kucharską.. AŁA! Za co?!
- Złośliwiec! Sam się lepiej poucz!
- Niby czego? Co mam czytać, co, chyba podręcznik Jak przetrwać z zołzą!
- ...
- Zatkało co?
- Lepiej sam się zatkaj i bierz się do nauki.
- Ja jestem absolutnie wykształcony, powiedziałbym, wszechstronnie.
- Tia... To powtórz sobie może jakiś erotyk, a ja wracam do mrzonek i zwłok.
- ... <wzdycha> Jak już masz mnie dobić, to zrób to proszę we śnie.


J.

Piątunio z przygodą

instagram.com/bookowniczkka
W piątek, gdy wybija ostatnia minuta twej zmiany, lecisz zrzucić roboczy strój i biegniesz do auta cieszyć się weekendem. Postanawiasz sobie nie przespać tego dnia, a ponieważ w aplikacji dziś masz odpoczynek dla mięśni od ćwiczeń, wsiadasz na rower, idziesz na spacer z psem, rozwieszasz pranie i robisz porządki (w sumie spalasz więcej, niż podczas ćwiczeń, yeah!). Przychodzi wieczór, myślisz co dobrego sobie zjeść, i oczywistym wyborem jest: pizza. Rodzeństwo tłumaczyło jak wyrobić ciasto, wszystko idzie elegancko, lekko i przyjemnie, pieczareczki już się przysmażyły, ser starty, kukurydza naszykowana, jeszcze tylko przyprawy, ciasto wyrośnięte, hop na blachę i do piekarnika.

I wtedy właśnie on postanawia się zepsuć.
Piekarnik.
Działający bez zarzutu dwadzieścia cztery na dobę, siedem dni w tygodniu, tylko nie wtedy, kiedy po wielu latach od ostatniej porażki z ciastem drożdżowym na pizzę, które nie wyrosło i musiałam szybko jechać do marketu po gotowca, żeby mieć obiad, kiedy to właśnie postanawiam jednak upiec pizzę na wegańskim cieście, które wychodzi ZAWSZE, piekarnik postanawia się spieprzyć.
A co.
Wolno mu.
Bo kto mu zabroni.

Bookoholizm, wszyscy mają masz i ty?

Wyobraźmy sobie sytuację:
Zwykły, letni dzień, wracasz sobie spacerkiem z pracy, kupujesz w warzywniaku pomidory i ziemniaki, może wstępujesz do ulubionej kawiarni po latte na wynos. Zmierzasz do domu zadowolona z siebie, bo oparłaś się tej pięknej koszuli w kwiaty na wystawie, cieszysz się z rabatu, jaki dostałaś w drogerii na szampon i nagle mijasz to miejsce. Miejsce, któremu nie umiesz się oprzeć. Które kusi cię samą witryną, szepcze słodko od drzwi, nęci zapachem zadrukowanych kartek.
Księgarnia.


Wiesz, że jesteś na straconej pozycji, jeśli nie miniesz szybko drzwi i nie pójdziesz dalej. Niby to specjalnie przechodzisz na drugą stronę ulicy, ale przecież zawsze możesz zawrócić do kiosku po bilet na zaś, a potem - nie wiesz nawet kiedy! - lądujesz między regałami i już nie zastanawiasz się czy w ogóle coś brać, tylko na ile tomiszczy może sobie dziś pozwolić twój portfel i kręgosłup. 

Znana sytuacja?

Przyjaciele lekarstwem na całe zło

*
- Może coś obejrzymy?
- No, dobra, a co chcesz?
- Nie wiem, obojętnie. 
- Hmm, może jakiś fantastyczny? 
- Nie, wiesz, że nie lubię!
- A Harry to co? 
- Harry to jest wyjątek!
- A Piraci z Karaibów to też podróżniczy film?
- Przygodowy!
- Jasne, a Davy Jones i Kraken?
- Co z nimi?
- To są fantastyczne postaci!
- MAGICZNE!

- Magia to nie fantastyka?!
- Magie masz na co dzień, na przykład gdy twoje szklanki po kawie same wracają czyste do szafki!
- A nie zmywają ich seksowne wróżki?
- Mogłaby je zmywać seksowna zmywarka. Co chcesz oglądać!
- Ja? Mi to obojętne!
- To może Pretty Wo...
- Nie!!!
- To co mówisz, że obojętnie?!
- Wszystko tylko nie to i Titanic!
- I Pamiętnik.
- Fu!
- Dobra, może Misja Kleopatra?
- Znowu Asterix i Obelix? Ej w sumie to oni też mieli....
- MAGICZNY napój! Magia, widzisz!
- Raaany, to thriller jakiś? 
- Nie bardzo...
- Może Jestem na tak?
- Znowu Jim?
- Eh, zobacz co poleca Netflix.
<kwadrans później>
- To który sezon?
- Dawaj ten, gdzie wprowadził się Eddie. 
- Uwielbiam go.
- Ja uwielbiam, jak się wyprowadza i Joey z Chandlerem...
- Dobra, dawaj po kolei, ja idę robić popcorn. 

[* PHOTO FROM: https://kitchendecor.club/files/white-background-quotes-tumblr.html ]

Czysta przyjemność czytania

Nie ma nic przyjemniejszego w pracy, niż powroty do domu.
Błoga chwila, gdy zamykasz po zmianie drzwi, idziesz do auta, wałkujesz Costello Music i jedyny twój dylemat na wieczór brzmi: biała czy earl grey?
Ostatecznie lądujesz pod kocem.
Mościsz się wygodnie.
Jeszcze raz.
Poduszka pod plecy może?
Jednak nie, out.
Dobra, siadasz jakoś tam w każdym razie. Teraz tylko pytanie: co tu czytać? Może wystąpić dylemat jeśli zaczniesz sześć książek na raz. No bo te z biblioteki trzeba najpierw, wiadomo.
Ale po co je brałaś, jak wcześniej kupiłaś trzy inne, bo promocja? No leżą, no, jeść nie wołają, ale trochę cię w dupce szczypie, że masz zaległości, a grzbiety patrzą na Ciebie z półki z wyrzutem.
Co zrobić, jak nie ma czasu?
Może na przykład wyłącz na chwilę Netflixa, albo przestań przeglądać Instagrama i zasypywać znajomych głupimi memami. Czas przejrzeć leżaki regałowe, ooo a co to tu wypadło? Kod do Legimi. No jasne, dołóżmy sobie kolejnych lektur, łiiii! Czytanie jest takie super, ale ma jedną wadę: chciałoby się czytać wszystko na raz! Nie, nie będę sobie urządzać losowań, no przestań, po prostu metodycznie zacznę brać do ręki jedną po drugiej i kończyć. Nie wyciągając łap po nowe. Nie, w ogóle nie odbierałam ostatnio przesyłki z punktu, nie.
Tak, samo tak wyszło. Nie usprawiedliwiaj się, przyznaj otwarcie, że nie możesz się oprzeć kupowaniu i przygarnianiu kolejnych książek. Jasne, bibliofil, na pewno. Ja wiem, że miejsce zawsze się znajdzie na kolejne tomisko, a jak nie miejsce, to znajdziesz nowy regał, ale litości!
Pasja? Może zacznij piec, przynajmniej wszyscy będą mieć pożytek z twojej pasji. Nic tylko siedzisz zatopiona w tych stronach, w ogóle dookoła nic cię nie interesuje i bardziej martwisz się, czy jakiś tam wymyślony bohater zda prawko, niż to, że kwiatki na oknie więdną! Halo? Czy ty mnie w ogóle słuchasz?!
Tak, zagotowała się już woda. Nie, nie mam focha.
Jaką chcesz herbatę, białą?
Co to jest?! Nowy kubek??!!

Po prostu delektuj się chwilą

instagram.com/bookowniczkaig
Przychodzi ten czas, w którym musisz powiedzieć sobie: dość.
Wolny dzień, w którym postanawiasz sobie: reset.
Rzucasz wszystko, nie robisz planów, nie nastawiasz budzika, stop! Ty dziś odpoczywasz!

Oczywiście o ile nie obudzą cię hałasy z zewnątrz, mknące po progach tiry, piaskarki. Może jeszcze uda ci się przewrócić na drugi bok, zamknąć oczy i złapać sen... o ile nie zapomnisz dzień wcześniej wyłączyć tego cholernego budzika. Dobra, olać spanie, sen jest dla słabych, szkoda dnia! Wyskocz z łóżka, wmów sobie super spanko, żeby zadziałać na psychikę i uśmiechnij się do swego odbicia w lustrze. Do tego rozczochranego potworka, z odbitą na policzku poduszką i w wytartych spodenkach. 
Przecierasz leniwie oczy (ludzie, ja mam tam piasek czy kamienie?!), idziesz włączyć wodę w czajniku i otwierasz szafkę po puszkę, bo mogę wszystko, ale najpierw kawa! Może trochę poćwiczę? Jakieś przysiady, albo chociaż skłony... oho! to nie był dobry pomysł zginać się w kuchni. Masujesz guza na głowie, trzaskasz szafką i idziesz siku.

Rozmowy poza kontrolą #2

- Znowu to robisz. - Co? - Siedzisz z nosem w książce i zapominasz o bożym świecie! - Że jak?  - No właśnie, widzisz, mówię do ...