"Śmierć w Chateau Bremont" - M.L. Longworth

 

Piękne francuskie tła, dynamiczna akcja, charyzmatyczni bohaterowie... To nie w tej książce.


Ty mamy sędziego dupka, jego ex, wykładowczynie, policjanta pomocnika - wszyscy do odróżnienia, ale bez polotu, plotą jedno, robią drugie, myślą trzecie. I prowadzą śledztwo po tragicznej śmierci hrabiego.


Akcja? Hm, coś tam się dzieje, ślimaczym tempem brniemy w "śledztwie", w którym suma przypadkowych odkryć przewyższa chyba liczbę posiłków skonsumowanych i/lub wspomnianych przez w/w trójce (było tego sporo..). Coś mi w tej zagadce nie bardzo pasuje, no niby finalnie się to kleiło, ale... nie porwała mnie ta książka. Doczytałam do końca chyba z nudy, może łudziłam się na jakieś końcowe wow, a jednak. No przeliczyłam się trochę. Bywa.


To bardzo niewymagająca lektura, na naprawdę wielką nudę na leżaku. Nie oczekujcie tu nic, a się nie zawiedziecie. 


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

SAMOTNY WILK - JO NESBO

"W mojej rodzinie każdy kogoś zabił" - Benjamin Stevenson

PRZYGODY CZWARTKOWEGO KLUBU ZBRODNI