poniedziałek, 13 czerwca 2016

"Wybacz mi, Leonardzie" - Matthew Quick


Ostatnia z dotychczas wydanych w Polsce powieści Matthew Quick'a za mną! Wybacz mi, Leonardzie wylądowało na końcu z tego prostego powodu, że jakoś mi wcześniej nie wpadło w ręce i w sumie po lekturze książki stwierdzam, że może to i lepiej. Ale po kolei:

Leonard, zaniedbany przez matkę syn, wrażliwy chłopiec, który chce skończyć swą przygodę z życiem. Zanim jednak pociągnie za spust, obcina włosy i rozdaje prezenty najbliższym mu osobom. W dniu osiemnastych urodzin decyduje się (aż chciałoby się napisać w końcu) na pożegnanie ze światem, pakuje więc prezenty w różowy ozdobny papier, chowa pistolet do plecaka, i rusza ku nowemu, ostatniemu w jego życiu, dniu.

No i tak, po książkę sięgnęłam, bo napisał ją Quick, a po wcześniejszych jego powieściach, byłam w ciemno przekonana, że i ta w jakiś sposób mnie zachwyci. Jest to jednak chyba jego "najmroczniejsza" opowieść, albo inaczej: Leo miał po prostu najbardziej przesrane w życiu. I to tak dosłownie, na maksa, co zresztą widać już od pierwszych kart powieści. Im dalej idzie historia, tym bardziej zastanawiałam się: j a k on tyle już wytrzymał? Jego życie naprawdę nie było usłane różami.

Dobrze, że autorzy podejmują takie tematy, bo często bywa tak, że młodzież nie szuka pomocy u innych ludzi, z różnych względów nie chce się uciekać do drugiego człowieka po pomoc, a częściej sięgnie właśnie po książkę... Może w historii Leonarda ktoś się odnajdzie i znajdzie odpowiedź również na swoje problemy? Nikomu nie życzę takiego losu, jaki spotkał tego chłopca, ale co by się w naszym życiu nie działo: dobrze, że istnieją też dobrzy ludzie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz