środa, 8 czerwca 2016

"Czerwona królowa" Victorii Aveyard


Dobra, jak mam być szczera, to sięgnęłam po Czerwoną królową tylko dlatego, że wszyscy się nią tak podniecali, a siostra nie dawała mi żyć. No, ale po lekturze tej książki nie wiem, czemu wokół niej tyle szumu. (Po Weeksie wszystko wydaje się słabsze). Może znów się za bardzo nastawiłam..?

Powieść zaczynamy poznając Mare, która zmierzając na przymusowe widowisko, okrada idących z nią w tłumie ludzi, aby nie być darmozjadem w rodzinie. I szczerze to pierwsze rozdziały książki podobały mi się najbardziej. Były takie pociągające i ciekawe. Nie żebym była jakaś inna, bo co może być ciekawego w biednej wiosce, zmuszanych do pracy ludziach, kontrolach, biedzie etc., ale mimo wszystko jakoś wtedy bardziej lubiłam Mare i książkę czytało mi się lepiej. 

Dosyć drastyczna zmiana w życiu naszej bohaterki sprawiła, że dalej czytałam z zaciekawieniem stale słabnącym, mimo, że akcja zaczynała się rozkręcać. I mimo, że trzymałam kciuki za pyskatą Mare - czasem irytowała mnie ponad normę. Ogólnie rzecz biorąc jednak autorka bardzo ładnie skonstruowała bohaterów - każdy był charakterystyczny, na swój sposób niepowtarzalny i z różnych względów mniej lub bardziej wpływał na dalszy ciąg wydarzeń i naszą sympatię bądź jej brak. 

Może to po prostu kwestia tego schematu jaki teraz jest modny w powieściach młodzieżowych. Biedny bohater wiedzie sobie swój żywot, najczęściej w nędzy > dzieje się coś smutnego > spotyka kogoś, kto odmienia jego życie > drastyczna zmiana > punkt kulminacyjny > koniec zapewniający o dalszym ciągu wydarzeń. W tle oczywiście romans, mniej lub bardziej mdły, mnóstwo rozterek, łez, krwi. Nie żebym się czepiała, bo teraz większość książek jest pisana w ten sposób i Czerwona królowa miała też swoje plusy, ale mi po prostu nie przypadła aż tak do gustu. Nie porwała mnie ta historia. Nie była to jednak "zła" książka, więc jeśli lubicie fantastykę (bo troszkę jej tu jednak jest), to śmiało bierzcie powieść w ręce! 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz