sobota, 25 czerwca 2016

"Sprawiedliwość owiec. Filozoficzna powieść kryminalna" Leonie Swann

Nietypowy kryminał, bo śledztwo w sprawie nagłej śmierci pasterza George'a prowadzą jego... owce. Stadko mądrych i komicznych owiec, które uwielbiają się paść, słuchać jak ktoś im czyta książki, paść się, słuchać jak ktoś im opowiada historie i, tak, jeszcze trochę się popaść. Naturalny rytm ich spokojnej egzystencji zostaje zakłócony przez szpadel, który... niespodziewanie wystaje z ich pasterza. Martwego, rzecz jasna, pasterza.

Leonie Swann znam już z Triumfu owiec, więc sięgając po Sprawiedliwość wiedziałam mniej więcej, czego się mogę spodziewać i absolutnie się nie zawiodłam. Historie z owcami w rolach głównych podobają mi się coraz bardziej, pełne humoru, ale też refleksji i (jak wskazuje tytuł) filozoficznych rozważań. Co bym tu jednak nie napisała - przekonajcie się sami, bo nie umiem oddać Wam tutaj jak bardzo warto sięgnąć po te książki! Czytało mi się je dobrze, autorka ma taki fajny styl, nie przynudza, nie przedłuża, ale w pewnych momentach zwalnia, skłania do przemyślenia tych kilku linijek tekstu, a mimo to w powieści cały czas coś się dzieje.

Zaczęłam już Krocząc w ciemności, również tej autorki i choć tym razem bez owiec, a z pchłami, książka zapowiada się ciekawie. Zresztą, po Swann chyba nie można spodziewać się nudy i przewidywalności, przynajmniej w wyżej polecanych książkach tego nie znajdziecie.

poniedziałek, 13 czerwca 2016

"Wybacz mi, Leonardzie" - Matthew Quick


Ostatnia z dotychczas wydanych w Polsce powieści Matthew Quick'a za mną! Wybacz mi, Leonardzie wylądowało na końcu z tego prostego powodu, że jakoś mi wcześniej nie wpadło w ręce i w sumie po lekturze książki stwierdzam, że może to i lepiej. Ale po kolei:

Leonard, zaniedbany przez matkę syn, wrażliwy chłopiec, który chce skończyć swą przygodę z życiem. Zanim jednak pociągnie za spust, obcina włosy i rozdaje prezenty najbliższym mu osobom. W dniu osiemnastych urodzin decyduje się (aż chciałoby się napisać w końcu) na pożegnanie ze światem, pakuje więc prezenty w różowy ozdobny papier, chowa pistolet do plecaka, i rusza ku nowemu, ostatniemu w jego życiu, dniu.

No i tak, po książkę sięgnęłam, bo napisał ją Quick, a po wcześniejszych jego powieściach, byłam w ciemno przekonana, że i ta w jakiś sposób mnie zachwyci. Jest to jednak chyba jego "najmroczniejsza" opowieść, albo inaczej: Leo miał po prostu najbardziej przesrane w życiu. I to tak dosłownie, na maksa, co zresztą widać już od pierwszych kart powieści. Im dalej idzie historia, tym bardziej zastanawiałam się: j a k on tyle już wytrzymał? Jego życie naprawdę nie było usłane różami.

Dobrze, że autorzy podejmują takie tematy, bo często bywa tak, że młodzież nie szuka pomocy u innych ludzi, z różnych względów nie chce się uciekać do drugiego człowieka po pomoc, a częściej sięgnie właśnie po książkę... Może w historii Leonarda ktoś się odnajdzie i znajdzie odpowiedź również na swoje problemy? Nikomu nie życzę takiego losu, jaki spotkał tego chłopca, ale co by się w naszym życiu nie działo: dobrze, że istnieją też dobrzy ludzie.

piątek, 10 czerwca 2016

"Eleonora & Park" - Rainbow Rowell

http://www.znak.com.pl/

Po lekturze Musimy coś zmienić (i namowach Karoliny, dzięki!) musiałam absolutnie koniecznie sięgnąć po Eleonorę & Parka. Tak, kolejna powieść obyczajowa, nie wiem co się ostatnio ze mną dzieje, serio, ale powieść Rainbow Rowell jest naprawdę OK. Czytamy historię z punktu widzenia, naprzemiennie, Eleonory i Parka, a ich historia jest naprawdę... smutna? Nie wiem czy to dobre słowo, w każdym razie to nie jest love story usłane różami. Rzeczywistość w wersji brutalnej, w której młodzi ludzie muszą się odnaleźć i z którą muszą się zmierzyć. Nie chcę tego napompować, autorka już to trochę zrobiła. ;-)

Zaczynamy razem z Eleonorą nowy rok szkolny. Wróciła do rodzinnego domu; nowe otoczenie, nowa szkoła, nowe miejsce w autobusie, gdzie zaczyna się akcja. Serio, nie pomyślałabym, że w amerykańskich autobusach może się tyle wydarzyć i że każda nowa osoba jest od razu w takim centrum zainteresowania. Rany, ta scena jest aż po prostu niemożliwa, ale jednak to tu zaczyna się historia, gdy Park przesuwa się i zwalnia Eleonorze miejsce. Czy można spotkać miłość życia w autobusie? Nie wiem, ale w końcu w książkach wszystko jest możliwe.

Mega dobrze czytało mi się książkę, jest tak napisana, że po prostu chce się czytać dalej i dalej. Człowiek czeka na ten happy end albo i nie, czeka na c o ś, nie spodziewając się dokładnie co to ma być. Po prostu historia Eleonory i Parka wciąga.

środa, 8 czerwca 2016

"Czerwona królowa" Victorii Aveyard


Dobra, jak mam być szczera, to sięgnęłam po Czerwoną królową tylko dlatego, że wszyscy się nią tak podniecali, a siostra nie dawała mi żyć. No, ale po lekturze tej książki nie wiem, czemu wokół niej tyle szumu. (Po Weeksie wszystko wydaje się słabsze). Może znów się za bardzo nastawiłam..?

Powieść zaczynamy poznając Mare, która zmierzając na przymusowe widowisko, okrada idących z nią w tłumie ludzi, aby nie być darmozjadem w rodzinie. I szczerze to pierwsze rozdziały książki podobały mi się najbardziej. Były takie pociągające i ciekawe. Nie żebym była jakaś inna, bo co może być ciekawego w biednej wiosce, zmuszanych do pracy ludziach, kontrolach, biedzie etc., ale mimo wszystko jakoś wtedy bardziej lubiłam Mare i książkę czytało mi się lepiej. 

Dosyć drastyczna zmiana w życiu naszej bohaterki sprawiła, że dalej czytałam z zaciekawieniem stale słabnącym, mimo, że akcja zaczynała się rozkręcać. I mimo, że trzymałam kciuki za pyskatą Mare - czasem irytowała mnie ponad normę. Ogólnie rzecz biorąc jednak autorka bardzo ładnie skonstruowała bohaterów - każdy był charakterystyczny, na swój sposób niepowtarzalny i z różnych względów mniej lub bardziej wpływał na dalszy ciąg wydarzeń i naszą sympatię bądź jej brak. 

Może to po prostu kwestia tego schematu jaki teraz jest modny w powieściach młodzieżowych. Biedny bohater wiedzie sobie swój żywot, najczęściej w nędzy > dzieje się coś smutnego > spotyka kogoś, kto odmienia jego życie > drastyczna zmiana > punkt kulminacyjny > koniec zapewniający o dalszym ciągu wydarzeń. W tle oczywiście romans, mniej lub bardziej mdły, mnóstwo rozterek, łez, krwi. Nie żebym się czepiała, bo teraz większość książek jest pisana w ten sposób i Czerwona królowa miała też swoje plusy, ale mi po prostu nie przypadła aż tak do gustu. Nie porwała mnie ta historia. Nie była to jednak "zła" książka, więc jeśli lubicie fantastykę (bo troszkę jej tu jednak jest), to śmiało bierzcie powieść w ręce! 

poniedziałek, 6 czerwca 2016

"Pościg" - John Flanagan

W poprzedniej notce pisałam o Najeźdźcach i wspominałam, że zaczęłam kolejną część. No, to będąc już po lekturze trzeciej części przygód załogi Hala, mogę powiedzieć, że jestem równie usatysfakcjonowana jak po wcześniejszych tomach. Najbardziej podoba mi się w książkach Flanagana to, że nie czekam całej powieści na ten kulminacyjny moment jakim jest zazwyczaj bitwa, bo naprawdę przyjemnie czyta mi się również te rozdziały o zwykłych codziennych poczynaniach bohaterów. W ogóle każdą kolejną książkę spod ręki Flanagana czyta mi się po prostu miło.

Ja wiem, wiem, że to literatura młodzieżowa (niektórzy mówią nawet, że dziecięca), ale ja naprawdę l u b i ę obie serie, bo i Zwiadowcy i Drużyna są pełne przygód, a takie książki uwielbiałam zawsze. Styl pisania autora, humor, akcja - dobra rzecz na spędzenie miłego leniwego popołudnia. Za każdym razem opiewam te książki, ale cóż poradzę, że tak mi się podobają. Zdecydowanie mój klimat, a może i Wam przypadną do gustu? To jak, wolicie najpierw poznać Zwiadowców czy Skandian? :-) 

PS: Zakończenie wymiata! Erak made my day! ♥

niedziela, 5 czerwca 2016

"Najeźdźcy" Johna Flanagana

Źródło: http://ksiazkopedia.wikia.com
Druga część serii Drużyna to dalsze losy bohaterów drużyny Hala. Czaple ruszają w pościg za złodziejskim piratem, aby odzyskać nie tylko najcenniejszy klejnot Skandian, ale i własny honor. Czy młodemu skirlowi uda się dogonić i pokonać Zavac'a? 

Po Wyrzutkach, pierwszej części serii, zrobiłam sobie bardzo długą, bo roczną (!), przerwę od przygód młodych Skandian. Nie wiem w zasadzie dlaczego, bo jak tylko zobaczyłam Najeźdźców na bibliotecznej półce to trzy popołudnia później byłam już po lekturze, a teraz czytam kolejny tom. Drugi tom serii jest jeszcze bardziej dynamiczny, pełen akcji, humoru i przygód niż pierwszy. Flanagan znów daje popis swym umiejętnościom i znów nie możemy (a nawet nie chcemy!) oderwać się od lektury. 

Podobnie jak w Zwiadowcach, akcja powieści rozgrywa się w kilku miejscach i różne wydarzenia przeplatają się ze sobą, tworząc szlak dla głównych bohaterów książki. W Najeźdźcach pościg za piratami złączy się z najazdem na miasto Limmat, a za plecami Hal i jego załoga mają jeszcze wysłaną przez Eraka drużynę Svengala. Jak zawsze wszystkie "poboczne" wydarzenia zgrabnie zaprowadzą nas do kulminacyjnego wydarzenia, jakim w tym przypadku będzie odbicie miasta z rąk łupieżców. 

Tak to już chyba jest z tym Flanaganem, że jak raz zacznie się go czytać to człowiek ma ochotę na więcej... Dobrze, że autor ruszył z tą drugą serią, bo uschłabym czekając na kolejne tomy Zwiadowców! A Drużyna jest równie dobra i o tyle ciekawsza, że możemy lepiej poznać zimnych i silnych Skandian, co dla mnie jest dużym atutem tych książek, bo w serii o Zwiadowcach poznajemy ich tylko części, stanowczo za mało jak na takie barwne postacie!

Polecam młodym przede wszystkim, ale i starszym, którzy lubią takie powieści - każdy znajdzie tu coś dla siebie. :)

czwartek, 2 czerwca 2016

"Musimy coś zmienić" Sandy Hall

bookowniczka.blogspot.com 

Gdzieś kiedyś u kogoś czytałam o tej książce więc kiedy zobaczyłam ją na bibliotecznej półce, pomyślałam, że może faktycznie będzie fajna. Przewertowałam książkę, spojrzałam na okładkę i opis i ostatecznie skusiłam się na tą powieść, bo historia opowiedziana jest z perspektywy różnych osób, które, chcąc nie chcąc, były jej świadkami! Inaczej mówiąc: książka jest o dwójce nastolatków, których historie poznajemy dzięki ludziom, których spotykają na swej drodze. I po lekturze książki muszę powiedzieć, że sposób jest naprawdę fajny i dobrze się to czyta.

Sama historia jest prosta i błaha, przypadkowe wpadnięcie na siebie i kurs kreatywnego pisania potrafią zbliżyć do siebie ludzi. Śledzimy historię Gabe'a i Lei i wraz z wszystkimi naszymi narratorami kibicujemy tej dwójce uroczych i nieśmiałych młodych ludzi. Wszystkie te codzienne, zwykłe sytuacje są nie raz przekomiczne, a dialogi, choć błahe i proste, przedstawiają myśli bohaterów w jasny i konkretny sposób. Przede wszystkim każdy z tych bohaterów jest na swój sposób unikalny, patrzy inaczej na pewne sprawy, dzięki czemu możemy się mniej lub bardziej z nim identyfikować. 

Ogólnie to jaram się tą książką, zasiadłam do niej wczoraj i naprawdę polecam, czyta się szybko i przyjemnie. Nie jest to literatura wysokich lotów i nie spodziewajcie się po niej nie wiadomo czego, ale jeśli znajdziecie chwilę nudy i najdzie Was ochota na miłą książkę to polecam właśnie tę historię Sandy Hall.