czwartek, 19 maja 2016

MOFONGO - Cecili Samartin


384 stron, jeden dzień, milion łez

Danie przygotowane z miłością jest strawą dla ciała i dla duszy.
- Cecilia Samartin 

Ciepła, aromatyczna, pełna samowitych dań powieść o tym, że życie nie jest kolorowe. Jest brutalne, ciężkie, zaskakujące. W tej powieści znajdziemy mnóstwo przykładów na to, że los bywa okrutny, stale rzuca nam kłody pod nogi i nie zawsze wszystko układa się po naszej myśli. I jakby na przekór wszystkiemu, co wydarza się naszym bohaterom - po lekturze tej książki człowiek nie czuje chęci rzucenia się z mostu. Wręcz przeciwnie. To jedna z tych powieści, które emocjonalnie nas poruszą, ale nie zostawią z pustką i smutkiem, a podniosą na duchu i dodadzą otuchy.

Cecila Samartin to istna mistrzyni podsycania głodu (czytania). Zaczęłam książkę dziś rano i przed chwilą odłożyłam ją na półkę. Po prostu nie mogłam się oderwać i, z małymi przerwami rzecz jasna, m u s i a ł a m czytać dalej, żeby wiedzieć, co się wydarzy! Rzadko mi się zdarza, żeby obyczajowa powieść porwała mnie tak bardzo. A jednak Mofongo pochłonęłam z zapartym nieraz tchem. 

Co mam Wam więcej napisać, jestem absolutnie urzeczona tą historią i choć ciężko mi to przechodzi przez gardło (klawiaturę?) - chciałabym więcej takich powieści! Może wtedy przekonałabym się do obyczajówek. W sensie, że jakoś tak bardziej, no, bo czasem jednak sięgam do tych "realnych" historii, żeby oderwać się od fantastyki (i kryminałów!). Heh, tak trochę na odwrót, uciekać od magii i intryg do pełnej wzruszeń historii, nie? Anyway, polecam bardzo mega gorąco i serdecznie! Ja jestem absolutnie na tak, love it! (A z tyłu książki autorka zamieściła wszystkie przepisy z książki!!) 

PS: Nie napisałam ani słowa o czym to jest, wiec chętnych odsyłam np. tutaj. Szczerze to sama nawet nie spojrzałam na opis, bo 1) urzekła mnie okładka; 2) książkę bardzo polecała mi siostra (dzięki!); 3) walczę z regałowymi leżakami i biorę po kolei kolejne tytuły, żeby wreszcie iść do przodu.
PS2: Dzisiaj poszłam do biblioteki i przytargałam drugą część Drużyny Flanagana... także tak to się ma z tymi leżakami. ;-)

sobota, 14 maja 2016

"Pod piracką flagą" Crichtona

 

Leżenie pod kocem z gorączką ma swoje plusy. Nawet jeśli za oknem jest piękna pogoda i człowiekowi marzy się po prostu wyjść na podwórko i usiąść na ławce, ale niestety choroba nie pozwala nawet na to - wreszcie masz czas na czytanie! I jeśli tylko weźmiesz książkę do ręki to możesz przenieść się nawet na gorącą Jamajkę i nie żal Ci już słońca i ławki. :)

Jak już wspominałam oprócz kryminałów i fantastyki, od dziecka uwielbiam książki przygodowe. Po dziś dzień chętnie, choć przyznam, że rzadko, po nie sięgam. Zwłaszcza kiedy na okładce jest statek i nazwisko Crichton - pozycja stała się dla mnie z automatu obowiązkowa do przeczytania. Powieść Pod piracką flagą opowiada o korsarskiej wyprawie kapitana Huntera po hiszpański galeon pełen złota. Czy niezbyt liczna, ale jakże sprytnie dobrana załoga, pełna ludzi o przydatnych umiejętnościach, zdoła pokonać Hiszpanów, na czele których stoi krwiożerczy Cazalla, i zdobyć cudowny skarb? 

Przygoda, walka, morskie bestie. Pełna akcji historia napisana tak, że nie umiałam się oderwać od książki. Lektura przywodząca na myśl Piratów z Karaibów, co tylko dodaje jej uroku. Po Parku Jurajskim tego autora spodziewałam się powieści trzymającej w napięciu i dokładnie to dostałam. Crichton jest mistrzem narracji, a w dodatku świetnie kreuje bohaterów. Tak mocno wyraźni, tak charakterystyczni, tak prawdziwi. Każda postać w tej książce jest wyjątkowa, ma swoje przejścia i talenty, bez których wyprawa skoczyłaby się w porcie.

Mocno wciągnęłam się w tę powieść, tak mi się spodobała. Książka na kilka godzin w trakcie których możemy przenieść się w brutalny świat korsarzy, morskich walk i sztormów. Zawsze lubiłam czytać o przygodach, a te na morzu pociągają mnie jeszcze mocniej. Zdecydowanie polecam!