niedziela, 24 kwietnia 2016

Ryszard Kapuściński "Szachinszach"


Może dobrze się stało, że kolega Kapuścińskiego bał się jechać do Teheranu. Nie wiem czy opisałby to co działo się w Iranie lepiej czy gorzej, ale wiem już jak zrobił to Kapuściński i nie obchodzi mnie żadna inna wersja. Powiem tylko, że warto to przeczytać. Naprawdę w a r t o.

Reportaże to nie jest moja specjalność. Nie interesuje się historią ani polityką. Sięgnęłam po książkę przez autora, którego kojarzę przez Cesarza. Zaczęłam lekturę bez żadnego przygotowania - opisem na okładce był fragment książki, okładka nie bardzo sugerująca cokolwiek, ot, kolejna lektura na zajęcia, którą obiecałam sobie tym razem przeczytać, tym bardziej, że jak już pisałam, nazwisko autora jest mi znajome. 

Od pierwszych stron reportaż z Iranu wprowadza nas w atmosferę tego smutnego kraju. Kapuściński odchodzi trochę od tego obiektywnego, surowego i pełnego faktów stylu jaki jawi nam się w reportażach. Niektórych to razi, mi się podobało takie ujęcie. Autor podszedł do sprawy od innej strony. Spojrzał na pewne sprawy z punktu widzenia jednostki - ujął przemiany społeczne zaczynając od pojedynczego człowieka. Taki psychologiczny obraz żołnierza czy nastolatka zarabiającego na utrzymanie rodziny. Zwykły, szary człowiek. Czym jest w porównaniu do szacha?

Szach, czyli władca. Człowiek, który wprowadził reżim i gardził innymi ludźmi dziwiąc się, że go nie wielbią. Ilu takich już na świecie mieliśmy? Ilu takich już poległo, na własne można by rzec życzenie? Ilu niewinnych ludzi zginęło przez ich kaprys? Pełne place kałuży krwi niewinnych ludzi, którzy po prostu na nim s t a l i. Tłum równał się tam już buntowi. Jeśli jeden policjant nie umiał go rozgonić cały zespół straży porządku po prostu ten tłum rozstrzeliwał. Ot, wykonany rozkaz. Tylko w imię czego...

Zawsze przy takich lekturach nachodzą mnie różne refleksje. Zawsze jedna i ta sama - jak człowiek może dopuścić się takich rzeczy? Obok wszystkich cudownych dzieł sztuki, obok wszystkich swoich talentów, wynalazków etc., podnosimy rękę i karabin na kogoś, kto niczemu nie zawinił, tylko po prostu chce żyć. Nie w luksusie, dostatku, w pięknym domu i z super autem. Tylko bez strachu, sam albo ze swoją rodziną, w poczuciu bezpieczeństwa, w tym luksusie jakim jest wolność. Ale nie może. Bo szach. Wszystko zaczyna się od tego jednego człowieka, który uważa, że tak ma być, że to mu się należy. Który oczekuje wdzięczności. Ale za co?

Szachinszach to książka otwierająca oczy i dająca do myślenia. Kawałek historii, którą też przerabialiśmy przecież u siebie. "To są rozdzialiki o smutku, jaki po wielkim przeżyciu zostaje w człowieku i w społeczeństwie. I to jest właściwie historia Szachinszacha."* 


*Źródło: Opis książki ze strony http://lubimyczytac.pl/ksiazka/33991/szachinszach .

4 komentarze:

  1. Mi taki obraz i spojrzenie na jednostkę, a nie na ogół społeczeństwa, bardzo by odpowiadał. Przeczytam z chęcią. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest duży plus tego reportażu. Kapuściński koncentruje się tu na opowieściach pojedynczych osób, a nie tylko opisuje "tłum" ogólnikowo.

      Usuń
  2. Również nie jestem znawczynią reportaży, ale coraz chętniej sięgam po tego typu publikację. Nie miałam jeszcze okazji czytać książek Kapuścińskiego, ale to chyba już klasyka, więc wypadałoby znać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiem Ci, że ja się też pomalutku przekonuję, choć w tym wypadku o przeczytaniu zadecydowało tylko nazwisko. Ale jak już się trafi na dobrą książkę to człowiek ma ochotę na więcej, co nie.

      Usuń