środa, 30 marca 2016

"Kocham Nowy Jork" Lindsey Kelk

Masz złamane serce, łamiesz komuś rękę i nie wiesz co dalej począć ze swoim życiem? Wsiadaj w samolot i uciekaj do Nowego Jorku! Angela wybrała to miejsce bo od dawna pragnęła je odwiedzić, a kiedy jest na to lepsza pora niż w momencie gdy cały twój świat staje na głowie? Spontaniczna decyzja naszej bohaterki okazuje się zmienić coś więcej niż tylko jej podły humor po rozstaniu.


Od samego początku książka jest lekka i zabawna. Bohaterka to oczywiście nieśmiała kobieta, która w momencie rozstania uświadamia sobie, że nie była tak naprawdę szczęśliwa, a na domiar złego okazuje się, że na najlepszą przyjaciółkę nie ma co liczyć... Wskakuje więc w samolot z myślą "ewentualnymi ale będę martwić się na miejscu", ale oczywiście los jej sprzyja i na miejscu poznaje miłą dziewczynę, która otacza ją opieką i (oczywiście) zaprzyjaźniają się.

Może to po prostu moje podejście do takich historii, ale wielkiego wrażenia ta historia na mnie nie zrobiła. Książka, ot, fajna na raz, na nudę, na smutek - bo faktycznie ma zabawne momenty. Ogólnie to jednak nie przepadam za historiami w tym stylu, nie lubię dorosłych kobiet przeżywających wszystko jak nastolatka w okresie i uważam, że w niektórych momentach autorka mogła inaczej pokierować historią. No, ale, doczytałam z ciekawości do końca (i żyję) i jak ktoś lubi lekkie obyczajowe powieści o miłości, przyjaźni i zachwycie nad Nowym Jorkiem to polecam. A jeśli komuś przypadnie do gustu historia Angeli to uwaga, jest również druga część. Więcej tutaj.

środa, 23 marca 2016

"Ani Mru-Mru. O dwóch takich, co było ich trzech"

Ileś tam lat wstecz kabarety w Polsce nie leciały na każdej stacji każdego dnia po pierdyliard godzin dziennie. A jak już puszczali jakiś program w telewizji to zazwyczaj było to coś nowego (wtedy jeszcze nie wszystko było w sieci) i te kabarety były naprawdę śmieszne. Jakoś tak najlepiej pamiętam z tamtych czasów Kabaret Ani Mru-Mru (wtedy jeszcze zapowiadał ich Bałtroczyk bez siwych włosów... to było naprawdę dawno), którego kultowe teksty znam do dziś i często gęsto rodzinne imprezy nie mogły się obyć bez choćby jednego ich skeczu. Do dziś to mój ulubiony kabaret i wszystkie inne grupy oceniam poniekąd przez ich pryzmat. Jasne, że mam innych ulubieńców na kabaretowej scenie, ale może przez sentyment właśnie to trio uwielbiam do dziś. Nic chyba więc dziwnego, że kupiłam ich książkę i zasiadłam do niej z mega wielką ciekawością.


Książka to po prostu wywiad rzeka z członkami kabaretu, którzy dzielą się tu trochę informacjami o sobie, opowiadają o tym jak działa kabaret od wewnątrz, jak oni w nim działają i jak kabaret oddziałał na nich. Dzieje się, ogólnie. Poznałam kilka ciekawostek, faktów i momentami oczywiście po prostu się zaśmiałam. Niczego więcej w sumie nie oczekiwałam od tej książki, kupiłam ją jako fanka kabaretu, ale mam mały niedosyt odnośnie pana przeprowadzającego wywiad, hm, myślę po prostu, że mogły paść inne pytania, ciekawsze. 

Fajna rzecz na spędzenie miło popołudnia, można się zaskoczyć, można się pośmiać, można w końcu lepiej poznać jeden z najlepszych kabaretów w Polsce. Polecam.

PS: Nie, Michał i Marcin nie są braćmi.
PS2: Polecam też materiał promujący książkę na kanale [klik] Wydawnictwa Wielka Litera. Warto. :-)

piątek, 18 marca 2016

"Analfabetka, która potrafiła liczyć" Jonassona

Jonas Jonasson. Autor, którego poznałam dzięki kochanej Judycie i jej spontanicznej decyzji Ej, może chcesz na majówkę Stulatka, który wyskoczył przez okno? Całkowicie zaskoczona tytułem książki zgodziłam się, bo już nie raz przekonałam się, że na gust koleżanki mogę liczyć. Dzisiaj, po tak długim czasie przerwy od Jonassona i od blogowania, przedstawiam Wam Nombeko, tytułową Analfabetkę, która potrafiła liczyć.


Nombeko w całym swoim życiu na pewno nie liczyła na szczęście i fart, ale poza tym liczyła naprawdę nieźle i dzięki tej zdolności nie raz i nie dwa udało jej się wyjść z opresji. Dziewczyna musiała nieźle kalkulować, ale niestety życie zawiera w sobie zbyt dużo niewiadomych i często gęsto nasza bohaterka wpadała z deszczu pod rynnę. Bohaterka od małego musiała walczyć o swoje, dzielnie więc stawiała czoła wszystkim przeciwnościom losu, które lgnęły do niej jak muchy do... do miodu, na przykład. Nieźle dała sobie z tym wszystkim radę, ale nie chcę tu za dużo zdradzać, bo akcja jest zaskakująca i nieprzewidywalna i czyta się naprawdę dobrze (uwaga: wciąga!).

Powieść, w której cały czas się d z i e j e, w której nie ma miejsca na nudę, a dodatkowo zawiera w sobie humor ładnie przepleciony z historycznymi wydarzeniami. Jonasson wie jak napisać dobrą powieść, podobnie jak w przypadku historii Alana również przygody Nombeko bardzo mi się podobały. Zdecydowanie polecam. :)