piątek, 22 stycznia 2016

"Triumf owiec. Thriller a zarazem komedia filozoficzna" Leonie Swann

Są takie książki, które wybierają sobie czytelnika. Serio. Chodzą za człowiekiem. Wyglądają za nim z półki/kosza. Nęcą, kuszą, intrygują. W końcu wpychają się bezczelnie do koszyka i lokują wygodnie na półce. Triumf owiec trochę (zbyt!) długo czekał na półce, ale tylko i wyłącznie z braku czasu, bo to książka, którą niechętnie wypuszcza się z rąk. Już od pierwszych stron powieści dajemy się porwać historii pewnego stada owiec, które stawia czoła (czy owce mają czoło?) zagadce legendarnego potwora, tajemniczego Garou...

Przyznam się szczerze, że o Leonie Swann nie słyszałam nigdy wcześniej. Cóż za szkoda! Kobieta ma talent i smykałkę do pisania, książkę czyta się szybko i przyjemnie. Nie żeby to był jakiś prosty tekst, bo niejednokrotnie autorka zachwyca treścią, ale w sposób niewymuszony, swobodny. Przekazuje naprawdę wiele w powieści, w której głos mają owce! Te słodkie, miękkie, białe stado pełne barwnych postaci, znów (bo to druga część, jak zawsze czytam od tyłu...) bierze sprawy w swoje ręce (znaczy te, no, raciczki?) i z thrillera robi się właśnie taka komedia, filozoficzna w dodatku, jak podpowiada nam tytuł. Triumf owiec to dobry kryminał pełen momentów wywołujących zarówno uczucie grozy jak i mimowolny uśmiech czytającego. 

Nie wiem jak mam Wam zachwalić tę powieść, żebyście po nią sięgnęli, ale jeśli się zdecydujecie to jestem niemalże na sto procent pewna, że Swann Was nie zawiedzie. Mnie bardzo długo zastanawiał Triumf owiec i jestem niesamowicie pozytywnie zaskoczona. Koniecznie muszę nadrobić pierwszą część i sięgnąć po inne tytuły tej Pani, bo jestem pewna, że warto.