poniedziałek, 21 listopada 2016

"Nic zwyczajnego. O Wisławie Szymborskiej" - Michał Rusinek

Zwykła biografia o niezwykłej kobiecie. Poetce, Noblistce, pełnej humoru i wigoru Pani, która była wiecznie ciekawa świata i wiecznie tym światem zdziwiona. Napisana przez jej Pierwszego Sekretarza w taki sposób, że człowiek mu zazdrości.





Pamiętam pierwszy wiersz Szymborskiej. W piątej/szóstej klasie podstawówki, Kot w pustym mieszkaniu, którego uczyłam się na recytację. Spodobał mi się ten wiersz i od tego pierwszego wrażenia nazwisko Szymborska już zawsze kojarzyło mi się dobrze. 

Pisałam tu kiedyś o tomiku Chwila, dalej go polecam, jakby co, a jakby ktoś lubił wiersze Szymborskiej i chciał się czegoś więcej o autorce dowiedzieć - to polecam i Nic zwyczajnego. Też wciągające, też dobre.

czwartek, 20 października 2016

ŻNIWA ZŁA Galbraith'a

Po sukcesie w sprawie tajemniczego zniknięcia znanego pisarza, agencja Strike'a nie może narzekać na brak klientów. Biznes się kręci, bohaterowie wiodą spokojne życie i nagle pewnego dnia przed wejściem do pracy Robin odbiera od kuriera paczkę. Oczekując w niej ślubnego zamówienia, kobieta doznaje szoku, gdy po otwarciu znajduje uciętą nogę...

bookowniczka.blogspot.com

Trzecia część przygód detektywa i jego asystentki rozpoczyna się mocnym wejściem. Tempo akcji jest znacznie szybsze niż w poprzednich częściach i o wiele bogatsze w rozwinięcie, wcześniej zaledwie musniętych, wątków z życia prywatnego głównych bohaterów. Powieść jest bardzo ciekawie skonstruowana, wreszcie też śledzimy tok wydarzeń z punktu widzenia przestępcy; możemy poznać jego myśli, emocje i plany, co tylko pobudza naszą ciekawość. Lubię śledzić akcję powieści z "dwóch frontów". Brawa dla autorki, że poszła krok dalej. Mam nadzieję, że w kolejnych częściach poszerzy jeszcze te wątki psychologiczne.
Nie zaskoczyło mnie w tej książce to, że była tak zaskakująco dobra, bo w końcu czego innego mogłam spodziewać się po Rowling. Super, że się zdecydowała na te kryminały, bo wychodzą jej genialnie! Po dwóch pierwszych tomach byłam pełna nadziei na trzeci, a po trzecim, cóż, czekam niecierpliwie na czwarty. ;-)

poniedziałek, 26 września 2016

Anders morderca & Jedwabnik & Kasacja

Zniknęłam ostatnio na dość długi czas, ale nie próżnowałam i wracam do Was z mega pozytywną relacją trzech całkiem innych gatunkowo powieści, które jednak łączy jedno: warto po nie sięgnąć. 

Na wstępie: Anders morderca i przyjaciele oraz kilkoro wiernych nieprzyjaciół Jonassa Jonassona, czyli mistrza tytułów. Ciekawe jak nazwie kolejną książkę? Jak długi nie byłby tytuł, powieść nie odbiega od poziomu autora, do którego przyzwyczaił nas w swych dwóch poprzednich książkach. Wartka i dynamiczna akcja, niecodzienne i niemożliwe wręcz do pomyślenia ludzkie koleje losu okraszone humorem, ukazujące różne ludzkie twarze i historie. Ta historia jest naprawdę... niezwykła. Były morderca alkoholik melduje się w hotelu, w którym pracuje nasz główny bohater, biedny recepcjonista Per, który (Per, nie Anders Morderca) natrafia na rzucającą swe powołanie pastor Johannę. Co wyniknie ze spotkania takiego trio? Wyśmienita powieść, która potrafi zaskoczyć w najmniej odpowiednim momencie. Sprawdźcie sami!


Drugą z kolei pozycją godną polecenia jest Jedwabnik autorstwa J.K.Rowling, piszącej kryminały pod pseudonimem Robert Galbraith, czyli druga część serii z Cormoranem Strike'm. Muszę przyznać, że Jedwabnik jest jeszcze lepszy niż Wołanie kukułki i wciąga jeszcze bardziej. Z pozoru błahe zniknięcie specyficznego pisarza Owena okazuje się brutalnym morderstwem, za którym stoi niebezpieczny człowiek gotów uderzyć ponownie... I tym razem nasz detektyw, z niemałą pomocą Robin, swej sekretarki-asystentki, stawia czoła nie tylko wrogo nastawionej stołecznej policji i szukającym rozgłosu mediom, ale przede wszystkim elicie londyńskich pisarzy i ich historiom. Moim zdaniem Rowling świetnie odnalazła się w kryminalno-detektywistycznych powieściach; jako dzieciak czytałam jej Harrego, teraz śledzę losy Cormorana, to ciekawe jakie jej książki przyjdzie czytać mi na starość?;-)



I wreszcie, last but not least, powieść, którą czytał już chyba każdy, autor, którego już każdy chyba zna (i uwielbia), książka, której byłam niezmiernie ciekawa... Kasacja Remigiusza Mroza. Sięgnęłam wreszcie po pierwszą część z Chyłką i Oryńskim i muszę powiedzieć, że to jeden z lepszych duetów, o jakich czytałam w ostatnim czasie. Sam thriller jaki zgotował nam autor jest tak niezwykle wciągający, że jak zaczęłam czytać w sobotę rano, to skończyłam wieczorem nie wierząc, że to już... Śledzimy tu losy naszych bohaterów, którzy usiłują wyciągnąć z więzienia oskarżonego o morderstwo Piotra. Problem polega jednak na tym, że podejrzany nie chce się bronić. Nie chce, albo... nie może? Nad tokiem sprawy czuwa przełożony dwójki prawników, który dostał wyraźne polecenia od ojca skazanego. Czy jednak ktoś jeszcze miesza się w sprawę Piotra?  Muszę tu dodać, że zakończenie było tak niezwykle niespodziewane, że ostatni raz to chyba tylko Nesbo utarł mi tak nosa. Jestem pod nie małym wrażeniem tej książki. Była to naprawdę przyjemna lektura i przede wszystkim świetna powieść, którą polecam każdemu, kto jeszcze nie miał jej w ręce... Chyba, że jestem ostatnia, która tak długo zwlekała? 




Na dziś to tyle, do zobaczenia następnym razem! Sięgam dalej po Żniwa zła, w międzyczasie zaczęłam Wichrowe wzgórza (bez większych rewelacji...), a potem sama nie wiem za co się brać i co nadrabiać.

sobota, 10 września 2016

"Ostatnia misja majora Pettigrew" Helen Simonson

Źródło: lubimyczytac.pl
Jeśli szukasz spokojnej powieści to nie czytaj dalej tego posta. Nie ma tu mowy o spokojnej lekturze! Od pierwszych stron akcja dosłownie gna, tak dynamiczny początek pamiętam chyba tylko u Stulatka, i początkowo Ostatnia misja... mocno mi się z nim kojarzyła. Tym bardziej ochoczo wzięłam się za czytanie i (z małymi przerwami) przeszłam gładko przez tą pełną uroku, śmiechu i odrobiny smutku, historię. Ale po kolei.

Ostatnia misja majora Pettigrew to historia emerytowanego majora Ernesta, którego poznajemy w pewien nietypowy poranek. Towarzyszymy mu w jego, dość barwnym, życiu codziennym. Jeśli komuś wydaje się, że życie na emeryturze może być nudne - nic bardziej mylnego! Helen Simonson udowadnia, że w każdym wieku może dopaść nas przygoda, że zawsze jest czas na uczucie i że nasze, z pozoru szare, codzienne życie potrafi nas nieźle zaskoczyć. 

Generalnie nie jestem fanką obyczajówek, ale czasem trafiam na taką powieść jak Ostatnia misja... i wtedy myślę sobie whaaaat?!, to jednak może być dobre!  Autorka ma świetny styl, taki lekki, przyjemny i wciągający. Autorka nie przynudza w opisach, dialogi są świetne, a bohaterowie niebanalni. Nie wiem czego mogłabym chcieć więcej od książki, ciężko mi wymyślić cokolwiek nawet na siłę, po prostu Ostatnia misja... jest świetna i polecam każdemu, żeby się o tym przekonał!

piątek, 2 września 2016

SIERPIEŃ w pigułce

Generalnie sierpień minął mi strasznie szybko, intensywnie i wciąż jakoś niespecjalnie obficie w czytaniu, bo skończyłam aż Stuhrmówkę, Andersa mordercę... i Wspomnienia Sherlocka Holmesa, a nadal męczę...y...delektuję się Ostatnią misją majora Pettigrew. Książka ta jest naprawdę mega, jak na obyczajową powieść współczesną to naprawdę jest zaskakująca dobra, ale po prostu nie mam kiedy nad nią przysiąść. No, a jako, że czytanie idzie mi słabo, to i pisanie bloga oklapło. Przychodzę więc dziś z nieco innym postem, w którym podzielę się tym, na co w sierpniu gdzieś tam czas przy okazji znalazłam i co uważam za warte polecenia dalej. I tak:

jeśli chodzi o MUZYKĘ
to przedstawiam wszystkim, którzy jeszcze nie znają, zespół The Fratellis, czyli brzmienie w moim guście. Najbardziej w ucho zapadły mi piosenki Baby Don't You Lie To Me! i oczywiście Chelsea Dagger, a po raz pierwszy miałam przyjemność usłyszeć chłopaków w filmie Moja dziewczyna wychodzi za mąż, w utworze Henrietta. Poniżej link do mojej ostatniej perełki, którą wałkuję maniakalnie podczas każdej możliwej okazji.

 
Też tak macie, że jak Wam coś wpadnie w ucho to słuchacie tego w kółko? Ja to robię nagminnie. Oprócz słuchania nowych i starych przebojów

śledzę też YouTube'a
na którym chętnie szukam nowych twarzy i w sierpniu odkryłam Vroobelka, czyli kanał Weroniki, której naprawdę CHCE się słuchać! Dziewczyna ma do powiedzenia dużo ciekawych rzeczy i robi to w fajny sposób. Mega szacun za duże poczucie humoru i naturalność! Niby na yt jest już wszystko i tyle osób nagrywa te filmy i tyle ludzi tam coś gada, opowiada, pokazuje... ale potem człowiek znajdzie taki kanał i nagle wow, jednak coś jeszcze może nas pozytywnie zaskoczyć! Z klasyków uwielbiam kanały: Grupy Filmowej Darwin, Lisie Piekło, Cyber Mariana i Poszukiwacza. Czasem zerknę co u Abstrachujów i mniej lub bardziej regularnie śledzę vlogi weterana polskiego yt, czyli Gonciarza. Wracając jednak do Darwinów, to ich Wielkie konflikty polecam każdemu, a na zachętę wrzucam mój ulubiony odcinek. Kto w najbliższym czasie będzie omawiał Krzyżaków niech zerknie, może się przekona. ;-)
 
 
 Generalnie to jest fajny sposób na nudę czy brak snu - taki pięcio-sześcio minutowy filmik, gdzie możemy posłuchać czegoś ciekawego czy się po prostu pośmiać. Jedna z wielu alternatyw, która zabiera mi czas i odpycha od czytania, a kolejną jest

seans dobrego FILMU
 W sierpniu wzięłam się trochę za nadrabianie zaległości i jestem już po trzech częściach X-menów i Star Treka (2009), a w telewizji trafiłam niedawno na Wykiwać klawisza i naprawdę się przy tej komedii uśmiałam! Adam Sandler jako staczający się na dno futbolista trafia za kratki i ma przed sobą misję stworzenia drużyny... która zagra przeciwko klawiszom, więc motywacji im nie brakuje. Naprawdę fajny film! 

Źródło: tytanilublin.pl
 
Jak już siedzimy w komediach to jeszcze wcześniej w tv leciał Partner z Whoopi Goldberg w roli głównej. Bohaterka postanawia otworzyć własny biznes i niestety średnio jej idzie, bo nikt nie chce robić interesów z kobietą. Wymyśla więc fikcyjnego wspólnika... Bardzo ją lubię i w tym filmie potwierdziła tylko, że ma smykałkę do grania. Jakoś tak zawsze kojarzę ją z Leslie Nieslenem, który w Nagiej broni też dawał popis swojej dobrej gry w lekkim i swobodnym stylu. Oni po prostu są fantastyczni, i tyle. 

No i to by chyba było na tyle, jeśli chodzi o sierpień i jego perełki. Takie małe zestawienie, może coś Wam w oko wpadnie, a teraz powiedzcie mi: co mi polecacie na wrzesień? :)

sobota, 6 sierpnia 2016

"Stuhrmówka, czyli gen wewnętrznej wolności. Maciej Stuhr w rozmowie z Beatą Nowicką"


Nie przychodzę dziś z niczym odkrywczym, bo Stuhrmówkę wydano rok temu, ale ja dopiero pod koniec lipca wzięłam się w końcu za jej czytanie i odkryłam, jaka to fajna lektura. Wiem, że to słowo jest nijakie, ale najczęściej odzwierciedla wszystko, co chcemy powiedzieć, a na co brakuje nam konkretnie słów. 


Więc cóż: dla fanów Macieja Stuhra ta pozycja jest obowiązkowa. Dla mniejszych fanów, którzy lubią go posłuchać na scenie/ekranie i, z różnych względów, cenią jego osobę (jak ja), książka będzie na pewno ciekawą dawką informacji, anegdot, wspomnień i różnych przemyśleń człowieka, który naprawdę ma coś do powiedzenia. Przy okazji można go lepiej poznać, pośmiać się (a miałam wielką nadzieją na to, że będzie w tym wywiadzie-rzece choć odrobina humoru, i była!), a przy okazji spędzić miło na lekturze czas.

Mi się książkę czytało mega przyjemnie, choć zawsze przy okazji tego typu książek myślę o masie niewykorzystanych pytań, na które chciała bym poznać odpowiedź, a gdzieś tam jeszcze o tym, że sama chciałabym przeprowadzać takie wywiady. I to z takimi ludźmi!

wtorek, 5 lipca 2016

"Krocząc w ciemności" - Leonie Swann

Coldlily
Tak trochę na fali zachwytu owcami sięgnęłam po najnowszą książkę Leonie Swann, czyli baśniową powieść pełną niezwykłych fantastycznych stworzeń, zwykłych równie fantastycznych ludzi, niespodziewanych zwrotów akcji i bez ani jednej owcy. Za to z grupą pcheł. Cyrkowych pcheł, których dyrektor pewnego zwykłego dnia wplątuje się w niezwykłe wydarzenia. Ma jeden cel: znaleźć i uwolnić rusałkę. Ot, co!

Powiem szczerze, że początek powieści był dla mnie tak samo mglisty jak dla Juliusa ów sądny dzień kąpieli w rzece. Z każdym kolejnym rozdziałem przybywało bohaterów, mniej lub bardziej cudownych postaci, przybywało wskazówek, ale też pytań. Na szczęście akcja też stopniowo rozkręcała się aż do punktu kulminacyjnego i zaskakująco wyczekiwanego zakończenia. W całej tej historii towarzyszymy kilku bohaterom, choć zasadniczo patrzymy na wydarzenia oczami dwóch głównych postaci, co daje nam ciekawą perspektywę, bo skacząc tak z jednego pana na drugiego jesteśmy cały czas na bieżąco i ostatecznie to my wiemy najwięcej. Do ostatniej strony jednak nie wiedziałam jak to wszystko się potoczy i zakończy, ale muszę powiedzieć, że jestem bardzo usatysfakcjonowana jak autorka wyszła z tej powieści z gracją.

Gdyby nie wcześniejsze historie z owcami pewnie nie sięgnęłabym po tę powieść i wiele bym straciła. Przekonajcie się na własnej skórze jak bardzo Londyn może Was jeszcze zaskoczyć, ile pcheł mieści się na tej główce od szpilki i czy literatura współczesna mimo wszystko jest jeszcze pociągająca. To swoją drogą ciekawe, że jak już nie bardzo wiadomo do jakiego gatunku przypisać książkę to idzie do kategorii literatury współczesnej albo młodzieżowej albo jak jest bardziej ckliwa to do kobiecej. Zastanawiałam się do czego ja bym ją zaliczyła i w sumie nie wiem gdzie taka fantastyczno-detektywistyczno-baśniowo-psychologiczna powieść najlepiej się nadaje? Na pewno nadaje się do czytania, na wakacje to już w ogóle, tyle wiem i tyle mam tu do powiedzenia.

sobota, 25 czerwca 2016

"Sprawiedliwość owiec. Filozoficzna powieść kryminalna" Leonie Swann

Nietypowy kryminał, bo śledztwo w sprawie nagłej śmierci pasterza George'a prowadzą jego... owce. Stadko mądrych i komicznych owiec, które uwielbiają się paść, słuchać jak ktoś im czyta książki, paść się, słuchać jak ktoś im opowiada historie i, tak, jeszcze trochę się popaść. Naturalny rytm ich spokojnej egzystencji zostaje zakłócony przez szpadel, który... niespodziewanie wystaje z ich pasterza. Martwego, rzecz jasna, pasterza.

Leonie Swann znam już z Triumfu owiec, więc sięgając po Sprawiedliwość wiedziałam mniej więcej, czego się mogę spodziewać i absolutnie się nie zawiodłam. Historie z owcami w rolach głównych podobają mi się coraz bardziej, pełne humoru, ale też refleksji i (jak wskazuje tytuł) filozoficznych rozważań. Co bym tu jednak nie napisała - przekonajcie się sami, bo nie umiem oddać Wam tutaj jak bardzo warto sięgnąć po te książki! Czytało mi się je dobrze, autorka ma taki fajny styl, nie przynudza, nie przedłuża, ale w pewnych momentach zwalnia, skłania do przemyślenia tych kilku linijek tekstu, a mimo to w powieści cały czas coś się dzieje.

Zaczęłam już Krocząc w ciemności, również tej autorki i choć tym razem bez owiec, a z pchłami, książka zapowiada się ciekawie. Zresztą, po Swann chyba nie można spodziewać się nudy i przewidywalności, przynajmniej w wyżej polecanych książkach tego nie znajdziecie.

poniedziałek, 13 czerwca 2016

"Wybacz mi, Leonardzie" - Matthew Quick


Ostatnia z dotychczas wydanych w Polsce powieści Matthew Quick'a za mną! Wybacz mi, Leonardzie wylądowało na końcu z tego prostego powodu, że jakoś mi wcześniej nie wpadło w ręce i w sumie po lekturze książki stwierdzam, że może to i lepiej. Ale po kolei:

Leonard, zaniedbany przez matkę syn, wrażliwy chłopiec, który chce skończyć swą przygodę z życiem. Zanim jednak pociągnie za spust, obcina włosy i rozdaje prezenty najbliższym mu osobom. W dniu osiemnastych urodzin decyduje się (aż chciałoby się napisać w końcu) na pożegnanie ze światem, pakuje więc prezenty w różowy ozdobny papier, chowa pistolet do plecaka, i rusza ku nowemu, ostatniemu w jego życiu, dniu.

No i tak, po książkę sięgnęłam, bo napisał ją Quick, a po wcześniejszych jego powieściach, byłam w ciemno przekonana, że i ta w jakiś sposób mnie zachwyci. Jest to jednak chyba jego "najmroczniejsza" opowieść, albo inaczej: Leo miał po prostu najbardziej przesrane w życiu. I to tak dosłownie, na maksa, co zresztą widać już od pierwszych kart powieści. Im dalej idzie historia, tym bardziej zastanawiałam się: j a k on tyle już wytrzymał? Jego życie naprawdę nie było usłane różami.

Dobrze, że autorzy podejmują takie tematy, bo często bywa tak, że młodzież nie szuka pomocy u innych ludzi, z różnych względów nie chce się uciekać do drugiego człowieka po pomoc, a częściej sięgnie właśnie po książkę... Może w historii Leonarda ktoś się odnajdzie i znajdzie odpowiedź również na swoje problemy? Nikomu nie życzę takiego losu, jaki spotkał tego chłopca, ale co by się w naszym życiu nie działo: dobrze, że istnieją też dobrzy ludzie.

piątek, 10 czerwca 2016

"Eleonora & Park" - Rainbow Rowell

http://www.znak.com.pl/

Po lekturze Musimy coś zmienić (i namowach Karoliny, dzięki!) musiałam absolutnie koniecznie sięgnąć po Eleonorę & Parka. Tak, kolejna powieść obyczajowa, nie wiem co się ostatnio ze mną dzieje, serio, ale powieść Rainbow Rowell jest naprawdę OK. Czytamy historię z punktu widzenia, naprzemiennie, Eleonory i Parka, a ich historia jest naprawdę... smutna? Nie wiem czy to dobre słowo, w każdym razie to nie jest love story usłane różami. Rzeczywistość w wersji brutalnej, w której młodzi ludzie muszą się odnaleźć i z którą muszą się zmierzyć. Nie chcę tego napompować, autorka już to trochę zrobiła. ;-)

Zaczynamy razem z Eleonorą nowy rok szkolny. Wróciła do rodzinnego domu; nowe otoczenie, nowa szkoła, nowe miejsce w autobusie, gdzie zaczyna się akcja. Serio, nie pomyślałabym, że w amerykańskich autobusach może się tyle wydarzyć i że każda nowa osoba jest od razu w takim centrum zainteresowania. Rany, ta scena jest aż po prostu niemożliwa, ale jednak to tu zaczyna się historia, gdy Park przesuwa się i zwalnia Eleonorze miejsce. Czy można spotkać miłość życia w autobusie? Nie wiem, ale w końcu w książkach wszystko jest możliwe.

Mega dobrze czytało mi się książkę, jest tak napisana, że po prostu chce się czytać dalej i dalej. Człowiek czeka na ten happy end albo i nie, czeka na c o ś, nie spodziewając się dokładnie co to ma być. Po prostu historia Eleonory i Parka wciąga.

środa, 8 czerwca 2016

"Czerwona królowa" Victorii Aveyard


Dobra, jak mam być szczera, to sięgnęłam po Czerwoną królową tylko dlatego, że wszyscy się nią tak podniecali, a siostra nie dawała mi żyć. No, ale po lekturze tej książki nie wiem, czemu wokół niej tyle szumu. (Po Weeksie wszystko wydaje się słabsze). Może znów się za bardzo nastawiłam..?

Powieść zaczynamy poznając Mare, która zmierzając na przymusowe widowisko, okrada idących z nią w tłumie ludzi, aby nie być darmozjadem w rodzinie. I szczerze to pierwsze rozdziały książki podobały mi się najbardziej. Były takie pociągające i ciekawe. Nie żebym była jakaś inna, bo co może być ciekawego w biednej wiosce, zmuszanych do pracy ludziach, kontrolach, biedzie etc., ale mimo wszystko jakoś wtedy bardziej lubiłam Mare i książkę czytało mi się lepiej. 

Dosyć drastyczna zmiana w życiu naszej bohaterki sprawiła, że dalej czytałam z zaciekawieniem stale słabnącym, mimo, że akcja zaczynała się rozkręcać. I mimo, że trzymałam kciuki za pyskatą Mare - czasem irytowała mnie ponad normę. Ogólnie rzecz biorąc jednak autorka bardzo ładnie skonstruowała bohaterów - każdy był charakterystyczny, na swój sposób niepowtarzalny i z różnych względów mniej lub bardziej wpływał na dalszy ciąg wydarzeń i naszą sympatię bądź jej brak. 

Może to po prostu kwestia tego schematu jaki teraz jest modny w powieściach młodzieżowych. Biedny bohater wiedzie sobie swój żywot, najczęściej w nędzy > dzieje się coś smutnego > spotyka kogoś, kto odmienia jego życie > drastyczna zmiana > punkt kulminacyjny > koniec zapewniający o dalszym ciągu wydarzeń. W tle oczywiście romans, mniej lub bardziej mdły, mnóstwo rozterek, łez, krwi. Nie żebym się czepiała, bo teraz większość książek jest pisana w ten sposób i Czerwona królowa miała też swoje plusy, ale mi po prostu nie przypadła aż tak do gustu. Nie porwała mnie ta historia. Nie była to jednak "zła" książka, więc jeśli lubicie fantastykę (bo troszkę jej tu jednak jest), to śmiało bierzcie powieść w ręce! 

poniedziałek, 6 czerwca 2016

"Pościg" - John Flanagan

W poprzedniej notce pisałam o Najeźdźcach i wspominałam, że zaczęłam kolejną część. No, to będąc już po lekturze trzeciej części przygód załogi Hala, mogę powiedzieć, że jestem równie usatysfakcjonowana jak po wcześniejszych tomach. Najbardziej podoba mi się w książkach Flanagana to, że nie czekam całej powieści na ten kulminacyjny moment jakim jest zazwyczaj bitwa, bo naprawdę przyjemnie czyta mi się również te rozdziały o zwykłych codziennych poczynaniach bohaterów. W ogóle każdą kolejną książkę spod ręki Flanagana czyta mi się po prostu miło.

Ja wiem, wiem, że to literatura młodzieżowa (niektórzy mówią nawet, że dziecięca), ale ja naprawdę l u b i ę obie serie, bo i Zwiadowcy i Drużyna są pełne przygód, a takie książki uwielbiałam zawsze. Styl pisania autora, humor, akcja - dobra rzecz na spędzenie miłego leniwego popołudnia. Za każdym razem opiewam te książki, ale cóż poradzę, że tak mi się podobają. Zdecydowanie mój klimat, a może i Wam przypadną do gustu? To jak, wolicie najpierw poznać Zwiadowców czy Skandian? :-) 

PS: Zakończenie wymiata! Erak made my day! ♥

niedziela, 5 czerwca 2016

"Najeźdźcy" Johna Flanagana

Źródło: http://ksiazkopedia.wikia.com
Druga część serii Drużyna to dalsze losy bohaterów drużyny Hala. Czaple ruszają w pościg za złodziejskim piratem, aby odzyskać nie tylko najcenniejszy klejnot Skandian, ale i własny honor. Czy młodemu skirlowi uda się dogonić i pokonać Zavac'a? 

Po Wyrzutkach, pierwszej części serii, zrobiłam sobie bardzo długą, bo roczną (!), przerwę od przygód młodych Skandian. Nie wiem w zasadzie dlaczego, bo jak tylko zobaczyłam Najeźdźców na bibliotecznej półce to trzy popołudnia później byłam już po lekturze, a teraz czytam kolejny tom. Drugi tom serii jest jeszcze bardziej dynamiczny, pełen akcji, humoru i przygód niż pierwszy. Flanagan znów daje popis swym umiejętnościom i znów nie możemy (a nawet nie chcemy!) oderwać się od lektury. 

Podobnie jak w Zwiadowcach, akcja powieści rozgrywa się w kilku miejscach i różne wydarzenia przeplatają się ze sobą, tworząc szlak dla głównych bohaterów książki. W Najeźdźcach pościg za piratami złączy się z najazdem na miasto Limmat, a za plecami Hal i jego załoga mają jeszcze wysłaną przez Eraka drużynę Svengala. Jak zawsze wszystkie "poboczne" wydarzenia zgrabnie zaprowadzą nas do kulminacyjnego wydarzenia, jakim w tym przypadku będzie odbicie miasta z rąk łupieżców. 

Tak to już chyba jest z tym Flanaganem, że jak raz zacznie się go czytać to człowiek ma ochotę na więcej... Dobrze, że autor ruszył z tą drugą serią, bo uschłabym czekając na kolejne tomy Zwiadowców! A Drużyna jest równie dobra i o tyle ciekawsza, że możemy lepiej poznać zimnych i silnych Skandian, co dla mnie jest dużym atutem tych książek, bo w serii o Zwiadowcach poznajemy ich tylko części, stanowczo za mało jak na takie barwne postacie!

Polecam młodym przede wszystkim, ale i starszym, którzy lubią takie powieści - każdy znajdzie tu coś dla siebie. :)

czwartek, 2 czerwca 2016

"Musimy coś zmienić" Sandy Hall

bookowniczka.blogspot.com 

Gdzieś kiedyś u kogoś czytałam o tej książce więc kiedy zobaczyłam ją na bibliotecznej półce, pomyślałam, że może faktycznie będzie fajna. Przewertowałam książkę, spojrzałam na okładkę i opis i ostatecznie skusiłam się na tą powieść, bo historia opowiedziana jest z perspektywy różnych osób, które, chcąc nie chcąc, były jej świadkami! Inaczej mówiąc: książka jest o dwójce nastolatków, których historie poznajemy dzięki ludziom, których spotykają na swej drodze. I po lekturze książki muszę powiedzieć, że sposób jest naprawdę fajny i dobrze się to czyta.

Sama historia jest prosta i błaha, przypadkowe wpadnięcie na siebie i kurs kreatywnego pisania potrafią zbliżyć do siebie ludzi. Śledzimy historię Gabe'a i Lei i wraz z wszystkimi naszymi narratorami kibicujemy tej dwójce uroczych i nieśmiałych młodych ludzi. Wszystkie te codzienne, zwykłe sytuacje są nie raz przekomiczne, a dialogi, choć błahe i proste, przedstawiają myśli bohaterów w jasny i konkretny sposób. Przede wszystkim każdy z tych bohaterów jest na swój sposób unikalny, patrzy inaczej na pewne sprawy, dzięki czemu możemy się mniej lub bardziej z nim identyfikować. 

Ogólnie to jaram się tą książką, zasiadłam do niej wczoraj i naprawdę polecam, czyta się szybko i przyjemnie. Nie jest to literatura wysokich lotów i nie spodziewajcie się po niej nie wiadomo czego, ale jeśli znajdziecie chwilę nudy i najdzie Was ochota na miłą książkę to polecam właśnie tę historię Sandy Hall.

czwartek, 19 maja 2016

MOFONGO - Cecili Samartin


384 stron, jeden dzień, milion łez

Danie przygotowane z miłością jest strawą dla ciała i dla duszy.
- Cecilia Samartin 

Ciepła, aromatyczna, pełna samowitych dań powieść o tym, że życie nie jest kolorowe. Jest brutalne, ciężkie, zaskakujące. W tej powieści znajdziemy mnóstwo przykładów na to, że los bywa okrutny, stale rzuca nam kłody pod nogi i nie zawsze wszystko układa się po naszej myśli. I jakby na przekór wszystkiemu, co wydarza się naszym bohaterom - po lekturze tej książki człowiek nie czuje chęci rzucenia się z mostu. Wręcz przeciwnie. To jedna z tych powieści, które emocjonalnie nas poruszą, ale nie zostawią z pustką i smutkiem, a podniosą na duchu i dodadzą otuchy.

Cecila Samartin to istna mistrzyni podsycania głodu (czytania). Zaczęłam książkę dziś rano i przed chwilą odłożyłam ją na półkę. Po prostu nie mogłam się oderwać i, z małymi przerwami rzecz jasna, m u s i a ł a m czytać dalej, żeby wiedzieć, co się wydarzy! Rzadko mi się zdarza, żeby obyczajowa powieść porwała mnie tak bardzo. A jednak Mofongo pochłonęłam z zapartym nieraz tchem. 

Co mam Wam więcej napisać, jestem absolutnie urzeczona tą historią i choć ciężko mi to przechodzi przez gardło (klawiaturę?) - chciałabym więcej takich powieści! Może wtedy przekonałabym się do obyczajówek. W sensie, że jakoś tak bardziej, no, bo czasem jednak sięgam do tych "realnych" historii, żeby oderwać się od fantastyki (i kryminałów!). Heh, tak trochę na odwrót, uciekać od magii i intryg do pełnej wzruszeń historii, nie? Anyway, polecam bardzo mega gorąco i serdecznie! Ja jestem absolutnie na tak, love it! (A z tyłu książki autorka zamieściła wszystkie przepisy z książki!!) 

PS: Nie napisałam ani słowa o czym to jest, wiec chętnych odsyłam np. tutaj. Szczerze to sama nawet nie spojrzałam na opis, bo 1) urzekła mnie okładka; 2) książkę bardzo polecała mi siostra (dzięki!); 3) walczę z regałowymi leżakami i biorę po kolei kolejne tytuły, żeby wreszcie iść do przodu.
PS2: Dzisiaj poszłam do biblioteki i przytargałam drugą część Drużyny Flanagana... także tak to się ma z tymi leżakami. ;-)

sobota, 14 maja 2016

"Pod piracką flagą" Crichtona

 

Leżenie pod kocem z gorączką ma swoje plusy. Nawet jeśli za oknem jest piękna pogoda i człowiekowi marzy się po prostu wyjść na podwórko i usiąść na ławce, ale niestety choroba nie pozwala nawet na to - wreszcie masz czas na czytanie! I jeśli tylko weźmiesz książkę do ręki to możesz przenieść się nawet na gorącą Jamajkę i nie żal Ci już słońca i ławki. :)

Jak już wspominałam oprócz kryminałów i fantastyki, od dziecka uwielbiam książki przygodowe. Po dziś dzień chętnie, choć przyznam, że rzadko, po nie sięgam. Zwłaszcza kiedy na okładce jest statek i nazwisko Crichton - pozycja stała się dla mnie z automatu obowiązkowa do przeczytania. Powieść Pod piracką flagą opowiada o korsarskiej wyprawie kapitana Huntera po hiszpański galeon pełen złota. Czy niezbyt liczna, ale jakże sprytnie dobrana załoga, pełna ludzi o przydatnych umiejętnościach, zdoła pokonać Hiszpanów, na czele których stoi krwiożerczy Cazalla, i zdobyć cudowny skarb? 

Przygoda, walka, morskie bestie. Pełna akcji historia napisana tak, że nie umiałam się oderwać od książki. Lektura przywodząca na myśl Piratów z Karaibów, co tylko dodaje jej uroku. Po Parku Jurajskim tego autora spodziewałam się powieści trzymającej w napięciu i dokładnie to dostałam. Crichton jest mistrzem narracji, a w dodatku świetnie kreuje bohaterów. Tak mocno wyraźni, tak charakterystyczni, tak prawdziwi. Każda postać w tej książce jest wyjątkowa, ma swoje przejścia i talenty, bez których wyprawa skoczyłaby się w porcie.

Mocno wciągnęłam się w tę powieść, tak mi się spodobała. Książka na kilka godzin w trakcie których możemy przenieść się w brutalny świat korsarzy, morskich walk i sztormów. Zawsze lubiłam czytać o przygodach, a te na morzu pociągają mnie jeszcze mocniej. Zdecydowanie polecam!

środa, 27 kwietnia 2016

Zmiany, nowości, powroty

 

Po trudach i znojach LinkWithin zgodził się jednak zadziałać na moim blogu, a jak już powiedziałam a, to postanowiłam też przenieść dyskusję pod postami na Disqus. Także teraz oprócz rozmów o notkach bieżących, pod każdym postem losowo czeka na Was propozycja innych moich wypocin. ;-) Natomiast nad postami podziwiać możecie piękne zdjęcie autorstwa Justyny - dziękuję za pamięć, jestem zauroczona, totalnie mój klimat!

niedziela, 24 kwietnia 2016

Ryszard Kapuściński "Szachinszach"


Może dobrze się stało, że kolega Kapuścińskiego bał się jechać do Teheranu. Nie wiem czy opisałby to co działo się w Iranie lepiej czy gorzej, ale wiem już jak zrobił to Kapuściński i nie obchodzi mnie żadna inna wersja. Powiem tylko, że warto to przeczytać. Naprawdę w a r t o.

Reportaże to nie jest moja specjalność. Nie interesuje się historią ani polityką. Sięgnęłam po książkę przez autora, którego kojarzę przez Cesarza. Zaczęłam lekturę bez żadnego przygotowania - opisem na okładce był fragment książki, okładka nie bardzo sugerująca cokolwiek, ot, kolejna lektura na zajęcia, którą obiecałam sobie tym razem przeczytać, tym bardziej, że jak już pisałam, nazwisko autora jest mi znajome. 

Od pierwszych stron reportaż z Iranu wprowadza nas w atmosferę tego smutnego kraju. Kapuściński odchodzi trochę od tego obiektywnego, surowego i pełnego faktów stylu jaki jawi nam się w reportażach. Niektórych to razi, mi się podobało takie ujęcie. Autor podszedł do sprawy od innej strony. Spojrzał na pewne sprawy z punktu widzenia jednostki - ujął przemiany społeczne zaczynając od pojedynczego człowieka. Taki psychologiczny obraz żołnierza czy nastolatka zarabiającego na utrzymanie rodziny. Zwykły, szary człowiek. Czym jest w porównaniu do szacha?

sobota, 16 kwietnia 2016

"Incydent na Kanarach" - Peter Kerr

Tym razem naszego dzielnego detektywa czeka zadanie trudne. Bardzo trudne. Musi on bowiem prowadzić śledztwo... pod przykrywką bycia na wakacjach. Dla Boba Burnsa nie ma rzeczy niemożliwych, ale takim właśnie wydaje się dwutygodniowy rejs wycieczkowcem, na którym ma udawać dziennikarza zbierającego informacje o tajemniczym wypadnięciu za burtę jednego z pasażerów.


Trzecia część w niczym nie ustępuje dwóm poprzednim. Świetnie skonstruowana zagadka, co rusz nowe tropy, tajemnicze postaci i zgony. Cała powieść, tak jak dwie poprzednie, jest bardzo dynamiczna i brak w niej miejsca na nudę. Dodatkowym atutem jest dobre poczucie humoru autora, które przekłada się na dialogi bohaterów - w tej części szczególnie sarkastyczne i złośliwe, co owocuje naprawdę zabawną wymianą zdań.

Z wielką chęcią obejrzałabym ekranizację powieści z Burnsem - myślę, że byłyby to świetne kryminalne komedie. Na razie jednak polecam Wam książki! Mam nadzieję na kontynuację przygód tego charyzmatycznego angielskiego detektywa, a tymczasem sięgam po książki z półkowej kolejki i w przyszłości na pewno po inne książki Kerra.

środa, 30 marca 2016

"Kocham Nowy Jork" Lindsey Kelk

Masz złamane serce, łamiesz komuś rękę i nie wiesz co dalej począć ze swoim życiem? Wsiadaj w samolot i uciekaj do Nowego Jorku! Angela wybrała to miejsce bo od dawna pragnęła je odwiedzić, a kiedy jest na to lepsza pora niż w momencie gdy cały twój świat staje na głowie? Spontaniczna decyzja naszej bohaterki okazuje się zmienić coś więcej niż tylko jej podły humor po rozstaniu.


Od samego początku książka jest lekka i zabawna. Bohaterka to oczywiście nieśmiała kobieta, która w momencie rozstania uświadamia sobie, że nie była tak naprawdę szczęśliwa, a na domiar złego okazuje się, że na najlepszą przyjaciółkę nie ma co liczyć... Wskakuje więc w samolot z myślą "ewentualnymi ale będę martwić się na miejscu", ale oczywiście los jej sprzyja i na miejscu poznaje miłą dziewczynę, która otacza ją opieką i (oczywiście) zaprzyjaźniają się.

Może to po prostu moje podejście do takich historii, ale wielkiego wrażenia ta historia na mnie nie zrobiła. Książka, ot, fajna na raz, na nudę, na smutek - bo faktycznie ma zabawne momenty. Ogólnie to jednak nie przepadam za historiami w tym stylu, nie lubię dorosłych kobiet przeżywających wszystko jak nastolatka w okresie i uważam, że w niektórych momentach autorka mogła inaczej pokierować historią. No, ale, doczytałam z ciekawości do końca (i żyję) i jak ktoś lubi lekkie obyczajowe powieści o miłości, przyjaźni i zachwycie nad Nowym Jorkiem to polecam. A jeśli komuś przypadnie do gustu historia Angeli to uwaga, jest również druga część. Więcej tutaj.

środa, 23 marca 2016

"Ani Mru-Mru. O dwóch takich, co było ich trzech"

Ileś tam lat wstecz kabarety w Polsce nie leciały na każdej stacji każdego dnia po pierdyliard godzin dziennie. A jak już puszczali jakiś program w telewizji to zazwyczaj było to coś nowego (wtedy jeszcze nie wszystko było w sieci) i te kabarety były naprawdę śmieszne. Jakoś tak najlepiej pamiętam z tamtych czasów Kabaret Ani Mru-Mru (wtedy jeszcze zapowiadał ich Bałtroczyk bez siwych włosów... to było naprawdę dawno), którego kultowe teksty znam do dziś i często gęsto rodzinne imprezy nie mogły się obyć bez choćby jednego ich skeczu. Do dziś to mój ulubiony kabaret i wszystkie inne grupy oceniam poniekąd przez ich pryzmat. Jasne, że mam innych ulubieńców na kabaretowej scenie, ale może przez sentyment właśnie to trio uwielbiam do dziś. Nic chyba więc dziwnego, że kupiłam ich książkę i zasiadłam do niej z mega wielką ciekawością.


Książka to po prostu wywiad rzeka z członkami kabaretu, którzy dzielą się tu trochę informacjami o sobie, opowiadają o tym jak działa kabaret od wewnątrz, jak oni w nim działają i jak kabaret oddziałał na nich. Dzieje się, ogólnie. Poznałam kilka ciekawostek, faktów i momentami oczywiście po prostu się zaśmiałam. Niczego więcej w sumie nie oczekiwałam od tej książki, kupiłam ją jako fanka kabaretu, ale mam mały niedosyt odnośnie pana przeprowadzającego wywiad, hm, myślę po prostu, że mogły paść inne pytania, ciekawsze. 

Fajna rzecz na spędzenie miło popołudnia, można się zaskoczyć, można się pośmiać, można w końcu lepiej poznać jeden z najlepszych kabaretów w Polsce. Polecam.

PS: Nie, Michał i Marcin nie są braćmi.
PS2: Polecam też materiał promujący książkę na kanale [klik] Wydawnictwa Wielka Litera. Warto. :-)

piątek, 18 marca 2016

"Analfabetka, która potrafiła liczyć" Jonassona

Jonas Jonasson. Autor, którego poznałam dzięki kochanej Judycie i jej spontanicznej decyzji Ej, może chcesz na majówkę Stulatka, który wyskoczył przez okno? Całkowicie zaskoczona tytułem książki zgodziłam się, bo już nie raz przekonałam się, że na gust koleżanki mogę liczyć. Dzisiaj, po tak długim czasie przerwy od Jonassona i od blogowania, przedstawiam Wam Nombeko, tytułową Analfabetkę, która potrafiła liczyć.


Nombeko w całym swoim życiu na pewno nie liczyła na szczęście i fart, ale poza tym liczyła naprawdę nieźle i dzięki tej zdolności nie raz i nie dwa udało jej się wyjść z opresji. Dziewczyna musiała nieźle kalkulować, ale niestety życie zawiera w sobie zbyt dużo niewiadomych i często gęsto nasza bohaterka wpadała z deszczu pod rynnę. Bohaterka od małego musiała walczyć o swoje, dzielnie więc stawiała czoła wszystkim przeciwnościom losu, które lgnęły do niej jak muchy do... do miodu, na przykład. Nieźle dała sobie z tym wszystkim radę, ale nie chcę tu za dużo zdradzać, bo akcja jest zaskakująca i nieprzewidywalna i czyta się naprawdę dobrze (uwaga: wciąga!).

Powieść, w której cały czas się d z i e j e, w której nie ma miejsca na nudę, a dodatkowo zawiera w sobie humor ładnie przepleciony z historycznymi wydarzeniami. Jonasson wie jak napisać dobrą powieść, podobnie jak w przypadku historii Alana również przygody Nombeko bardzo mi się podobały. Zdecydowanie polecam. :)

poniedziałek, 29 lutego 2016

"Zwierciadło pęka w odłamków stos" Agaty Christie

Kiedy skończyłam swą przygodę z detektywem Poirot wiedziałam, że po serię z Panną Marple również sięgnę. Po odczekaniu literackiej żałoby za belgijskim geniuszem sięgnęłam w końcu, na chybił trafił oczywiście, po pierwszą powieść z udziałem starszej bystrej Pani - padło na Zwierciadło pęka w odłamków stos. Kierując się jedynie opisem na okładce i akuratnie małym wyborem na półce, skusiłam się na sprawę tajemniczego morderstwa w samym środku przyjęcia słynnej filmowej gwiazdy... 

 

Tradycyjnie w książkach Agaty Christie obok rozwiązywania zagadki odnajdziemy subtelny, angielski humor i poznamy trochę bliżej zwyczaje i przyzwyczajenia Anglików. Ciekawie skonstruowana historia, zbrodnia na oczach gości, a jednak niezauważona, a sprawcę mamy niemalże jak na tacy, a jednak do ostatniej strony czytałam w niepewności... Jak zawsze najmniej podejrzana osoba i najbardziej podejrzana osoba są tymi, na których liczyłam, ale do końca nie byłam pewna kto. Jak zawsze - kiepski byłby ze mnie detektyw. ;-) Może dlatego tak lubię czytać te powieści, zawsze podziwiam spryt i logiczne myślenie śledczych.

PS: Akurat po rozdaniu Oscarów udało mi się wstrzelić z recenzją powieści, w której jedną z głównych postaci jest filmowa gwiazda!
PS2: Kto kibicował Leo? :-)

poniedziałek, 22 lutego 2016

"Turniej w Gorlanie" - John Flanagan

Długo czekałam na kolejną część przygód Zwiadowców, więc jak tylko zobaczyłam Turniej w Gorlanie w promocyjnej cenie - od razu wiedziałam co będę czytać w najbliższym czasie. I powiem Wam, że dawno już się tak nie wciągnęłam w czytanie, ale w końcu czego innego mogłam się spodziewać? Cieszę się, że Flanagan postawił na prequel i przybliżył nieco ciekawskim czytelnikom jak to wszystko się zaczęło, jak Ci bohaterowie się poznali, jak doszło do tego pierwszego tomu... Naprawdę miło i z dużym sentymentem wróciłam do Araluenu i, normalka, z uśmiechem na ustach czytałam o pierwszych przygodach Halta i Crowleya. Turniej w Gorlanie to przygodowa powieść pełna humoru, którą czyta się lekko i przyjemnie i, niestety, bardzo szybko się ją kończy. Muszę koniecznie odświeżyć sobie te kolejne dwanaście części... <marzenieoczasienaczytanie>.

Także! Wszystkim fanom tajemniczych Zwiadowców tej książki polecać nie muszę, bo jeśli choć trochę uwielbiają tę serię tak jak ja, to pewnie już są dawno po lekturze.. ale co do reszty to gorąco zachęcam i polecam, nie ważne ile masz lat, jeśli lubisz czytać i lubisz dobre książki to seria Zwiadowcy jest dla Ciebie! Szerzej zachwycałam się nią tutaj. Nie mogę się już doczekać na kolejną książkę autora i na film, którego oczekuję i się obawiam, bo wiadomo jak to jest z tymi filmami, zawsze mam obawy co do aktorów i tego jak pokażą historię i w ogóle... No, w każdym razie oczekiwanie wielkie!

Póki co wracam jednak do panny Marple! Skusiłam się na kolejną serię Christie tym razem z panią detektyw w roli głównej. Brakuje mi jajogłowego Poirota, ale stwierdziłam, że dam też szansę starszej damie. Na pierwszy ogień Zwierciadło pęka w odłamków stos - totalnie nie mam pojęcia jak bardzo od środka/końca zaczynam, ale było w promocji, opis mi przypasował, także jak zawsze na ślepo.

środa, 17 lutego 2016

"Więcej krwi" Jo Nesbo

Po lekturze Krwi na śniegu czekałam na kolejną część bardzo ciekawa jaki pomysł na dalszą historię ma autor i... w sumie to zdziwiłam się bardzo mocno, bo jedynym łącznikiem w Więcej krwi jest tu po prostu główny szef mafii - Rybak, a pojawia się w książce tylko we wspomnieniach naszego bohatera Jo... Ulfa, Ulfa! Sama książka jest zbliżona do części pierwszej pod względem budowy i rozwoju wydarzeń, ale moim zdaniem jest lepsza. W zasadzie wpisana jest w kategorie kryminał/sensacja/thriller nie wiadomo z jakich względów, bo w swym klimacie bardziej przypomina przypowieść, psychologiczną powieść i po trochu nawet biografię. Takie oto coś, ciężkie do nazwania po imieniu, ale lekkie i przyjemne w odbiorze. Nesbo już tak ma - co by nie pisał to wciąga.  


Ta krótka, życiowa, świetnie napisana powieść to propozycja nie tylko dla fanów kryminału czy/i/lub autora. Bliżej tej książce w stronę obyczajówki ze zwrotami akcji i momentami gdzie autor mistrzowsko (jak zawsze) wodzi nas za nos budując napięcie, co tylko dodaje książce smaczku. Więcej krwi różni się od swojej poprzedniczki, moim zdaniem, na lepsze. Czytało mi się to naprawdę dobrze, aż szkoda, że takie krótkie. Cóż, pozostaje mi nadal czekać na kolejne przygody Hole'a! No i w kwietniu Nesbo ma odwiedzić Wrocław!!

środa, 3 lutego 2016

"Granice szaleństwa" Alex Kava

Serię z udziałem Maggie O'Dell postanowiłam kontynuować w dalszym ciągu na ślepo, w sposób absolutnie spontaniczny i na chybił trafił, więc po tomie ósmym i szóstym wzięłam się za czwarty i nie wiem jak to jest, że każda kolejna książka Kavy podoba mi się coraz bardziej! Choć może to nie brzmi dobrze, bo w końcu w każdym tomie "bohaterem" jest popaprany psychopata zabijający niewinnych ludzi, ale historie są tak świetnie skonstruowane i napisane, że tematyka i obrzydliwe nawet opisy nie zrażają mnie do sięgnięcia po kolejne części.


Wszystko zaczyna się od Joan, zakompleksionej kobiety z nadwagą i słabą wolą, która rusza na spotkanie z tajemniczym znajomym z internetów. Kiedy kobieta znika, jej psycholog dzwoni do swojej przyjaciółki agentki i prosi ją o pomoc. Tym razem agentka O'Dell staje naprzeciw człowiekowi, który nie działa schematycznie jak inni seryjni mordercy. Nie chwali się swymi trofeami i gdyby nie przypadkowe odkrycie miejscowych w kamieniołomach - nikt nigdy nie dowiedziałby się o zamkniętych w beczkach ciałach. Ciałach pozbawionych różnych organów... Odkrycie to powoduje panikę nie tylko wśród mieszkańców i w mediach, ale głównie sieje zamęt w głowie sprawcy.

Cała ta sprawa jest obrzydliwie paskudna, ale z psychologicznej strony jest to arcyciekawe, a dodatkowym plusem jest poznanie sposobu myślenia mordercy, bowiem co kilka rozdziałów możemy spojrzeć na sprawę jego oczyma. Jakie by jednak nie były motywy szaleńca giną niewinni ludzie, a z każdym kolejnym krokiem policji w tej sprawie paranoje sprawcy pchają go do kolejnych czynów i zbrodni. Czy agentka O'Dell zdąży odnaleźć Joan na czas?

Jak napiszę, że to lekki i przyjemny kryminał to chyba mnie wyślą na badania, ale powieść jest napisana tak, że na prawdę czyta się ją szybko i lekko (polecam nie jeść w tym czasie), a w porównaniu do innych autorów tego gatunku - nie jest tak straszna czy coś. Więc wielbicielom polecam na pewno, początkującym jeszcze mocniej, a reszcie mówię: a co tam, skuście się, bo dobra Kava nie jest zła!

piątek, 22 stycznia 2016

"Triumf owiec. Thriller a zarazem komedia filozoficzna" Leonie Swann

Są takie książki, które wybierają sobie czytelnika. Serio. Chodzą za człowiekiem. Wyglądają za nim z półki/kosza. Nęcą, kuszą, intrygują. W końcu wpychają się bezczelnie do koszyka i lokują wygodnie na półce. Triumf owiec trochę (zbyt!) długo czekał na półce, ale tylko i wyłącznie z braku czasu, bo to książka, którą niechętnie wypuszcza się z rąk. Już od pierwszych stron powieści dajemy się porwać historii pewnego stada owiec, które stawia czoła (czy owce mają czoło?) zagadce legendarnego potwora, tajemniczego Garou...

Przyznam się szczerze, że o Leonie Swann nie słyszałam nigdy wcześniej. Cóż za szkoda! Kobieta ma talent i smykałkę do pisania, książkę czyta się szybko i przyjemnie. Nie żeby to był jakiś prosty tekst, bo niejednokrotnie autorka zachwyca treścią, ale w sposób niewymuszony, swobodny. Przekazuje naprawdę wiele w powieści, w której głos mają owce! Te słodkie, miękkie, białe stado pełne barwnych postaci, znów (bo to druga część, jak zawsze czytam od tyłu...) bierze sprawy w swoje ręce (znaczy te, no, raciczki?) i z thrillera robi się właśnie taka komedia, filozoficzna w dodatku, jak podpowiada nam tytuł. Triumf owiec to dobry kryminał pełen momentów wywołujących zarówno uczucie grozy jak i mimowolny uśmiech czytającego. 

Nie wiem jak mam Wam zachwalić tę powieść, żebyście po nią sięgnęli, ale jeśli się zdecydujecie to jestem niemalże na sto procent pewna, że Swann Was nie zawiedzie. Mnie bardzo długo zastanawiał Triumf owiec i jestem niesamowicie pozytywnie zaskoczona. Koniecznie muszę nadrobić pierwszą część i sięgnąć po inne tytuły tej Pani, bo jestem pewna, że warto.