sobota, 26 września 2015

"Ponura drużyna" - Luke Scull


Davarus Cole musi zabić Władcę Magii. Nim jednak dane mu będzie wymierzyć swym Zabójcą Magów w potężnego Salazara, czeka go długa droga pełna niespodziewanych zdarzeń. Jednym z nich jest spotkanie Brodara Kayne'a, Miecza Północy, górala, wojownika nie do zdarcia. Kayne oczywiście uratuje chłopakowi tyłek, a ten w dowodzie wdzięczności zaprosi go na spotkanie Odłamków, grupy buntowników, którzy szykują się do ataku na swego despotycznego władcę. Jakie zadanie czeka na górali, medyka, służącego i dziewczynę? Czy ta ponura drużyna wykona swe zadanie? 

Od pierwszych stron książki spodobało mi się to, jak Scull ją napisał. Konkretnie, momentami humorystycznie, choć ewidentnie dominuje tu czarny humor, co moim zdaniem dodaje historii smaczku. Samą powieść oceniam wysoko, sam pomysł był dobry, a wykonanie nie pozostawia wiele do życzenia. Scull stworzył świat, w którym Władcy Magii pokonali bogów i sami przejęli władzę. Świetnie wykreował bohaterów - każdy, kto pojawia się w tej książce jest niebanalną postacią. Od zwykłego mordercy gwałciciela, przez służącego, buntowników, strażników, radców, czarodziejki, wojowniczych górali i samych władców, wszyscy napotkani bohaterowie dostali swoje pięć minut. Miejsca, w których dzieje się akcja, również zostały malowniczo stworzone. Chętnie obejrzałabym film na podstawie tej historii.

Dawno nie czytałam tak dobrej powieści fantasy. Czytało mi się ją naprawdę przyjemnie i śmiało mogę Wam polecić pierwszą część, a sama czekam na kolejną!

środa, 9 września 2015

ELFY - Bernard Hennen

Magia, miłość, zdrada...

Zachęcający opis na okładce głosił, że po nie udanym polowaniu na człeknura bestia przedziera się do krainy elfów, aby ostatecznie ją zniszczyć (krainę, w sensie). Bardzo ładnie ujęte i kuszące, ale chyba narobiłam sobie zbyt dużej nadziei na tą powieść... Owszem, Mandred, syn człowieka, cudem ocalały po starciu z bestią stanął przed królową elfów i z wybranymi przez nią wojownikami ruszył na spotkanie z człeknurem. Polowanie okazało się jednak porażką, ocalali, którzy wrócili dostali jeszcze ochrzan, a potem wszytko cholernie się skomplikowało...

Po książkę sięgnęłam z powodu oczywistego - przez jej tytuł. Elfy to rasa, która chyba zawsze i wszędzie jest (albo przynajmniej uważa się za taką) wywyższona ponad inne stworzenia. Elfy robią wszystko szybciej, robią wszystko lepiej, robią wszystko ładniej. Poza tym oczywiście mają uszy w szpic, uprawiają magię i odznaczają się niezwykłą urodą. Elfy autorstwa Hennena to kolejna próba przedstawienia tej cudownej rasy w sposób inny, niż dotychczas. I ten autor sięgnął w swym dziele do korzeni, czyli do fantastycznej koncepcji Tolkiena, ale w swej historii zaserwował tak poplątaną historię... że można ją nazwać absolutnie oryginalną, pod tym względem.

Jakkolwiek jednak wyobraźnia autora była bardzo bogata, to trochę średnio wyszło mu w praktyce samo pisanie. Elfy to bardzo nierówna historia. Momentami wciąga nas bardzo mocno w akcję tylko po to, żeby za chwilę powiać nudą... Niektóre opisy są po prostu zbyt szczegółowe i o ile w scenie ucieczki ma to jakiś sens, to nie wiem po co autor opisywał krok po kroku np. przygotowanie kolacji.

W książce najbardziej podobała mi się ludzka postać Mandreda, o co bym siebie nie podejrzewała - bo przecież e l f y ! Ale właśnie elfy w tym wydaniu średnio mnie oczarowały, a ludzki wódz, jarl w swej wiosce, swoją osobą często ratował cięższe do przebrnięcia momenty w książce. Był takim małym plasterkiem na ranę, do ostatnich stron dostarczał nam uciechy, a często po prostu uzewnętrzniał myśli czytelnika w starciu z tym, co elfickie. W ogóle: kreacja bohaterów wyszła tu nawet ładnie. Tak samo wykreowany przez autora świat jest niebanalny, posiada tajemnicze miejsca i długą, krwawą historię.

Ogólnie to książka nie jest zła. Chociaż styl autora pozostawia moim zdaniem trochę do życzenia, to nie czyta się tej powieści ciężko czy coś. Mimo nawet kilku nudniejszych fragmentów mocną stroną są te wciągające rozdziały pełne akcji. Mniej więcej w połowie książki zaczyna się robić już naprawdę ciekawie i w pewnym momencie zdecydowałam, że nie zrezygnuję z lektury, bo zwyczajnie zaczęłam być ciekawa jak Elfy się skończą. I skończyły się, a ja się teraz zastanawiam kiedy w naszym kraju ujrzę część drugą...  Ale reasumując: jeśli lubisz fantastykę drogi Czytelniku to Elfy nie zawiodą Cię całkowicie, a może nawet zakochasz się w tej historii. Ja jednak biorę się za kolejną książkę ;-)

poniedziałek, 7 września 2015

"Szczęśliwy powrót" - C. S. Forester

(źródło zdj: empik.com)

Szybko, zwięźle i na temat - dlaczego warto sięgnąć po książkę Forestera? Ponieważ Szczęśliwy powrót to świetnie napisana, wciągająca i pełna akcji powieść przygodowa. Towarzyszymy załodze angielskiej fregaty "Lydii", którą dowodzi Horatio Hornblower, w wypełnieniu ważnej misji.

I tu muszę się zatrzymać, ponieważ postać kapitana Hornblowera to po prostu cudo. Bardzo wyrazisty, ciekawy i intrygujący bohater. Forester świetnie "skonstruował" młodego dowódcę jako silnego człowieka, który budzi respekt u swej załogi, a jednocześnie nie pozbawił go ludzkich zwyczajnych wątpliwości i lęków. Hornblower nie jest wyciosany z drewna i koniec, nie. Postać ta jest jakby żywa - bardzo charyzmatycznego kapitana polubiłam od początku książki!

Ale wracając do naszej "Lydii", jej załoga wypłynęła z konkretnym zadaniem, ale zanim dotrą do celu i wypełnią misję, czeka ich m.in. starcie z silniejszym i lepiej wyposażonym przeciwnikiem... Powiem Wam, że pierwszy raz tak przyjemnie czytało mi się o przebiegu bitwy. Nie jestem wielką zwolenniczką takich opisów batalistycznych, ale bitwy morskie w tej książce były po prostu nie do pominięcia. Z jednej strony dbałość o każdy szczegół, z drugiej konkretyzm i nie rozwlekanie opisów. 

Bardzo podoba mi się styl autora, lubię takie konkretne powieści, pełne akcji, sytuacji zabarwionych komicznie, jak i tych smutnych jak np. pogrzeb poległych na morzu. Forester napisał o Hornblowerze jedenaście książek i jeśli będę miała możliwość to na pewno sięgnę po inne przygody tego pana, a tymczasem Wam polecam sięgnąć po Szczęśliwy powrót. Myślę, że Was nie zawiedzie :)

wtorek, 1 września 2015

"Skrzydlaty morderca" Joanny Hines

Czy Sam uda się zdemaskować mordercę swej matki?

Wow. Pierwsze słowo jakie przychodzi mi na myśl kiedy myślę o tej powieści. Skrzydlaty morderca Joanny Hines to psychologiczny kryminał w nieco innym niż zwykle wydaniu. Nie towarzyszymy tu bowiem detektywowi, policjantowi ani innemu śledczemu w łapaniu zabójcy, a dopingujemy młodej Sam, której matka została znaleziona w wannie z wodą i... radiem. Wszystkie organy i wszyscy ludzie na świecie potwierdzają jedyne ich zdaniem racjonalne wytłumaczenie tej sytuacji: znana i lubiana poetka, Kirsten, popełniła samobójstwo. W sądowe orzeczenia sądu nie wierzy jednak Sam, nastoletnia córka zmarłej, która na własną rękę chce rozwiązać tę sprawę. Cóż jednak kiedy nikt nie wierzy jej podejrzeniom, a ojczym bardzo uparcie odwleka ją od tego pomysłu...?

Dobra, psychologiczna, życiowa powieść. Konstrukcja bohaterów nie pozostawia żadnych wątpliwości, każdy z nich jest wyraźnie zarysowany, każdy ma swoją przeszłość i dźwiga swój życiowy bagaż. W akcji teraźniejszej przeplatają się wspomnienia pewnych wydarzeń z przeszłości, które wiele nam wyjaśniają i pozwalają zrozumieć obecny stan bohaterów. 

Joanna Hines to autorka, na którą z pewnością zwrócę jeszcze uwagę. Może powyższe "zachwalanie" nie wyszło mi najlepiej, ale brak mi słów, którymi mogłabym Was skłonić do Skrzydlatego mordercy nie spoilerując za dużo, bo chciałabym wykrzyczeć jak genialnie to wszystko było przemyślane! Bezwzględne morderstwa popełnione bez mrugnięcia okiem i lista podejrzanych tak długa, że trzy razy zmieniałam zdanie odnośnie tego, kto zabił, a na końcu i tak się trochę zaskoczyłam. 

Fanom kryminałów (i nie tylko!) polecam Skrzydlatego mordercę, bo to naprawdę dobra powieść. Mi podobała się ogromnie, choć po tej lekturze będę chyba z jeszcze większym dystansem podchodzić do ludzi, bo nigdy nie wiadomo na kogo się trafi, prawda?