sobota, 22 sierpnia 2015

"Mumia" - Anne Rice

Nie oceniaj książki po okładce...

Z Anne Rice nie miałam nigdy wcześniej styczności i chyba już na żadną książkę tej pani się nie skuszę. Czemu już w pierwszym zdaniu jestem nastawiona tak negatywnie? Hm, może dlatego, że sięgając po książkę o wdzięcznym tytule Mumia spodziewałam się powieści, która będzie mnie trzymać w napięciu, która mnie wystraszy, wciągnie, porwie, zaskoczy i nie da spać. A tymczasem trafiłam na kiepski romans, w którym wieje nudą i bezsensem. 

Zaczyna się dobrze. Naprawdę dobrze i to mnie chyba zmyliło. Towarzyszymy Lawrence'owi w Egipcie w przełomowym odkryciu sarkofagu z mumią Razmesa Przeklętego. Na trumnie widnieje wiele przestróg i klątw, jednak wieko zostaje otwarte i wszystko zaczyna dziać się tak szybko... Ale niestety nie za sprawą mumii. Nie, bo w tej powieści o wszystkim decydują emocje - strach czy starczy pieniędzy, gniew, kiedy ktoś ich nam nie chce dać, chytrość, kiedy w zasięgu ręki stoi tyle trucizn... W zasadzie wszystko dzieje się przez Henry'ego i wszystko na Henry'ego spada kiedy po świecie chodzą dwie niemające prawa bytu mumie, z których jedna jest obłąkana i żadna zemsty, a druga to ciepła klucha i o dziwo ideał w oczach biednej, niezdecydowanej Julie. Po prostu żałosne, że książka zaliczona do fantastyki czy nawet horroru (wtf?!) zbiega nagle na tor tandetnego harlequina. 

Zawiodłam się kompletnie na tej powieści, a skończyłam ją tylko dlatego, że chciałam wiedzieć kto w końcu przeżyje i jak skończy się ten cały kogel mogel. Jeśli lubicie romanse i obyczajówki to Mumia jest dla Was. Kilka erotycznych scen i pełno zawiłości rodzinno-miłosnych to coś, co dobrze wychodzi pani Rice. Niepotrzebnie zmarnowała postać mumii, ale niech jej będzie, niech ma powieść "fantastyczną" w dorobku. Dla mnie to słabe cztery na dziesięć, może Wam bardziej przypadnie do gustu? 

czwartek, 20 sierpnia 2015

"Krew na śniegu" Jo Nesbo


Krew na śniegu. Książka, dla której rzuciłam wszystko inne i z którą spędziłam część przed i część popołudnia. Krótka, zwięzła i na temat. Tylko, że... trochę taka na aby aby. Aby była. Aby coś się wydało. Może nie dotarł do mnie głębszy sens tej powieści, ale czytając lepsze książki Nesbo po tej czuję niedosyt. Powieść określana mianem thrillera/sensacji/kryminału, choć w moim odczuciu te 167 stron to raczej nowela czy opowiadanie, którego narratorem jest Olav. Olav, płatny zabójca, człowiek bez serca, a jednak mający odruchy dobra. Sam o sobie nie ma dobrego mniemania, ale jak dla mnie jest sprytnym skurczybykiem, który nie daje się wykiwać nawet największym szefom. W książce towarzyszymy mu we wspomnieniach przeszłości i teraźniejszych zleceniach. Jedno z nich odmienia jego życie diametralnie... 

No i co ja mam Wam powiedzieć? Po tylu zachwalających Nesbo słowach nagle trafiam na taką jego książkę, którą przeczytałam po prostu bo go lubię, ale nie umiem już tego powiedzieć o samej książce. Nie żeby historia Olava mnie nie ruszyła, bo autorowi nie brak kreatywności, a styl jak zawsze jest na wysokim poziomie. Tylko, że... za mało mi tu czegoś. Napięcia. Dreszczyku. Chyba po prostu nie lubię takich krótkich form.

Na okładce zapowiadają drugą część z cyklu i mam nadzieję, że dalej będzie tylko lepiej. Oczywiście niecierpliwie czekam też na kolejną część przygód z Hole'm! Na razie jednak wracam do Mumii ;-)

niedziela, 9 sierpnia 2015

"Zaginiony świat" - Michael Crichton

Kawa i dinozaury ♥

Chyba każdy lubiący czytać osobnik zna to uczucie, kiedy bardzo chcemy przeczytać jakąś książkę i ona wreszcie wpada nam w łapki. Tak też cieszyłam się gdy w bibliotece znalazłam Zaginiony świat Crichtona, czyli kontynuację Parku Jurajskiego. Kto widział film mniej więcej orientuje się w fabule, choć oczywiście książka diametralnie się różni, przede wszystkim tym, że jest lepsza. :) 

Tym razem akcja dzieje się na Isla Sorna, czyli drugiej, tajemnej, wyspie. Spotykamy w książce znajomą twarz, która jako jedyna wie, czego spodziewać się po takiej wyprawie, a mimo wszystko wyrusza na ratunek przyjaciela... Wraz z grupą ochotników obserwują zachowania dinozaurów i starają się wyciągnąć wnioski ze swych badań. Jak zwykle jednak coś musi pójść nie tak i nieproszeni na wyspie goście swymi poczynaniami ściągają niebezpieczeństwo na wszystkich tam obecnych. Czy uda im się przetrwać w dziczy? 

Książka jest po prostu rewelacyjna. Tak jak w pierwszej części nie umiałam się oderwać od czytania, po prostu nie wiem kiedy powieść się nagle skończyła! Szkoda, że nie ma kolejnej części bo o dinozaurach w wykonaniu Crichtona mogłabym czytać seriami. Przyjemny styl, świetnie budowane napięcie, akcja, która nie pozwala nam zwolnić tempa. Te dwie jego powieści są świetne, muszę koniecznie zapoznać się z innymi tytułami, a Wam gorąco polecam wyprawę na Isla Nublar oraz Isla Sornę po dawkę przygody, adrenaliny i garstkę ciekawostek ze świata nauki oraz, oczywiście, na spotkanie z największymi drapieżnikami jakich widziała Ziemia...


O części pierwszej pisałam tutaj.

sobota, 1 sierpnia 2015

JEDEN DZIEŃ - David Nicholls

Wiele może się zdarzyć w jeden dzień...
David Nicholls napisał książkę jakich wiele. O miłości, przyjaźni, kłodach rzucanych nam pod nogi przez życie. Stworzył historię miłosną dwojga ludzi, którzy odnajdywali się przez prawie dwadzieścia lat. Co mnie więc skłoniło do przeczytania takiej powieści? Nie mam pojęcia, czy skusiła mnie okładka, czy to za sprawą tego, że ostatnio nazwisko autora obijało mi się często o uszy (właściwie to o oczy). Faktem jest, że historia Em i Dex tak mnie wciągnęła, że nie umiałam oderwać się od książki. Dzięki Bogu Nicholls został pisarzem, bo cholernie się do tego nadaje.
Akcja powieści toczy się podczas tytułowego jednego dnia. Co roku 15-go lipca towarzyszymy naszym bohaterom i dowiadujemy się co u nich słychać. Wiecie, na takiej zasadzie, że w tym jednym dniu podsumowany jest zeszły rok i opisana ich obecna sytuacja. Na początku było to dla mnie trochę irytujące, że wiemy tylko tyle, że tak mało, że tylko ten dzień, ale szybko spodobał mi się taki zabieg. Dzięki niemu wydarzenia są uporządkowane i konkretne, takie roczne podsumowanie jest lepsze niż dzienne opisywanie "trudów" bohatera.
Wielkie ukłony dla mężczyzny, który napisał tak emocjonalną powieść. Nie wszystko mi się podobało, nie ze wszystkim bym się zgodziła, ale muszę oddać tej książce to, że jest bardzo prawdziwa i życiowa. Wszystko to napisał i opisał w sposób przyjemny dla czytelnika, tak że lektura tej książki jest świetnym wyborem dla wszystkich lubiących czytać i naprawdę nie wiadomo kiedy mija nam te czterysta stron.
Podsumowując: polecam! Bardzo mocno, szczerze i naprawdę, bo historia jest ciekawa i warta poznania, choć momentami smutna i wkurzająca, ale na pewno nie pozostawi nas bez żadnego odzewu. Jeden dzień to książka o całym życiu, które nie zawsze przebiega tak, jak to sobie wymarzyliśmy. Jeden dzień pokazuje jak wiele może się zmienić w ciągu roku, dnia, godziny. I pokazuje, jak duży wpływ na to mamy.
Rany, właśnie wychwaliłam powieść obyczajową! Koniecznie czas na jakieś fantasy...