piątek, 3 kwietnia 2015

"Black Ice" Becci Fitzpatrick

Pozory zmyliły nie raz i nie dwa chyba każdego z nas. Bywają jednak pomyłki, które mogą mieć decydujący wpływ na podejmowane przez nas wybory, a w niektórych sytuacjach nie można sobie pozwolić na najmniejszy błąd...  



Black Ice opowiada o przyjaciółkach, które na świąteczną przerwę postanowiły wyjechać w góry. Korbie, ta bogatsza, oferuje nocleg w domku letniskowym jej rodziców, a Britt, ta mądrzejsza, przygotowuje się do wyprawy ćwicząc i czytając poradniki. Pierwsza z nich bierze ze sobą chłopaka, co powoduje oburzenie w jej rodzicach, którzy wysyłają tam jej brata w roli przyzwoitki, a który tak się składa jest byłym drugiej z nich. Powoduje to wściekłość i mieszane uczucia, jak to bywa na wieść o niespodziewanym spotkaniu ze swym ex. Zwłaszcza, że Britt tak czekała na ten wyjazd, tak się przygotowywała i zaplanowała wszystko. Planując trasę wędrówki po górach nie spodziewała się jednak w jakim towarzystwie będzie jej dane maszerować... Śnieżyca bowiem krzyżuje plany dziewczyn, a błądząc po ciemku trafiają one na domek, w którym znajduje się dwóch przystojniaków przyjmujących ich skwapliwie na nocleg i ratujących przed śmiercią z mrozu i głodu. Nastoletnia fala hormonów młodszych czytelniczek jest pewnie rozradowana, ale szybko okazuje się, że ta noc będzie dla naszych bohaterek niezapomniana z powodu wrażeń raczej nieprzyjemnych.

I tu zaczyna się cała akcja, może nie do końca nazwałabym ją thrillem, choć w kilku scenach byłam zaskoczona (wystraszona raczej nie, a dla mnie thriller ma nas jednak trzymać w napięciu). To co dzieje się podczas wędrówki naszych bohaterów układa się powoli w logiczną całość... dla wszystkich tylko nie dla naszej wczasowiczki. Kolejny raz Fitzpatrick mianowała bardzo wrażliwą nastolatkę jako narratora powieści i kolejny raz mózg narratorki znajduje się chyba w innej części ciała niż głowa, hehe. Masona stale porównywałam do Patha, co może nie do końca nie jest fair, ale to chyba jedyny bohater do którego nie mogę się przyczepić, choć miał momenty, kiedy mnie irytował bo już nie wiedziałam o co mu chodzi, serio.

No, ale kurde, mimo wszystko przeczytałam książkę strasznie szybko, bo Becca ma to do siebie, że pisze lekko, wciąga i intryguje. Jak zobaczyłam tą okładkę to pomyślałam, że książka może być ciekawa bo jak dotąd zdjęcie przystojniaka było dobrym znakiem; potem nazwisko autorki i już wiedziałam, że muszę to przeczytać. Chyba jednak zbyt szybko uznałam za pewnik, że spodoba mi się ta książka i czuję lekki niedosyt, ale w sumie nie żałuję na nią czasu. I choć z jednej strony denerwują mnie tu postacie (a to w sumie nic nowego), a z drugiej wymyślona historia jest w porządku, nie nazwałabym jej kryminałem, ale czymś podobnym z czego mógłby być fajny film (o ile znajdą przystojnego aktora!).

Koniec końców mogę Black Ice polecić, historia jest naprawdę dobra. Góry, noc, wędrówka, groza... Ciekawy pomysł, wykonanie niezłe, a może Ci nie idealni bohaterowie mieli być po prostu bardziej realni? Cóż to by była za nuda jakby w każdej książce wszyscy byli bez wad. ;)

3 komentarze:

  1. Ja mam ją w planach od jakiegoś czasu, Fitzpatrick lubię za serię Szeptem, chociaż tak dawno już ją czytałam, że pamiętam ją jakby przez mgłę, a Black Ice musi swoje odleżeć, bym po niego sięgnęła:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam tak samo! :) Chociaż chciałabym go już mieć na półce, żeby podziwiać i cieszyć się samym faktem posiadania :D

      Usuń
    2. W sumie też sięgnęłam po Black Ice tylko dlatego, że podobało mi się Szeptem i liczyłam na kolejną perełkę autorki;)

      Usuń