poniedziałek, 6 kwietnia 2015

Matthew Quick'a "Prawie jak gwiazda rocka"

Na wstępie muszę zaznaczyć, że książki tego autora uwielbiam. Jestem po lekturze trzech z czterech dotychczas wydanych w naszym kraju jego książek i każdą z nich dosłownie chłonęłam, bo nie umiałam oderwać się od tekstu. Quick urodził się, żeby pisać i wychodzi mu to cholernie dobrze. Pisałam już o poradniku i niezbędniku w styczniu, a dziś słów kilka o historii Amber Aplleton. 


Amber, zwyczajna nastolatka, optymistka, wierząca, kochająca swojego psiaka, myśląca o innych dziewczyna. No, może od zwyczajnych rówieśników wyróżnia ją to, że mieszka w Żółtku, szkolnym autobusie, a nie posiadając w zasadzie nic - oddaje wszystko co ma innym. A co ma? Pokłady energii, radości i nadziei, którymi dzieli się ze staruszkami z domu spokojnej starości, dając im łut rozrywki, z kolegami odrzuconymi przez szkolne środowisko i ucząc koreańskie imigrantki angielskiego poprzez śpiew i taniec. Czy jednak starczy jej sił na pokonanie jej własnych życiowych trudności?

Narratorką powieści jest Amber, ona wprowadza nas w historię swego życia, wspomnienia, marzenia i szarą codzienną rzeczywistość. I tu uwidacznia się majstersztyk autora, bowiem w każdej książce wczuwa się on tak zgrabnie w daną postać, że ma się wrażenie czytania czyjegoś pamiętnika. Lekko, zgrabnie, szczerze, prosto z mostu i absolutnie bez kitu.  Historia przedstawiona jest tak, że aż chciałoby się poznawać ją na nowo i to jest wada Qucika, że on pisze tak cudownie, że nie chciałoby się wcale kończyć czytać jego książek. Jeden z nielicznych pisarzy, którzy tak mnie urzekli, serio. 

Polecam książkę wszystkim, młodym i starszym, bo moim zdaniem losy bohaterów tych książek mogą trafić do każdego. I choć nie jest to fantasy, to akcja wciąga nas tak szybko, że sami nie orientujemy się kiedy daliśmy się w to wplątać, a za chwilę oszołomieni odkładamy książkę na półkę... Prawie jak gwiazda rocka to opowieść wzruszająca i dająca nadzieję. Wymyślona Amber była dla mnie swego rodzaju pociechą, a jej historia jedną z fajniejszych książek jakie czytałam. Bez kitu.

piątek, 3 kwietnia 2015

"Black Ice" Becci Fitzpatrick

Pozory zmyliły nie raz i nie dwa chyba każdego z nas. Bywają jednak pomyłki, które mogą mieć decydujący wpływ na podejmowane przez nas wybory, a w niektórych sytuacjach nie można sobie pozwolić na najmniejszy błąd...  



Black Ice opowiada o przyjaciółkach, które na świąteczną przerwę postanowiły wyjechać w góry. Korbie, ta bogatsza, oferuje nocleg w domku letniskowym jej rodziców, a Britt, ta mądrzejsza, przygotowuje się do wyprawy ćwicząc i czytając poradniki. Pierwsza z nich bierze ze sobą chłopaka, co powoduje oburzenie w jej rodzicach, którzy wysyłają tam jej brata w roli przyzwoitki, a który tak się składa jest byłym drugiej z nich. Powoduje to wściekłość i mieszane uczucia, jak to bywa na wieść o niespodziewanym spotkaniu ze swym ex. Zwłaszcza, że Britt tak czekała na ten wyjazd, tak się przygotowywała i zaplanowała wszystko. Planując trasę wędrówki po górach nie spodziewała się jednak w jakim towarzystwie będzie jej dane maszerować... Śnieżyca bowiem krzyżuje plany dziewczyn, a błądząc po ciemku trafiają one na domek, w którym znajduje się dwóch przystojniaków przyjmujących ich skwapliwie na nocleg i ratujących przed śmiercią z mrozu i głodu. Nastoletnia fala hormonów młodszych czytelniczek jest pewnie rozradowana, ale szybko okazuje się, że ta noc będzie dla naszych bohaterek niezapomniana z powodu wrażeń raczej nieprzyjemnych.

I tu zaczyna się cała akcja, może nie do końca nazwałabym ją thrillem, choć w kilku scenach byłam zaskoczona (wystraszona raczej nie, a dla mnie thriller ma nas jednak trzymać w napięciu). To co dzieje się podczas wędrówki naszych bohaterów układa się powoli w logiczną całość... dla wszystkich tylko nie dla naszej wczasowiczki. Kolejny raz Fitzpatrick mianowała bardzo wrażliwą nastolatkę jako narratora powieści i kolejny raz mózg narratorki znajduje się chyba w innej części ciała niż głowa, hehe. Masona stale porównywałam do Patha, co może nie do końca nie jest fair, ale to chyba jedyny bohater do którego nie mogę się przyczepić, choć miał momenty, kiedy mnie irytował bo już nie wiedziałam o co mu chodzi, serio.

No, ale kurde, mimo wszystko przeczytałam książkę strasznie szybko, bo Becca ma to do siebie, że pisze lekko, wciąga i intryguje. Jak zobaczyłam tą okładkę to pomyślałam, że książka może być ciekawa bo jak dotąd zdjęcie przystojniaka było dobrym znakiem; potem nazwisko autorki i już wiedziałam, że muszę to przeczytać. Chyba jednak zbyt szybko uznałam za pewnik, że spodoba mi się ta książka i czuję lekki niedosyt, ale w sumie nie żałuję na nią czasu. I choć z jednej strony denerwują mnie tu postacie (a to w sumie nic nowego), a z drugiej wymyślona historia jest w porządku, nie nazwałabym jej kryminałem, ale czymś podobnym z czego mógłby być fajny film (o ile znajdą przystojnego aktora!).

Koniec końców mogę Black Ice polecić, historia jest naprawdę dobra. Góry, noc, wędrówka, groza... Ciekawy pomysł, wykonanie niezłe, a może Ci nie idealni bohaterowie mieli być po prostu bardziej realni? Cóż to by była za nuda jakby w każdej książce wszyscy byli bez wad. ;)

czwartek, 2 kwietnia 2015

"CYRK NOCY" Erin Morgenstern

http://lubimyczytac.pl/ksiazka/151846/cyrk-nocyCyrk nocy to niesamowita historia, której akcja dzieje się w zaczarowanym cyrku (poza nim też, ale głównie chodzi o cyrk). Zwykle cyrk kojarzy nam się z czymś przyjemnym, z rozrywką, z iluzją, z zabawą, frajdą i sposobem spędzenia wolnego czasu. Jednak dla Celii i Marka cyrk staje się areną, na której walczą dla kaprysu i zakładu ich opiekunów. Oczywiście wszystko komplikuje uczucie, które chcąc nie chcąc rozkwita między dwojgiem ludzi (między Celią i Markiem, nie opiekunami!). W cyrku powstaje coraz więcej magicznych cudowności, co niestety zaczyna budzić ciekawość w ludziach z cyrkiem związanych pośrednio - niestety dla nich... Ten magiczny, pojawiający się znikąd i mający rzesze swych fanów na całym świecie namiot budzi w nas o wiele więcej emocji niż tylko dziecięcą radość z występów.
Historia otoczona nutką tajemniczości i grozy (może to za duże słowo, ale tak fajnie brzmi: groza), miłość, zazdrość, lęk i walka z przeznaczeniem. Wszystko to opisane w sposób niesamowicie prosty, a jednocześnie taki elegancki, jak biało-czarne namioty rozstawione ze smakiem i pomysłem, w sposób interesujący i wciągający, jak toczony pojedynek, w którym wygrany może okazać się największym przegranym...
Polecam bardzo gorąco tą powieść na pograniczu baśni, z nutką magii, pobudzającą naszą wyobraźnię i uczucia, być może wywołującą wspomnienia lub pragnienia. Idealna była w letnie nudne popołudnia, a w zimowy wieczór pod kocykiem z kakaem w kubku będzie pewnie jeszcze lepszym dodatkiem. Zresztą, zawsze i wszędzie będzie dobrą lekturą. Może Wam się spodobać, możecie ją uwielbiać albo wręcz przeciwnie znienawidzić, ale na pewno nie pozostaniecie na tą książkę obojętni.