czwartek, 5 marca 2015

"Zakochana modelka" Alyson Richman

Do kupienia tej książki zachęciła mnie przede wszystkim przepiękna okładka, która przyciągnęła mój wzrok wśród wszystkich innych książek w pudle (fragment obrazu van Gogha) oraz fakt, że van Gogha lubi moja przyjaciółka i chętnie by o nim poczytała, bo książka zawiera wątki biograficzne jego osoby. Początkowo miałam ją po prostu wsadzić w kopertę i wysłać, ale jak na mola przystało – skusiłam się, ot na kilka stron, tak tylko, żeby zerknąć okiem, poznać styl, zorientować się co to właściwie za książkę wysyłam – no po prostu, uległam, ot co.


Właściwie to książek biograficznych nie lubię – chyba, że dotyczą osoby, którą naprawdę uwielbiam, a akurat van Gogh nie jest ani moim ulubionym malarzem, ani postacią dla mnie ważną czy ciekawą… ale ta  okładka. W ogóle: kilka jego obrazów, które zapadają w pamięć i pchają człowieka do poznania choć ociupinkę z życia tego artysty przekonały mnie do czytania.

Historia opowiada jest z punktu widzenia Marguerite, córki… hm, niespełnionego-artysty-który-myśli-że-jest-świetnym-lekarzem, u którego Vincent ląduje na terapii, z przemęczenia, po atakach epilepsji, po ciężkim okresie w jego życiu. Pod okiem „doktora” Gacheta ma dojść do siebie, otrząsnąć się, malować i wrócić do pełni sił psychicznych i fizycznych. Już pierwszego dnia postać artysty wywiera duże wrażenie na, tak naprawdę, głównej bohaterce tej książce Marguerite. Vincent fascynuje ją swoją osobą, nie jako malarz, artysta, ale jako człowiek, mężczyzna. Z kolei brat i ojciec bohaterki zachwycają się gościem pacjentem z punktu widzenia ludzi, którzy próbują swych sił w malarstwie (z marnym zresztą skutkiem).  

Mniej więcej w połowie książki dociera do nas, że van Gogh jest tu bohaterem jedynie drugoplanowym – owszem, historia zawiera wątki biograficzne z ostatnich dni jego życia spędzonych w Auvers-sur-Oise, ale jego postać wydaje się jedynie tłem dla wydarzeń w sercu Marguerite, a jej podnieta głównym wyznacznikiem powieści. Tak naprawdę książka ta jest historią dziewczyny trzymanej pod kloszem, usługującej swemu ojcu i bratu, znoszącej tak wiele w tak krótkim czasie swego życia. Jakiś tam sławny malarz jest jedynie gościem w ich domu, pacjentem jej papy, który jednak z czasem sieje zamęt w jej głowie i sercu, pcha do nieposłuszeństwa i buntu, ostatecznie pozostawiając na pastwę rozpaczy…

 Zakochana modelka. Ostatnia muza van Gogha została napisana przez Alyson Richman po wystawie obrazów z prywatnej kolekcji doktora Gacheta. Zbierane przez autorkę informacje i wywiady z ludźmi znającymi rodzinę Gachet pozwoliły stworzyć jej swój własny widok na to, co działo się w ostatnich dniach życia słynnego malarza. Myślę, że wykonała dobrą robotę. Książkę czyta się łatwo i szybko, jest ciekawie napisana, bez zbędnych i dłużących się opisów - przeciwnie, miałam wrażenie, że autorka szybko szybko przedstawia najważniejsze fakty i pędzi dalej.

Podsumowując: dla mnie to smutna opowieść o artyście, któremu brakowało psychologa i dziewczynie, której brakowało odwagi by przeciwstawić się woli swego ojca. Oboje nie potrafi zapanować nad swoim życiem, jedno całkowicie poddało się i chcąc nie chcąc odnalazło w domowych pracach, drugie nieustannie poszukiwało siebie i swego miejsca w świecie. Zaczynając czytać tą historię jawiła mi się ona w barwach jasnych, ciepłych, była czymś innym i ciekawym, ale zakończenie absolutnie zepsuło mi lekturę. Może właśnie dlatego, że w życiu nie zawsze jest tak kolorowo jak na obrazach. Może właśnie po to są obrazy – żeby uchwycić te krótkie, radosne strony życia. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz