niedziela, 1 marca 2015

SMOKI ZE ZWYCZAJNEJ FARMY - Williams & Beale

Zwyczajna Farma, a na okładce dziewczyna lecąca na smoku. Ten kontrast (i oczywiście s m o k!) zaintrygowały mnie. W pierwszym odruchu pomyślałam, że to opowiastka dla dzieci, w której smok jest pewnie w centrum uwagi, bo któż ich nie lubi, a wokół niego dzieje się jakaś wielce dramatyczna (w skali dziecięcych serc oczywiście) akcja. Cóż, lekko się zdziwiłam podczas czytania, bo już w pierwszym rozdziale tknęło mnie, że to bajeczka nie jest.


Smoki ze Zwyczajnej Farmy - autorstwa T. Williams & D. Bealle - to książka, która opowiada historię Lucindy i Tyler'a Jenkinsów, którzy niespodziewanie otrzymują zaproszenie od nieznanego wujka, aby spędzić swe wakacje na... farmie. Mało to zachęcające dla miastowych dzieciaków, ale od czego jest matka pragnąca wypocząć od swych pociech? Z szybkością światła pakuje i wysyła dzieci na wieś, gdzie czeka ich jednak coś więcej niż tylko wczesne pobudki i karmienie zwierzątek... Przepełnione ciekawością rodzeństwo co rusz łamie zasady panujące na farmie, aby odkryć jej (jak się z czasem okaże) mroczne tajemnice. Zachwyt i szok miejscem, w którym się znaleźli, zmienia się wkrótce w strach, a nasi bohaterowie są w niebezpieczeństwie. To jednak nie powstrzymuje ich od zadawania pytań, a kiedy nikt nie chce im ich udzielić - na poszukiwania odpowiedzi na własną rękę. 

I tak razem z Jenkinsami poznajemy coraz więcej tajemnic skrywanych skrzętnie przez mieszkańców Zwyczajnej Farmy. A jest co poznawać, bo nie brakuje tam rozmaitych gatunków fantastycznych stworzeń, nie tylko smoków, ale i bazyliszków, jednorożców, a nawet... satyra. Z czasem Tyler i Lucinda dowiadują się o pochodzeniu tych "zwierząt", ale to nie one zdają się przykuwać najbardziej ich uwagę. Właściwie przez całą książkę miałam wrażenie, że wszystkie te cudowne gatunki są jedynie marnym tłem dla bardziej zagmatwanych tajemnic.

Nie będę ukrywać, że skusiłam się na młodzieżówkę głównie ze względu na smoki i w tym temacie trochę się zawiodłam. Jednakże muszę przyznać, że podobała mi się ta historia - niezbyt wymagająca, ale ciekawa, wciągająca chyba tylko tym, co będzie dalej, co autorzy zrobią z taką ilością danych, jak to rozwiążą, jak skończą... Tego się jednak nie dowiedziałam, bo okazało się, że Smoki ze Zwyczajnej Farmy to pierwsza część z pięciu serii o tym zwariowanym miejscu. Także tak, wkręciłam się nieświadomie w kolejną serię, nie, nie żałuję lektury pierwszej bo właściwie najważniejsze wątki autorzy zamknęli, choć końcówka książki daje jasną zapowiedź dalszych przygód naszych milusińskich.

Ogólnie rzecz biorąc miło czasem wrócić do takich książek jak Smoki..., w końcu kto z nas mile nie wspomina bajek (dobra, przecież ja sama odkąd muszę je czytać na zajęcia, ale nieważne). Dla mnie była to miła lektura, przyjemna i ciekawa pomimo tego, że nie umiem sklecić nic konkretnego ;-) Nie wiem, po prostu trafiła do mnie ta historia, ma w sobie nutkę fantastyki, a więc jak najbardziej jestem za i chętnie skuszę się na dalsze części.

2 komentarze:

  1. Nigdy nie słyszałam o tej pozycji, a ja lubię bajki, muszę sobie zapisać ten tytuł:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja bajek nie recenzuję bo nie wiem co miałabym o nich napisać ^^ Są właśnie takie książki, których się nie da ^^

    OdpowiedzUsuń