piątek, 23 stycznia 2015

"Księgarnia spełnionych marzeń" Katariny Bivald

Wyobraźcie sobie taką sytuację: wyjeżdżacie na urlop do przyjaciela z innego kraju, którego znacie tylko z listów. Po długim załatwianiu formalności, wyrabianiu wizy, pakowaniu i ciężkiej podróży w końcu docieracie na miejsce. I tu czeka nas niespodzianka, bowiem nasza znajoma z listów... nie pojawiła się, by nas odebrać.

Zaniepokojona Sara umila sobie dwugodzinne czekanie na Amy czytaniem, przyciągając przy tym zaciekawione i litościwe spojrzenia mieszkańców Hope. W końcu jedna pani zbiera się na odwagę by zagadać turystkę, wrabia w podwózkę swego znajomego i Sara ląduje w miejscu docelowym: Broken Wheel. Informacji postanawia zasięgnąć w barze, gdzie zdecydowana i władcza właścicielka Grace tym razem w podwózkę wrabia Biednego George'a i w końcu szwedka ląduje przed domem swej przyjaciółki Amy, w samym środku... stypy. W dodatku to stypa samej Amy.


W tym momencie byłam tak zaskoczona tym, co zaserwowała mi autorka, że miałam ochotę się roześmiać (wiem, że śmierć nawet fikcyjnej postaci nie powinna bawić, ale wiecie, kontekst itd.). Sara staje się oczkiem w głowie miasta, wszyscy są dla niej mili, nie pozwalają płacić za kawy, piwa i transport, a nawet wiążą z nią pewne większe nadzieje. Sara również nie postanawia siedzieć bezczynnie i chce spożytkować swój pobyt w Broken Wheel oraz wielką kolekcję książek Amy. W międzyczasie poznaje oczywiście mega przystojniaka, Toma, a całe miasto, oczywiście, patrzy wyczekująco w ich kierunku...

Dobra, ciężko mi jest napisać coś więcej, bo kusi mnie streszczenie całej fabuły, a nie chciałabym tu nic spoilerować. Jak dla mnie naprawdę bardzo dobra książka, o książkach, z klimatem, z humorem, całą gamą ludzkich uczuć i historii. Była dla mnie ciekawe pod względem psychologicznym, bo Broken Wheel skrywa w sobie naprawdę ciekawych mieszkańców. Przyjemnie mi się to czytało, bo książka jest napisana tak... lekko, ale nie banalnie. Wciągnęła mnie, zaintrygowała i ostatecznie spodobała. Sam pomysł na historię jest świetny, trochę kojarzył mi się z romantyczną komedią, która spokojnie mogłaby zagościć na wielkich ekranach (o ile nie schrzaniłoby jej studio). Powieść myślę głównie skierowana do kobiet, bo to jednak takie trochę babskie gadanie, wiecie "wcale się w nim nie zakochałam, co to to nie" i te sprawy.

W sumie to przyjemna opowieść o przyjaźni, życzliwości, miłości i spełnianiu marzeń, ale w tej historii pojawiają się również wątki lęku, bólu i rozpaczy, choć oczywiście w tego typu książkach nieodzownym elementem jest happy end, co daje trochę nadziei i pociechy, że w realnym życiu może też uda się pokonać swoje słabości i troski.

Polecam ciepło, bo to właśnie taka ciepła historia, która ma w nas raczej wzbudzić dobry humor, wlać trochę dobrej myśli, energii i przybliżyć nam wizerunek książek, które są dobrym wyjściem w każdej sytuacji.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz