niedziela, 4 stycznia 2015

"Niedziela na wsi" - Agatha Christie

Tym razem Christie umiejscawia swego belgijskiego geniusza w wygodnym domku niedaleko posiadłości The Hollow, gdzie zaproszony na obiad zastaje rodzinę i gości w pozach osłupiałych i w scenie tragicznej: nad basenem leży ciało mężczyzny, spod którego wypływa kałuża krwi, a nad nim stoi kobieta z rewolwerem w ręce...

Początkowo Poirot doznaje niesmacznego uczucia żartu; został tu zaproszony i zakpiono sobie z niego pozorując scenę mordu! Odkrywa jednak szybko swój błąd i kiedy konający wypowiada swe ostatnie słowa staje przed sprawą, wydawałoby się banalną, a jednak trudną i zagmatwaną. Wszystkie tropy prowadzą donikąd odwracając jego uwagę od tego najprostszego wyjaśnienia.

http://s.lubimyczytac.pl/upload/books/237000/237997/329532-155x220.jpg 

Podobała mi się ta powieść. Napisana składnie i ładnie, choć samo morderstwo było banalne i takie... nijakie. Sprawa dość zawiła jedynie przez zeznania świadków i dziwne ślady w dziwnych miejscach. Jednak czytało mi się tą książkę miło, a bardzo interesowały mnie tu wątki miłosne, opisy ludzkich doznań i odczuć, osobowości bohaterów i przede wszystkim urzekło mnie miejsce tragedii: wieś. Dom, rodzina, wspomnienia, krajobrazy. Jakoś tak wszystko to na mnie oddziałało. 

Spokojny weekendowy wyjazd zakończył się dramatem, rodzinna sielanka została przerwana, a winowajca jest nieuchwytny. Nie ma jednak takiej rzeczy, której nie zrobiłby Poirot, aby wskazać winowajcę i uczynić możliwym wymierzenie mu kary za grzechy.  Zdecydowanie ta sprawa wbiła się na listę moich ulubionych z udziałem Poirota.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz