czwartek, 29 stycznia 2015

Matthew Quick - "Poradnik pozytywnego myślenia" i "Niezbędnik obserwator gwiazd"

Dwie książki, dwie historie, jeden zachwyt. Matthew Quick jest pisarzem, który naprawdę potrafi ukraść czytelnikowi dzień lub pół, zależnie od tego ile mamy czasu na pochłanianie jego książek. Niezaprzeczalnie gość ma talent, dobre pomysły i smykałkę do tworzenia historii... no właśnie. Nie są to fantastyczne, wyssane z palca i nasączone cudownością opowieści. Nie. Quick pisze o zwyczajnych ludziach i ich zwyczajnych (?) problemach, ale w sposób niezwykły.

Swoją przygodę z tym autorem zaczęłam z Poradnikiem pozytywnego myślenia, kiedy natknęłam się na książkę w Lidlu i skusiłam promocją (normalka). Książka opowiada historię Pata, który mimo problemów ze swą przeszłością i samym sobą, wciąż myśli pozytywnie. Poznajmy naszego bohatera gdy ten wraca do domu po długim czasie nieobecności i musi na nowo odnaleźć się w rzeczywistości jaka go tam zastaje. Grzecznie chodzi na spotkania z terapeutą, stara udzielać się towarzysko, intensywnie ćwiczy i... nie może przestać żyć przeszłością, miłością do swej byłej żony i nadziejami, jakie pokłada w przyszłości. Podczas pewnej uroczej kolacji Pat poznaje Tiffany, irytująco intrygującą kobietę, która skrywa w sobie takie same pokłady wariactwa, jak on sam. Czy taka znajomość ma w ogóle szansę...?

Perypetie tych dwojga z jednej strony mnie bawiły, a z drugiej wzbudzały we mnie litość i żal. Znaczy nie no, jasne, całkiem fajni z nich ludzie. Trochę pokręceni na swój sposób, ale nie dziwmy im się - swoje przeszli. Obie postaci są świetnie wykreowane przez autora, takie wyraziste, z charakterem i całą gamą uczuć i emocji, które poznajemy wraz z rozwojem wypadków. Dobry styl, lekki, ale wciągający i nie banalny, na poziomie, ale nie wymagający jak naukowe tomiska. Świetną stroną tej książki jest też jej zakończenie, dające nadzieję i pokrzepiające. Zwyczajnie no, happy end.


Z kolei Niezbędnik obserwatorów gwiazd wpadł mi w ręce w biedronkowskiej wyprzedaży i skusiłam się na niego głównie z ciekawości. Bohaterem tej opowieści jest małomówny Finley, chłopak zakochany w koszykówce i w swej dziewczynie Erin. Wiodą życie spokojne i nudne, o ile można tak nazwać życie w Bellmont.... Akcja powieści na dobre rozpoczyna się gdy trener prosi Finelya o nietypową przysługę: ma on zaprzyjaźnić się z nowo przyjezdnym chłopakiem, który lubi gwiazdy, nie cierpi kosza i każe nazywać się Numerem 21.

Wspaniała, poruszająca i smutna historia o przyjaźni, miłości i sile jaką młodzi ludzie muszą wykrzesać z siebie, by przetrwać. Bohaterowie w tej książce mierzą się z problemami, które ciążą na ich niewinnych barkach bez słowa skargi; bez użalania się nad sobą stawiają czoła kolejnym dniom, bez większych perspektyw patrzą w przyszłość walcząc z wydarzeniami z przeszłości, a gdzieś tam w tym wszystkim tli się iskierka nadziei w starych sercach, które chciałyby dla nich lepszego losu... 

Obie te historie są wspaniałymi obrazami ludzkiej psychiki, przedstawiają całą gamę emocji, odkrywają lęki i cierpienia, ale jednocześnie pokazują, że można z problemami żyć, że można walczyć i wygrywać ze swymi słabościami, że czasem sami sobie jesteśmy przeszkodą nie do pokonania, a czasem, że sami sobie rady nie damy i wtedy możemy zawsze liczyć na wsparcie bliskich nam osób. Dwie piękne historie, dwa przesłania, jeden zachwyt...

Następną w kolejce powieścią Quicka jest Prawie jak gwiazda rocka. Jeden z kilku specjalnych "must read" tego roku!

piątek, 23 stycznia 2015

"Księgarnia spełnionych marzeń" Katariny Bivald

Wyobraźcie sobie taką sytuację: wyjeżdżacie na urlop do przyjaciela z innego kraju, którego znacie tylko z listów. Po długim załatwianiu formalności, wyrabianiu wizy, pakowaniu i ciężkiej podróży w końcu docieracie na miejsce. I tu czeka nas niespodzianka, bowiem nasza znajoma z listów... nie pojawiła się, by nas odebrać.

Zaniepokojona Sara umila sobie dwugodzinne czekanie na Amy czytaniem, przyciągając przy tym zaciekawione i litościwe spojrzenia mieszkańców Hope. W końcu jedna pani zbiera się na odwagę by zagadać turystkę, wrabia w podwózkę swego znajomego i Sara ląduje w miejscu docelowym: Broken Wheel. Informacji postanawia zasięgnąć w barze, gdzie zdecydowana i władcza właścicielka Grace tym razem w podwózkę wrabia Biednego George'a i w końcu szwedka ląduje przed domem swej przyjaciółki Amy, w samym środku... stypy. W dodatku to stypa samej Amy.


W tym momencie byłam tak zaskoczona tym, co zaserwowała mi autorka, że miałam ochotę się roześmiać (wiem, że śmierć nawet fikcyjnej postaci nie powinna bawić, ale wiecie, kontekst itd.). Sara staje się oczkiem w głowie miasta, wszyscy są dla niej mili, nie pozwalają płacić za kawy, piwa i transport, a nawet wiążą z nią pewne większe nadzieje. Sara również nie postanawia siedzieć bezczynnie i chce spożytkować swój pobyt w Broken Wheel oraz wielką kolekcję książek Amy. W międzyczasie poznaje oczywiście mega przystojniaka, Toma, a całe miasto, oczywiście, patrzy wyczekująco w ich kierunku...

Dobra, ciężko mi jest napisać coś więcej, bo kusi mnie streszczenie całej fabuły, a nie chciałabym tu nic spoilerować. Jak dla mnie naprawdę bardzo dobra książka, o książkach, z klimatem, z humorem, całą gamą ludzkich uczuć i historii. Była dla mnie ciekawe pod względem psychologicznym, bo Broken Wheel skrywa w sobie naprawdę ciekawych mieszkańców. Przyjemnie mi się to czytało, bo książka jest napisana tak... lekko, ale nie banalnie. Wciągnęła mnie, zaintrygowała i ostatecznie spodobała. Sam pomysł na historię jest świetny, trochę kojarzył mi się z romantyczną komedią, która spokojnie mogłaby zagościć na wielkich ekranach (o ile nie schrzaniłoby jej studio). Powieść myślę głównie skierowana do kobiet, bo to jednak takie trochę babskie gadanie, wiecie "wcale się w nim nie zakochałam, co to to nie" i te sprawy.

W sumie to przyjemna opowieść o przyjaźni, życzliwości, miłości i spełnianiu marzeń, ale w tej historii pojawiają się również wątki lęku, bólu i rozpaczy, choć oczywiście w tego typu książkach nieodzownym elementem jest happy end, co daje trochę nadziei i pociechy, że w realnym życiu może też uda się pokonać swoje słabości i troski.

Polecam ciepło, bo to właśnie taka ciepła historia, która ma w nas raczej wzbudzić dobry humor, wlać trochę dobrej myśli, energii i przybliżyć nam wizerunek książek, które są dobrym wyjściem w każdej sytuacji.

niedziela, 18 stycznia 2015

"Hyperversum. Daj się wciągnąć"

Hyperversum, gra, która przenosi uczestników w wirtualny świat w wyniku awarii przerzuciła do XIII-wiecznej Francji Daniela, Iana i Jodie. Nasi bohaterowie muszą zmierzyć się ze średniowieczną rzeczywistością, wrogami jakich tam sobie narobią i postarać się nie podpaść przyjaciołom, których z trudem zyskali. Powrót do rzeczywistości wydaje się niemożliwy. Niewinna rozrywka, którą chcieli wypełnić sobie popołudnie, stała się walką o przetrwanie...

Naprawdę ciekawa opowieść, coś nowego to było dla mnie, połączenie fantastyki i kilku historycznych faktów - dobra mieszanka, wciągająca, ale... momentami trochę mi się dłużyła. Jednakże w tej pierwszej części byłam absolutnie ciekawa i zafascynowana co wydarzy się dalej, więc pochłonęłam powieść w miarę szybko. Polecam naprawdę mocno!


 Z kolei druga część historii, Hyperversum 2. Sokół i lew, opowiada o dalszych przygodach naszych bohaterów w średniowiecznej rzeczywistości. Po raz kolejny Daniel i Ian pakują się w niemałe tarapaty, ale tym razem los rzuca ich pośród angielskich buntowników przeciwko Janowi bez Ziemi. Daniel próbuje wydostać się z gry, bo zdecydowanie nie odpowiada mu średniowieczny klimat, lecz wbrew swej woli pozostaje na angielskiej ziemi pośród wrogów, intryg i niebezpieczeństw. Czy uda mu się w końcu wydostać? Czy wiedza Iana wybawi ich z kolejnych opresji? 

Dalsze lasy bohaterów były równie ciekawe co ich początkowe poczynania na francuskiej ziemi, aczkolwiek... ta część dłużyła mi się już bardzo. Nie potrafię nawet wskazać konkretnych "wad", czytałam bo książka jest napisana w porządku, historia trzyma się kupy i napięcie rośnie z każdą kolejną stroną, ale uważam, że szału nie było. 


Po skończeniu tej książki znalazłam potwierdzenie swoich obaw: będzie trzecia część. Dlaczego to moja obawa? Bo uważam, że co za dużo to nie zdrowo i niektórzy autorzy nie wiedzą kiedy skończyć. Cecila Randall mogłaby równie dobrze zakończyć przygodę Daniela i Iana w pierwszym tomie - chciała dla nich kolejnej przygody, ok, faktycznie wydarzenia w Anglii były nawet ciekawsze, ale kolejny tom, serio? A jak na tym się nie skończy...? Moim zdaniem dwójka byłaby dobrym zakończeniem tej historii. Takim godnym. No, ale cóż. Poczekamy, zobaczymy. Na pewno sięgnę po trzecią część, ale... jakoś tak bez fanatyzmu, nie oczekuję jej z mega przejęciem.

wtorek, 6 stycznia 2015

STULATEK, KTÓRY WYSKOCZYŁ PRZEZ OKNO I ZNIKNĄŁ - Jonas Jonasson

http://s.lubimyczytac.pl/upload/books/123000/123509/155x220.jpgKsiążka ta zaciekawiła mnie już w momencie, w którym koleżanka podała mi jej tytuł. Bo, powiedzmy sobie szczerze, jest on intrygujący choć ktoś mógłby powiedzieć, że streszcza nam historię. Jednakże byłaby to wielka pomyłka, gdyż przygody Alana, jak i on sam, są zaskakujące i mi samej ciężko nawet o niej opowiadać, bo tak mi się podobała, że aż nie wiem od czego zacząć ją wychwalać. Cała ta nieprawdopodobna powieść zaczyna się od sceny w spokojnym domu starości. Alan skończył sto lat, a ma w sobie tyle niespożytej energii, że trudno mu usiedzieć w swoim pokoju w oczekiwaniu na tort i przyjęcie w towarzystwie innych mieszkańców placówki. W spontanicznym odruchu otwiera okno i w obsikanych kapciach ucieka z ośrodka. 

W książce przelatają się wątki z przeszłości Alana oraz oczywiście z jego teraźniejszej przygody. W wątkach z historią młodości naszego stuletniego bohatera autor przedstawia nam życiorys głównego bohatera, który wiódł życie pełne niespodzianek, niebezpieczeństw i zwykłego, głupiego farta, dzięki któremu dożył swego sędziwego wieku. Zaskakujące jak bogate w niezwykłe wydarzenia życie może mieć człowiek i jak różne postacie może spotkać na swej drodze. Alan jest osobą zdobywającą sympatie ludzi z którymi się spotyka niemal od razu. Właściwie nawet nie wiele robi w tym kierunku – on po prostu taki jest. Jego życie to wiele niespodzianek, nieprzewidzianych wydarzeń i zdarzeń losu. Jego błyskotliwość, wiedza, humor i… pociąg do alkoholu zjednują mu nowych sprzymierzeńców, ale też czasem napytują mu biedy. Jednakże kto jak kto, ale on, on wyjdzie z każdej opresji!

Jonas Jonasson stworzył powieść tak nieprzewidywalną, śmieszną i ciekawą zarazem, że nie żałuję, iż nie napisał więcej książek, bo ta jedna jest świetna. Osobiście uśmiałam się niemal do łez w niektórych fragmentach, a sam język i styl autora są bardzo przyjemne w odbiorze; czyta się tą książkę błyskawicznie! Non stop akcji, humor, wspaniała kreacja bohaterów i ich niesamowite przygody – naprawdę polecam tą książkę każdemu! 

niedziela, 4 stycznia 2015

"Niedziela na wsi" - Agatha Christie

Tym razem Christie umiejscawia swego belgijskiego geniusza w wygodnym domku niedaleko posiadłości The Hollow, gdzie zaproszony na obiad zastaje rodzinę i gości w pozach osłupiałych i w scenie tragicznej: nad basenem leży ciało mężczyzny, spod którego wypływa kałuża krwi, a nad nim stoi kobieta z rewolwerem w ręce...

Początkowo Poirot doznaje niesmacznego uczucia żartu; został tu zaproszony i zakpiono sobie z niego pozorując scenę mordu! Odkrywa jednak szybko swój błąd i kiedy konający wypowiada swe ostatnie słowa staje przed sprawą, wydawałoby się banalną, a jednak trudną i zagmatwaną. Wszystkie tropy prowadzą donikąd odwracając jego uwagę od tego najprostszego wyjaśnienia.

http://s.lubimyczytac.pl/upload/books/237000/237997/329532-155x220.jpg 

Podobała mi się ta powieść. Napisana składnie i ładnie, choć samo morderstwo było banalne i takie... nijakie. Sprawa dość zawiła jedynie przez zeznania świadków i dziwne ślady w dziwnych miejscach. Jednak czytało mi się tą książkę miło, a bardzo interesowały mnie tu wątki miłosne, opisy ludzkich doznań i odczuć, osobowości bohaterów i przede wszystkim urzekło mnie miejsce tragedii: wieś. Dom, rodzina, wspomnienia, krajobrazy. Jakoś tak wszystko to na mnie oddziałało. 

Spokojny weekendowy wyjazd zakończył się dramatem, rodzinna sielanka została przerwana, a winowajca jest nieuchwytny. Nie ma jednak takiej rzeczy, której nie zrobiłby Poirot, aby wskazać winowajcę i uczynić możliwym wymierzenie mu kary za grzechy.  Zdecydowanie ta sprawa wbiła się na listę moich ulubionych z udziałem Poirota.