sobota, 12 grudnia 2015

"Feblik" Małgorzaty Musierowicz

bookowniczka.blogspot.com

Mikołaj spełnił jedno z mojej książkowej listy marzeń i obok łakoci czekał na mnie Feblik, czyli kolejna część Jeżycjady - serii najukochańszej, najpocieszniejszej i najwspanialszej pod słońcem! W tej części śledzimy dalsze losy rodziny Borejków, a wszystko zaczyna się w ogrodzie pewnej artystki szykującej na specjalne zamówienie dzban. Czy to możliwe, żeby ów dzieło sztuki mogło być przyczyną tylu niespodziewanych zdarzeń...? 

Oczywista, że tak, bo to w książkach Musierowicz norma, że najmniejsze rzeczy powodują największe lawiny zdarzeń. To wręcz jedna z wielu cech za które kocham te książki: zwykła codzienność może stać się tak niezwykła. Te okraszone humorem i łacińskimi sentencjami powieści czyta się miło i przyjemnie, tak, że w sercu robi się przyjemnie ciepło. Są kojące, krzepiące i podnoszące na duchu. Zwykłe powieści obyczajowe o niezwykłej rodzinie... Te książki czyta się dobrze, nawet jeśli traktują o rzeczach smutnych, bo zawsze dają nadzieję. Nie wiem jak autorka to robi, ale nie cierpię obyczajówek i rzadko sięgam po polskich autorów, a Jeżycjadę mogłabym czytać w kółko non stop i nie miałabym dość. Mimo różnych opinii ja te książki uwielbiam i to są jedne z nielicznych powieści, które poruszają we mnie różne, zastygłe nie raz struny... 

Gdzieś na początku powieści dowiadujemy się, że feblik to inaczej słabostka/sympatia do kogoś i moim feblikiem na pewno jest od dziś też Feblik. Naprawdę świetna powieść, po rewelacyjnej Wnuczce do orzechów Musierowicz trzyma poziom, poprzeczka idzie w górę i cóż... pozostaje czekać na kolejną część!! :)

czwartek, 3 grudnia 2015

"Klin" (klinem!) Chmielewskiej


Joanna daremnie próbuje wybić sobie z głowy swój obiekt westchnień. Do telefonicznej rozmowy z przyjaciółką podłącza się tajemniczy nieznajomy proponujący pomoc w tejże sprawie. Klin klinem? Czy można zapomnieć o jednym mężczyźnie poznając innego? Nasza bohaterka nie boi się absolutnie niczego i jest gotowa na wszystko, tylko... dokąd ją to zaprowadzi i jakie po drodze czekają na nią przygody? Chmielewskiej sposób na śmiech: narzędzie do pisania i wyobraźnia, którą autorka posiada niesamowicie rozbudowaną. Dzięki temu właśnie jej książki są tak cudownie niepowtarzalne, a w połączeniu z poczuciem humoru autorki tworzą mieszankę idealną.

Z tą naszą polską Królową Kryminału to jest tak, że jak się zacznie to ma się ochotę na więcej. Obecnie poluję na Dzikie białko, czyli dalszą część przygód w.w. Lesia i jego ekipy, a potem to już chyba co popadnie... Po cichu podejrzewam, że dałam się wciągnąć kolejnemu pisarzowi w jego twórczość. Cóż, obym się nie zawiodła, a Wam polecam również sięgnąć i przekonać się na własnej skórze, że nasze polskie kryminały też mają się dobrze! Przy tej okazji zapraszam fanów tego gatunku do wzięcia udziału w wydarzeniu Przeczytam polski kryminał w 2016.

poniedziałek, 23 listopada 2015

"Incydent w Dirleton" - Peter Kerr

źródło: lubimyczytac.pl

Wszystko zaczyna się w tytułowym Dirleton, gdzie w szpitalu zabita zostaje stara Bertie McGregor, a razem z nią - jej kotka, która... dziedziczyła wszystko po swej pani. Wezwany na miejsce Bob Burns dostaje fakty, ochrzan i szału na samą myśl o swoim szefie, który odwalił już całą robotę, a uznany za winnego ogrodnik został zatrzymany. Jednakże naszemu sierżantowi cała ta sprawa i szybkość, z jaką ma być ona zamknięta, nie podoba się ani odrobinę, a z pozoru nic nie znaczące poszlaki upewniają go, że coś tu nie gra... Podejmując śledztwo na własną rękę Bob Burns stąpa po lodzie swej policyjnej kariery i dociera do niezwykłych faktów aż na słoneczną Majorkę.

To chyba znak rozpoznawczy cyklu Bob Burns na tropie, że wraz z bohaterami zwiedzamy trochę świata. Nie ich wina, że złoczyńcy lubią cieplejsze klimaty, a powiem szczerze, że ta zmiana miejsca akcji bardzo mi się tu podoba. W sumie to bez różnicy, gdzie Kerr umieściłby swoich bohaterów, bo i tak wyszłaby mu z tego niezła historia, ale jeśli szalony pościg za mordercą to czemu by nie uliczkami malowniczego ciepłego miejsca. Brzmi to lepiej od szaro burego Londynu, prawda? Si, a dodatkowo mamy tu znów ciekawą sprawę kryminalną, trochę psychologii i oczywiście komizm sytuacyjno-słowno-postaciowy. Nie wiem do jakiej kategorii nadaje się Andy Green, bo jak dla mnie to praktycznie cały czas jest śmieszny. Taki trochę Johnny English, który swoją niezdarnością bawi, ale też, jak się okazuje, przydaje się w najmniej odpowiednich momentach.

Tak więc pierwsza część przygód Boba Burnsa podobała mi się tak samo mocno jak Incydent na Hebrydach (nie ma to jak zaczynać serie od środka, nie). Akcja i humor kojarzyć mi się będą mocno z Peterem Kerrem, który bardzo przypadł mi do gustu i żałuję, że z Bobem zobaczę się jeszcze tylko na Karaibach. Mam nadzieję na więcej powieści tego pana, a jeśli Wy jeszcze nie mieliście z nim do czynienia - to bardzo polecam nadrobić zaległości! Myślę, że i Was Kerr nie zawiedzie, a może nawet, tak jak mnie, oczaruje.

środa, 18 listopada 2015

"Chwila" Wisławy Szymborskiej

Co w zasadzie mogę napisać o tomiku wierszy tak wspaniałej poetki? Trochę słabo zabrzmią tu słowa jest fajny, ale kurczę, no, jest! Nie każdy poezję lubi i nie każdy sięga po nią w innej sytuacji niż na lekcji języka polskiego, ale właśnie Szymborska dokonała czegoś takiego, takiego małego cudu, że chce mi się czytać jej wiersze tak samo mocno, jak chce mi się kryminału czy fantastyki. Pierwszym moim zetknięciem z twórczością poetki był wiersz Kot w pustym mieszkaniu, którego uczyłam się do recytacji. Trochę go jeszcze nawet pamiętam, ale pamiętam też, że wtedy, w piątej klasie podstawówki, podobało mi się, że ktoś napisał wiersz z perspektywy kota. Sam wiersz też mi się podobał i podoba do dziś i zawsze jak na polskim była Szymborska to nie było we mnie wstrętu do "omawiania". Po Chwilę sięgnęłam spontanicznie w bibliotece, bo akurat była, a ja stwierdziłam: czemu nie. Kiedyś już miałam w ręku ten tomik i najbardziej pamiętam z niego wiersz W parku - bardzo wymowny. Jak chyba wszystkie wiersze Wisławy Szymborskiej... Proste, ale wymowne, takie dosadne, czarno na białym co i jak i kropka. Zawsze fascynowało mnie w poetach to, że w kilku słowach potrafią wyrazić więcej niż niejeden specjalista w kilkunastu tomach, a Szymborska to dla mnie prawdziwa Mistrzyni Słowa.

Rzadko sięgam po poezję, ale kiedy już się wczytam ciężko mi się od niej oderwać. Budzi się we mnie tyle samo emocji co przy czytaniu pełnej akcji książki. Chwila to rzeczowy i trafny tomik o tematach nie niezwykłych - i to jest właśnie niezwykłe, że Szymborska z i o każdej błahej rzeczy mogła stworzyć piękny wiersz. Małe piękne arcydzieło, które zachwyca. Wystarczy tylko po nie sięgnąć.

poniedziałek, 9 listopada 2015

"To tylko plotki" Jill Mansell

Jeśli nie jesteś tu po raz pierwszy, to może zdziwić Cię fakt, że piszę o obyczajówce typowo kobiecej. Sama byłam zdziwiona, że dobrze znająca mnie przyjaciółka zaproponowała mi tę książkę, ale szukając odmiany wzięłam ze sobą To tylko plotki i będę Wam ją dziś zachwalać.

Książkę czyta się szybko, lekko i przyjemnie. Momentami naprawdę się wciągnęłam, mimo że w obyczajówkach brak akcji mrożącej krew w żyłach, to jednak losy bohaterów tej książki naprawdę mnie zaciekawiły. A wszystko zaczęło się od powrotu Tully do domu. Konkretniej: do (prawie) pustego mieszkania, bez mebli jej chłopaka i... bez jej chłopaka. Nasza bohaterka jedzie po pociechę do przyjaciółki, a oprócz tego znajduje w gazecie intrygujące ogłoszenie o pracę...

Typowa powiastka, w której możemy się na chwilę od wszystkiego oderwać i zrelaksować. Niewymagająca dobra zabawa z dużą dawką humoru, wplecione w historię ludzkie dramaty, masa absurdalnych sytuacji i codzienność okraszona nutką tajemniczości w postaci przystojnego macho. Bo czym byłaby porządna powieść kobieca bez super pięknego mężczyzny, któremu żadna nie powie nie, a nasza bohaterka oczywiście uważa, że ona da radę? Powiastka określona jako komedia omyłek i faktycznie: jest komedia i są omyłki. Wszystko się więc zgadza, a ja muszę zgodzić się z Magdą, że warto było książkę przeczytać.

Polecam powieść Jill Mansell wszystkim, którzy mają ochotę oderwać się od codziennych trosk i po prostu dobrze bawić przy lekturze. Chętnie zobaczyłabym też film, ale tylko pod warunkiem, że odwzorują wszystkie gagi bohaterów! :-)

sobota, 31 października 2015

"Incydent na Hebrydach" - Peter Kerr


Wszystko przez Zatraconą w książkach! A w zasadzie: to dzięki Niej, bo dzięki jej recenzji skusiłam się na świetną książkę, którą koniecznie muszę polecić dalej, bo to absolutnie fantastyczna lektura dla każdego lubiącego czytać człowieka. Ale po kolei: 

Wszystko zaczęło się od stu tysięcy funtów, które przypadkowo trafiły w najmniej powołane ręce, a w zasadzie - p o d nogi przedstawiciela stróża prawa. Dało to początek sprawie, której przewodniczy Bob Burns i tym razem zagadka wywiodła go na urocze i pełne pięknych widoków Hebrydy. Czy detektyw rozwiąże sprawę tajemniczych morderstw? Powieść kryminalna z dawką dobrego humoru pełna absurdalnych nazwisk, łebskich wieśniaków unikających prawa i komicznych porównań. Tak, chyba właśnie te trzy rzeczy najbardziej kojarzę z Incydentem na Hebrydach, oprócz, oczywiście, tego, że sama historia jest świetna!

Zaczęłam czytać bez żadnego nastawienia, a już po kilku stronach byłam absolutnie zauroczona tą powieścią. Czyta się szybko, lekko i przyjemnie. Żal mi było kończyć rozdziały, bo zostawało ich coraz mniej, ale na pociechę mam jeszcze dwie części z Bobem Burnsem i na pewno po nie sięgnę bo absolutnie zakochałam się w stylu Kerr. Polecam każdemu, ja osobiście czuję się usatysfakcjonowana :-)

PS: Czemu zawsze jak coś mi się mega podoba to nie umiem o tym jakoś fajnie napisać? Odsyłąm do recenzji wspomnianej wyżej, mnie zachęciła to może i do Was przemówi bardziej niż moje emocjonalne zachwyty.

wtorek, 20 października 2015

"Zabójczy wirus" Alex Kava


Historia zaczyna się dość stereotypowo bo do agencji FBI przychodzi paczka pączków. Niczego nieświadomy szef agencji i agentka O'Dell biorą się za pałaszowanie smakołyków, kiedy nagle pod ciachami dostrzegają kopertę... W anonimowym liście zostają zaproszeni do domu, w którym ma nastąpić atak. Z całą brygadą ruszają do akcji, w której spodziewają się wybuchu bomby (i chyba wszystkiego innego), a drzwi otwiera im dziewczynka, której mama źle się czuje... i wykrwawia się w sypialni. Obrzygani agenci trafiają do kwarantanny i zmagając się z własnymi słabościami usiłują schwytać zabójcę, który wciąż zaraża...

Muszę powiedzieć, że od samego początku podobała mi się ta książka. Sam pomysł na historię, wykonanie, prezentowanie kilku wątków z punktu widzenia różnych bohaterów - naprawdę wszystko mi w tej książce grało. Zabójczy wirus czyta się szybko i przyjemnie, Kava ma taki gładki styl, który pozwala na pochłanianie jej powieści... mimo, że nie trzymają one tak bardzo mocno strasznie w napięciu. Była to jednak niewymagająca i ciekawa lektura, po prostu: po Kavie nie boję się po nocach, ale wciągam w książkę na tyle, że polecam dalej, o! To naprawdę dobra powieść psychologiczna, po części thriller i kryminał, choć nie typowa powieść detektywistyczna. Wielbicielom czegoś pomiędzy i wszystkiego po trochu polecam gorąco.

Pomimo mojej początkowej niechęci, bo jednak Kolekcjoner (o którym piałam tutaj) mnie nie zbyt zachwycił, powoli przekonuję się do Kavy i sięgnę na pewno po inne jej książki. Jako, że czytam je bardzo po kolei (ha ha...) to którą Wy część przygód agentki O'Dell mi polecacie? :)

sobota, 26 września 2015

"Ponura drużyna" - Luke Scull


Davarus Cole musi zabić Władcę Magii. Nim jednak dane mu będzie wymierzyć swym Zabójcą Magów w potężnego Salazara, czeka go długa droga pełna niespodziewanych zdarzeń. Jednym z nich jest spotkanie Brodara Kayne'a, Miecza Północy, górala, wojownika nie do zdarcia. Kayne oczywiście uratuje chłopakowi tyłek, a ten w dowodzie wdzięczności zaprosi go na spotkanie Odłamków, grupy buntowników, którzy szykują się do ataku na swego despotycznego władcę. Jakie zadanie czeka na górali, medyka, służącego i dziewczynę? Czy ta ponura drużyna wykona swe zadanie? 

Od pierwszych stron książki spodobało mi się to, jak Scull ją napisał. Konkretnie, momentami humorystycznie, choć ewidentnie dominuje tu czarny humor, co moim zdaniem dodaje historii smaczku. Samą powieść oceniam wysoko, sam pomysł był dobry, a wykonanie nie pozostawia wiele do życzenia. Scull stworzył świat, w którym Władcy Magii pokonali bogów i sami przejęli władzę. Świetnie wykreował bohaterów - każdy, kto pojawia się w tej książce jest niebanalną postacią. Od zwykłego mordercy gwałciciela, przez służącego, buntowników, strażników, radców, czarodziejki, wojowniczych górali i samych władców, wszyscy napotkani bohaterowie dostali swoje pięć minut. Miejsca, w których dzieje się akcja, również zostały malowniczo stworzone. Chętnie obejrzałabym film na podstawie tej historii.

Dawno nie czytałam tak dobrej powieści fantasy. Czytało mi się ją naprawdę przyjemnie i śmiało mogę Wam polecić pierwszą część, a sama czekam na kolejną!

środa, 9 września 2015

ELFY - Bernard Hennen

Magia, miłość, zdrada...

Zachęcający opis na okładce głosił, że po nie udanym polowaniu na człeknura bestia przedziera się do krainy elfów, aby ostatecznie ją zniszczyć (krainę, w sensie). Bardzo ładnie ujęte i kuszące, ale chyba narobiłam sobie zbyt dużej nadziei na tą powieść... Owszem, Mandred, syn człowieka, cudem ocalały po starciu z bestią stanął przed królową elfów i z wybranymi przez nią wojownikami ruszył na spotkanie z człeknurem. Polowanie okazało się jednak porażką, ocalali, którzy wrócili dostali jeszcze ochrzan, a potem wszytko cholernie się skomplikowało...

Po książkę sięgnęłam z powodu oczywistego - przez jej tytuł. Elfy to rasa, która chyba zawsze i wszędzie jest (albo przynajmniej uważa się za taką) wywyższona ponad inne stworzenia. Elfy robią wszystko szybciej, robią wszystko lepiej, robią wszystko ładniej. Poza tym oczywiście mają uszy w szpic, uprawiają magię i odznaczają się niezwykłą urodą. Elfy autorstwa Hennena to kolejna próba przedstawienia tej cudownej rasy w sposób inny, niż dotychczas. I ten autor sięgnął w swym dziele do korzeni, czyli do fantastycznej koncepcji Tolkiena, ale w swej historii zaserwował tak poplątaną historię... że można ją nazwać absolutnie oryginalną, pod tym względem.

Jakkolwiek jednak wyobraźnia autora była bardzo bogata, to trochę średnio wyszło mu w praktyce samo pisanie. Elfy to bardzo nierówna historia. Momentami wciąga nas bardzo mocno w akcję tylko po to, żeby za chwilę powiać nudą... Niektóre opisy są po prostu zbyt szczegółowe i o ile w scenie ucieczki ma to jakiś sens, to nie wiem po co autor opisywał krok po kroku np. przygotowanie kolacji.

W książce najbardziej podobała mi się ludzka postać Mandreda, o co bym siebie nie podejrzewała - bo przecież e l f y ! Ale właśnie elfy w tym wydaniu średnio mnie oczarowały, a ludzki wódz, jarl w swej wiosce, swoją osobą często ratował cięższe do przebrnięcia momenty w książce. Był takim małym plasterkiem na ranę, do ostatnich stron dostarczał nam uciechy, a często po prostu uzewnętrzniał myśli czytelnika w starciu z tym, co elfickie. W ogóle: kreacja bohaterów wyszła tu nawet ładnie. Tak samo wykreowany przez autora świat jest niebanalny, posiada tajemnicze miejsca i długą, krwawą historię.

Ogólnie to książka nie jest zła. Chociaż styl autora pozostawia moim zdaniem trochę do życzenia, to nie czyta się tej powieści ciężko czy coś. Mimo nawet kilku nudniejszych fragmentów mocną stroną są te wciągające rozdziały pełne akcji. Mniej więcej w połowie książki zaczyna się robić już naprawdę ciekawie i w pewnym momencie zdecydowałam, że nie zrezygnuję z lektury, bo zwyczajnie zaczęłam być ciekawa jak Elfy się skończą. I skończyły się, a ja się teraz zastanawiam kiedy w naszym kraju ujrzę część drugą...  Ale reasumując: jeśli lubisz fantastykę drogi Czytelniku to Elfy nie zawiodą Cię całkowicie, a może nawet zakochasz się w tej historii. Ja jednak biorę się za kolejną książkę ;-)

poniedziałek, 7 września 2015

"Szczęśliwy powrót" - C. S. Forester

(źródło zdj: empik.com)

Szybko, zwięźle i na temat - dlaczego warto sięgnąć po książkę Forestera? Ponieważ Szczęśliwy powrót to świetnie napisana, wciągająca i pełna akcji powieść przygodowa. Towarzyszymy załodze angielskiej fregaty "Lydii", którą dowodzi Horatio Hornblower, w wypełnieniu ważnej misji.

I tu muszę się zatrzymać, ponieważ postać kapitana Hornblowera to po prostu cudo. Bardzo wyrazisty, ciekawy i intrygujący bohater. Forester świetnie "skonstruował" młodego dowódcę jako silnego człowieka, który budzi respekt u swej załogi, a jednocześnie nie pozbawił go ludzkich zwyczajnych wątpliwości i lęków. Hornblower nie jest wyciosany z drewna i koniec, nie. Postać ta jest jakby żywa - bardzo charyzmatycznego kapitana polubiłam od początku książki!

Ale wracając do naszej "Lydii", jej załoga wypłynęła z konkretnym zadaniem, ale zanim dotrą do celu i wypełnią misję, czeka ich m.in. starcie z silniejszym i lepiej wyposażonym przeciwnikiem... Powiem Wam, że pierwszy raz tak przyjemnie czytało mi się o przebiegu bitwy. Nie jestem wielką zwolenniczką takich opisów batalistycznych, ale bitwy morskie w tej książce były po prostu nie do pominięcia. Z jednej strony dbałość o każdy szczegół, z drugiej konkretyzm i nie rozwlekanie opisów. 

Bardzo podoba mi się styl autora, lubię takie konkretne powieści, pełne akcji, sytuacji zabarwionych komicznie, jak i tych smutnych jak np. pogrzeb poległych na morzu. Forester napisał o Hornblowerze jedenaście książek i jeśli będę miała możliwość to na pewno sięgnę po inne przygody tego pana, a tymczasem Wam polecam sięgnąć po Szczęśliwy powrót. Myślę, że Was nie zawiedzie :)

wtorek, 1 września 2015

"Skrzydlaty morderca" Joanny Hines

Czy Sam uda się zdemaskować mordercę swej matki?

Wow. Pierwsze słowo jakie przychodzi mi na myśl kiedy myślę o tej powieści. Skrzydlaty morderca Joanny Hines to psychologiczny kryminał w nieco innym niż zwykle wydaniu. Nie towarzyszymy tu bowiem detektywowi, policjantowi ani innemu śledczemu w łapaniu zabójcy, a dopingujemy młodej Sam, której matka została znaleziona w wannie z wodą i... radiem. Wszystkie organy i wszyscy ludzie na świecie potwierdzają jedyne ich zdaniem racjonalne wytłumaczenie tej sytuacji: znana i lubiana poetka, Kirsten, popełniła samobójstwo. W sądowe orzeczenia sądu nie wierzy jednak Sam, nastoletnia córka zmarłej, która na własną rękę chce rozwiązać tę sprawę. Cóż jednak kiedy nikt nie wierzy jej podejrzeniom, a ojczym bardzo uparcie odwleka ją od tego pomysłu...?

Dobra, psychologiczna, życiowa powieść. Konstrukcja bohaterów nie pozostawia żadnych wątpliwości, każdy z nich jest wyraźnie zarysowany, każdy ma swoją przeszłość i dźwiga swój życiowy bagaż. W akcji teraźniejszej przeplatają się wspomnienia pewnych wydarzeń z przeszłości, które wiele nam wyjaśniają i pozwalają zrozumieć obecny stan bohaterów. 

Joanna Hines to autorka, na którą z pewnością zwrócę jeszcze uwagę. Może powyższe "zachwalanie" nie wyszło mi najlepiej, ale brak mi słów, którymi mogłabym Was skłonić do Skrzydlatego mordercy nie spoilerując za dużo, bo chciałabym wykrzyczeć jak genialnie to wszystko było przemyślane! Bezwzględne morderstwa popełnione bez mrugnięcia okiem i lista podejrzanych tak długa, że trzy razy zmieniałam zdanie odnośnie tego, kto zabił, a na końcu i tak się trochę zaskoczyłam. 

Fanom kryminałów (i nie tylko!) polecam Skrzydlatego mordercę, bo to naprawdę dobra powieść. Mi podobała się ogromnie, choć po tej lekturze będę chyba z jeszcze większym dystansem podchodzić do ludzi, bo nigdy nie wiadomo na kogo się trafi, prawda?

sobota, 22 sierpnia 2015

"Mumia" - Anne Rice

Nie oceniaj książki po okładce...

Z Anne Rice nie miałam nigdy wcześniej styczności i chyba już na żadną książkę tej pani się nie skuszę. Czemu już w pierwszym zdaniu jestem nastawiona tak negatywnie? Hm, może dlatego, że sięgając po książkę o wdzięcznym tytule Mumia spodziewałam się powieści, która będzie mnie trzymać w napięciu, która mnie wystraszy, wciągnie, porwie, zaskoczy i nie da spać. A tymczasem trafiłam na kiepski romans, w którym wieje nudą i bezsensem. 

Zaczyna się dobrze. Naprawdę dobrze i to mnie chyba zmyliło. Towarzyszymy Lawrence'owi w Egipcie w przełomowym odkryciu sarkofagu z mumią Razmesa Przeklętego. Na trumnie widnieje wiele przestróg i klątw, jednak wieko zostaje otwarte i wszystko zaczyna dziać się tak szybko... Ale niestety nie za sprawą mumii. Nie, bo w tej powieści o wszystkim decydują emocje - strach czy starczy pieniędzy, gniew, kiedy ktoś ich nam nie chce dać, chytrość, kiedy w zasięgu ręki stoi tyle trucizn... W zasadzie wszystko dzieje się przez Henry'ego i wszystko na Henry'ego spada kiedy po świecie chodzą dwie niemające prawa bytu mumie, z których jedna jest obłąkana i żadna zemsty, a druga to ciepła klucha i o dziwo ideał w oczach biednej, niezdecydowanej Julie. Po prostu żałosne, że książka zaliczona do fantastyki czy nawet horroru (wtf?!) zbiega nagle na tor tandetnego harlequina. 

Zawiodłam się kompletnie na tej powieści, a skończyłam ją tylko dlatego, że chciałam wiedzieć kto w końcu przeżyje i jak skończy się ten cały kogel mogel. Jeśli lubicie romanse i obyczajówki to Mumia jest dla Was. Kilka erotycznych scen i pełno zawiłości rodzinno-miłosnych to coś, co dobrze wychodzi pani Rice. Niepotrzebnie zmarnowała postać mumii, ale niech jej będzie, niech ma powieść "fantastyczną" w dorobku. Dla mnie to słabe cztery na dziesięć, może Wam bardziej przypadnie do gustu? 

czwartek, 20 sierpnia 2015

"Krew na śniegu" Jo Nesbo


Krew na śniegu. Książka, dla której rzuciłam wszystko inne i z którą spędziłam część przed i część popołudnia. Krótka, zwięzła i na temat. Tylko, że... trochę taka na aby aby. Aby była. Aby coś się wydało. Może nie dotarł do mnie głębszy sens tej powieści, ale czytając lepsze książki Nesbo po tej czuję niedosyt. Powieść określana mianem thrillera/sensacji/kryminału, choć w moim odczuciu te 167 stron to raczej nowela czy opowiadanie, którego narratorem jest Olav. Olav, płatny zabójca, człowiek bez serca, a jednak mający odruchy dobra. Sam o sobie nie ma dobrego mniemania, ale jak dla mnie jest sprytnym skurczybykiem, który nie daje się wykiwać nawet największym szefom. W książce towarzyszymy mu we wspomnieniach przeszłości i teraźniejszych zleceniach. Jedno z nich odmienia jego życie diametralnie... 

No i co ja mam Wam powiedzieć? Po tylu zachwalających Nesbo słowach nagle trafiam na taką jego książkę, którą przeczytałam po prostu bo go lubię, ale nie umiem już tego powiedzieć o samej książce. Nie żeby historia Olava mnie nie ruszyła, bo autorowi nie brak kreatywności, a styl jak zawsze jest na wysokim poziomie. Tylko, że... za mało mi tu czegoś. Napięcia. Dreszczyku. Chyba po prostu nie lubię takich krótkich form.

Na okładce zapowiadają drugą część z cyklu i mam nadzieję, że dalej będzie tylko lepiej. Oczywiście niecierpliwie czekam też na kolejną część przygód z Hole'm! Na razie jednak wracam do Mumii ;-)

niedziela, 9 sierpnia 2015

"Zaginiony świat" - Michael Crichton

Kawa i dinozaury ♥

Chyba każdy lubiący czytać osobnik zna to uczucie, kiedy bardzo chcemy przeczytać jakąś książkę i ona wreszcie wpada nam w łapki. Tak też cieszyłam się gdy w bibliotece znalazłam Zaginiony świat Crichtona, czyli kontynuację Parku Jurajskiego. Kto widział film mniej więcej orientuje się w fabule, choć oczywiście książka diametralnie się różni, przede wszystkim tym, że jest lepsza. :) 

Tym razem akcja dzieje się na Isla Sorna, czyli drugiej, tajemnej, wyspie. Spotykamy w książce znajomą twarz, która jako jedyna wie, czego spodziewać się po takiej wyprawie, a mimo wszystko wyrusza na ratunek przyjaciela... Wraz z grupą ochotników obserwują zachowania dinozaurów i starają się wyciągnąć wnioski ze swych badań. Jak zwykle jednak coś musi pójść nie tak i nieproszeni na wyspie goście swymi poczynaniami ściągają niebezpieczeństwo na wszystkich tam obecnych. Czy uda im się przetrwać w dziczy? 

Książka jest po prostu rewelacyjna. Tak jak w pierwszej części nie umiałam się oderwać od czytania, po prostu nie wiem kiedy powieść się nagle skończyła! Szkoda, że nie ma kolejnej części bo o dinozaurach w wykonaniu Crichtona mogłabym czytać seriami. Przyjemny styl, świetnie budowane napięcie, akcja, która nie pozwala nam zwolnić tempa. Te dwie jego powieści są świetne, muszę koniecznie zapoznać się z innymi tytułami, a Wam gorąco polecam wyprawę na Isla Nublar oraz Isla Sornę po dawkę przygody, adrenaliny i garstkę ciekawostek ze świata nauki oraz, oczywiście, na spotkanie z największymi drapieżnikami jakich widziała Ziemia...


O części pierwszej pisałam tutaj.

sobota, 1 sierpnia 2015

JEDEN DZIEŃ - David Nicholls

Wiele może się zdarzyć w jeden dzień...
David Nicholls napisał książkę jakich wiele. O miłości, przyjaźni, kłodach rzucanych nam pod nogi przez życie. Stworzył historię miłosną dwojga ludzi, którzy odnajdywali się przez prawie dwadzieścia lat. Co mnie więc skłoniło do przeczytania takiej powieści? Nie mam pojęcia, czy skusiła mnie okładka, czy to za sprawą tego, że ostatnio nazwisko autora obijało mi się często o uszy (właściwie to o oczy). Faktem jest, że historia Em i Dex tak mnie wciągnęła, że nie umiałam oderwać się od książki. Dzięki Bogu Nicholls został pisarzem, bo cholernie się do tego nadaje.
Akcja powieści toczy się podczas tytułowego jednego dnia. Co roku 15-go lipca towarzyszymy naszym bohaterom i dowiadujemy się co u nich słychać. Wiecie, na takiej zasadzie, że w tym jednym dniu podsumowany jest zeszły rok i opisana ich obecna sytuacja. Na początku było to dla mnie trochę irytujące, że wiemy tylko tyle, że tak mało, że tylko ten dzień, ale szybko spodobał mi się taki zabieg. Dzięki niemu wydarzenia są uporządkowane i konkretne, takie roczne podsumowanie jest lepsze niż dzienne opisywanie "trudów" bohatera.
Wielkie ukłony dla mężczyzny, który napisał tak emocjonalną powieść. Nie wszystko mi się podobało, nie ze wszystkim bym się zgodziła, ale muszę oddać tej książce to, że jest bardzo prawdziwa i życiowa. Wszystko to napisał i opisał w sposób przyjemny dla czytelnika, tak że lektura tej książki jest świetnym wyborem dla wszystkich lubiących czytać i naprawdę nie wiadomo kiedy mija nam te czterysta stron.
Podsumowując: polecam! Bardzo mocno, szczerze i naprawdę, bo historia jest ciekawa i warta poznania, choć momentami smutna i wkurzająca, ale na pewno nie pozostawi nas bez żadnego odzewu. Jeden dzień to książka o całym życiu, które nie zawsze przebiega tak, jak to sobie wymarzyliśmy. Jeden dzień pokazuje jak wiele może się zmienić w ciągu roku, dnia, godziny. I pokazuje, jak duży wpływ na to mamy.
Rany, właśnie wychwaliłam powieść obyczajową! Koniecznie czas na jakieś fantasy...

środa, 29 lipca 2015

"Dziwni" Bachmanna

 Pięknie wydana książka

Dziś słów kilka o Dziwnych autorstwa Stefana Bachmanna, który swoją powieść zaczął pisać w wieku szesnastu lat (co ja wtedy, kurde, robiłam?). Moim zdaniem ten chłopak ma świetną wyobraźnię i wyszła mu całkiem niezłe fantasy. Takie na poziomie: ciekawe, wciągające, pełne magicznych stworzeń. W dodatku książka napisana jest bardzo przyjemnie, przeczytanie tych trzystu stron zajęło mi nie całe dwa dni, naprawdę czyta się lekko i nie mam w zasadzie żadnych większych zastrzeżeń. Styl, fabuła, rozbudowanie wątków - wszystko gra.

 Dziwni opowiadają o losach młodego Bartholomew, który jest inny. Pewnego dnia z okna swojej kryjówki na strychu zauważa, jak piękna dama w fioletowej sukni puka w obdrapane drzwi na przeciwko jego domu, a mieszkający tam mały chłopiec znika. Chłopiec taki jak on... W Londynie jest już głośno o porwanych biednych dzieciach, których ciała znajdowane są w Tamizie. Puste ciała. Czy Bartholomew będzie następny?

Według mnie stworzony przez Bachmanna świat jest intrygujący i oryginalny, sama historia w zasadzie też nie przypomina mi niczego, co wcześniej czytałam lub widziałam (ale też znawcą literatury nie jestem). Moim zdaniem to ciekawy tytuł, zwłaszcza dla fantastolubów. Delikatnie mroczny, ale tak tajemniczy i ciekawy, że nie wiadomo kiedy docieramy do końca. Polecam :)

poniedziałek, 27 lipca 2015

KOLEKCJONER - Alex Kava

Alex Kava. To nazwisko rzuciło mi się w oczy tyle razy, że w końcu skusiłam się na Kolekcjonera, na chybi łtrafił, żeby autorkę poznać. I, niestety, nasza znajomość nie zaczęła się emocjonująco czy porywająco. Książkę skończyłam tylko dlatego, że byłam ciekawa czy zginie ktoś z bohaterów, którzy przypadli mi do gustu, bo tak naprawdę gdzieś w połowie lektury nie interesowało mnie już nic innego. Jakoś tak, jak na kryminał, nie była ta książka wciągająca. Brakowało mi tu tego napięcia, nawet trochę brakowało mi wodzenia za nos, mylenia, tajemniczości... Trochę za bardzo było tu wszystko "jak na tacy". Nie powiem, bo książkę czytało mi się fajnie. Lekko i przyjemnie, czyli nie do końca tak jak wyobrażam sobie czytanie dobrego kryminału. Z nutką niepewności, z jakimś koszmarem może nawet, z lekkim stresem i napięciem. A tu, choć sprawca był obleśny, sama sprawa nie wzbudziła we mnie żadnych emocji. 

Po wymianie uwag z koleżanką stwierdziłam jednak, że dam autorce jeszcze szansę. Może akurat ta część tak wyszła, może ta sprawa po prostu mnie nie zaciekawiła, może Kolekcjoner to dla mnie po prostu bajka dla dzieci przy książkach Nesbo (Pierwszy śnieg polecam szczególnie!). 

Podsumowując: książka jest niezła. Jako powieść nie mam jej wiele do zarzucenia, jako kryminał - spodziewałam się czegoś więcej. Jaki inny tytuł możecie polecić mi tej autorki? Może coś, co mnie do niej bardziej przekona? :)

piątek, 17 lipca 2015

"Dziewczyna z Pomarańczami" - Jostein Gaarder

Dziewczyna z Pomarańczami autorstwa Jostein Gaarder to książka napisana przez Georg'a i jego ojca. Nieżyjącego ojca... który zostawił dla chłopca niezwykły list. Historia miłości jego życia i stawiane podczas tej opowieści pytania inspirują chłopca do napisania książki i każą mu stawić czoło odpowiedziom. 

Książka jakich wiele, o życiu, śmierci i miłości. Ogólnie patrząc nie jest to pozycja, która jakoś mnie wzruszyła czy zachwyciła, ale była na tyle intrygująca, że poświęciłam tym stu czterdziestu stronom uwagę i nie żałuję tego czasu. Historia opisana w liście była ciekawa, taka z nutką tajemnicy i humoru, bo postać Jana Olava jest momentami komiczna. Trochę w tym liście jest pokazane jak bardzo potrafią być zwariowani faceci, gdy stracą głowę dla dziewczyny, a co dopiero gdy tajemnicza nieznajoma dźwiga torbę pełną pomarańczy... 

Podoba mi się jak napisana jest ta książka, czyta się ją lekko i szybko. Mimo humoru i lekkości książka daje też do myślenia, jest trochę jak komedia romantyczna ze smutnymi scenami, która jednak kończy się ogólnym szczęściem, a bohaterowie idą dalej. Takie małe love story, ale bez przesadyzmu i scen pełnych wzruszeń do porzygu - o to nie musicie się martwić, wątek miłosny jest tu znośny. 

Dla mnie było to coś innego, odskocznia od zbrodni i magicznych stworzeń, a przy okazji całkiem fajna książka.

niedziela, 12 lipca 2015

"Park Jurajski" Crichtona

Zdarza Wam się sytuacja, że książka jest tak dobra, że aż nie wiecie co o niej powiedzieć? Bo ja właśnie mam dylemat jak mam Was zachęcić do pozycji, której chyba nikomu przedstawiać nie trzeba, a która wciągnęła mnie bardzo mocno i jeszcze mocniej rozkochała w świecie jurajskim.

 Michael Crichton odwalił kawał dobrej roboty  ♥

Mimo, że historię najbardziej niesamowitego parku rozrywki na świecie znam z filmu, to książkę czytałam z niesłabnącą ciekawością, bo film się do powieści nie umywa. To znaczy, żeby było jasne, uwielbiam go i nadal będę do niego wracać, ale po lekturze książki po prostu muszę przyznać, że jest milion razy lepsza. Crichton od pierwszych stron powieści podsyca naszą ciekawość. Świetnie buduje napięcie i mistrzowsko oprowadza nas po niezwykłej wyspie z punktu widzenia różnych bohaterów. Razem z nimi walczymy o przetrwanie, kibicujemy im w walce nie tylko z pradawnymi stworami, ale przede wszystkim z technologią, która zawiodła jako najpewniejszy gwarant bezpieczeństwa. Bez prądu wyspa zaczyna żyć własnym życiem, a zwierzęta zaczynają ustalać hierarchię...

Powieść jest po prostu rewelacyjna. Warta przeczytania, zwłaszcza jeśli ktoś lubi tematykę dinozaurów, a jeśli po filmie nie czujecie się usatysfakcjonowani to jest duża szansa, że ta książka to zmieni i przekonacie się do jurajskiego świata. 

Dobry thriller z fantastyczną wizją w tle, świetnie zarysowani bohaterowie z marzeniami i obawami oraz naukowe teorie dające do myślenia. W tej książce jest po prostu wszystko: akcja, emocje, napięcie, humor, morał i oczywiście dinozaury. Czego chcieć więcej?


O części drugiej piszę tutaj.

środa, 8 lipca 2015

KRWAWY WĘZEŁ - Agustin Sanchez


Po Krwawy węzeł sięgnęłam głównie z powodu jednego słowa: Vilcabamba. Książkę kupiłam krótko po tym jak grałam w Tomb Raider Anniversary, więc nazwa ta była mi znajoma i jakoś tak dobrze mi się skojarzyła, równocześnie wzmogła też moją ciekawość odnośne tego inkaskiego miasta. Liczyłam na to, że po lekturze tej książki dowiem się o nim trochę więcej. Poza tym rzadko sięgam po przygodówki, a potrzebowałam wtedy jakiejś odmiany.

Nie zawiodłam się, przygoda inżyniera Sebastiana była naprawdę ciekawa i "złożona", bo akcja toczy się w dwóch płaszczyznach czasowych, a zdarzenia z przeszłości mają oczywiście wpływ na teraźniejsze problemy bohaterów. Praktycznie od samego początku non stop się coś dzieje, nie było w tej książce zbędnych i nudnych wydarzeń, akcja jest wciągająca, pomijając pewne fragmenty śmierdzące historycznymi wywodami, których zazwyczaj nie lubię, ale tu było to do zniesienia przez tematykę Inków. Te stare cywilizacje zawsze mnie fascynowały, choć często gęsto były obrzydliwe (krwawe ofiary i takie tam, co nie).

Ogólnie rzecz biorąc to jest taka książka idealnie do polecenia na wakacje: przygoda, tajemnice z przeszłości, intrygi, pościgi, podróżowanie i odkrywanie nowych miejsc... Trochę jak taka wycieczka krajoznawcza z przewodnikiem, który opowiada miejscowe legendy. Osobiście polecam, tylko nie zrażajcie się od razu objętością, bo te 500 stron są naprawdę ciekawe :-)

niedziela, 5 lipca 2015

OBSYDIANOWE SERCE - Ju Honisch

bookowniczka.blogspot.com
Ładnie wydane, wciągające i zaskakujące
Obsydianowe serce, gotycka powieść fantasy autorstwa Ju Honisch, skusiło mnie głównie opisem na okładce. Magiczny artefakt znika, a w kolejce na odzyskanie go ustawił się sznur istot mających różne zamiary wykorzystania go. Dobro i zło ściera się tu nieustannie, od małych gestów po walkę magicznych istot, które mogą zmienić nasz świat wedle swego życzenia...

I tak: w trakcie czytania pierwszego tomu lektura dłużyła mi się strasznie. Wiele wątków, co rusz nowe postacie, ich przeszłości, motywy, tajemnice - czułam się trochę przytłoczona do momentu, w którym akcja wyszła na prostą. Wówczas to, oczywiście, po chwili skończył się tom pierwszy. ;-) 

W drugiej części wciągnęłam się właściwie już od pierwszych stron książki. Akcja nabrała dobrego tempa, powoli wszystko się wyjaśnia, bohaterowie są tu już bardziej zdecydowani i szybciej podejmują decyzje, dzięki czemu szybko zmierzamy ku końcowi i dzięki czemu ja mogę Wam teraz powiedzieć, że książki polecam, pomimo gdzieś tam mojego kapryszenia i ociągania się, bo efekt końcowy jest zadowalający.

Na co mogłabym ponarzekać? Może trochę na rozwlekłość opisów emocji, czego nie jestem największą fanką, i ubogość opisów magii, co interesowałoby mnie tu o wiele bardziej. Atmosfera, napięcie i rozwój zdarzeń są ciekawe i nie mogę im wiele zarzucić, może tylko tyle, że trochę bym powieść skróciła. Dużym plusem są tu bohaterowie, wyraźnie zarysowani, z temperamentem i charakterkiem. Muszę oddać autorce, że naprawdę ładnie jej Ci ludzie (i nie-ludzie) wyszli. 

Podsumowując: polecam! Jeśli będziecie mieć okazję to dajcie książce szanse, bo jest niezła. Nie jestem może krytykiem i badaczem literatury, ale czytać lubię a Obsydianowe serce wzięłam w ciemno i czytało mi się je przyjemnie. Takie siedem na dziesięć, w skali lubimy czytać.

piątek, 3 lipca 2015

Opowieści letniej treści, czyli luźne przemyślenia o swoim czytactwie i książkach



Od przybytku głowa nie boli – zwłaszcza, jeśli przybywa nam masa wolnego czasu, który możemy spożytkować na rzeczy nam miłe i przyjemne, jak np. czytanie, które dzięki wakacjom wreszcie wróciło na swój normalny poziom. Regałowe leżaki idą w ruch, kończę zaczęte serie i biorę się za długo odkładane i przekładane tytuły.

W tym tygodniu kończę drugą część Obsydianowego serca i tym samym całą przygodę z magicznym rękopisem i wszystkimi, którzy chcą go zdobyć. Powiem szczerze, że dopiero ten drugi tom mnie wciągnął. Przez pierwszą część momentami się niecierpliwiłam i gubiłam, a teraz wszystko się wyjaśnia, akcja przyspieszyła i mknie ku końcowi… którego nawet nie zgaduję, bo tu co chwilę się coś zmienia!

W międzyczasie odświeżam sobie Tolkiena i zerkam łakomie na Park Jurajski, który intryguje mnie od dawna. Jako, że film kocham, mam nadzieję, że książka również podbije moje serce; słyszałam, że jest jeszcze lepsza – nie żebym się nastawiała, ot, po prostu się jaram!

Ach, no i w końcu skończyłam cykl opowiadań z geniuszem dedukcji, czyli Przygody Sherlocka Holmesa. Jak się okazało tych przygód jest całkiem sporo, a każde wydanie to inne przygody, ale zbiór tych, które miałam okazję poznać, uważam za bardzo ciekawe i choć za opowiadaniami nie przepadam, to podobały mi się te historie i jestem coraz bardziej pod wrażeniem postaci Holmesa. Niesamowity detektyw, ciekawa odskocznia od metodycznego i pedantycznego Poirota. No i nie muszę chyba dodawać, że przed oczami mam Roberta Downeya Jr., więc sami rozumiecie… ;-)

Must have w te wakacje to nowa powieść Nesbo Krew na śniegu, na drugim miejscu plasuje się Anaflabetka, która potrafiła liczyć, a na trzecim O dwóch takich, co ich było trzech czyli Kabaret Ani Mru Mru na papierze. Wszystkich tych pozycji jestem strasznie ciekawa, rany, czemu urodziny są tylko raz w roku? :<

Jakie są wasze "must" na te wakacje? 
Zapraszam również do udziału w konkursie, w którym wygrać można Wiśniowy Klub Książki.

czwartek, 2 lipca 2015

"Łowcy głów" Jo Nesbo

Łowcy głów to powieść, w której główny bohater jest zakompleksionym headhunterem. Dorywczo dorabia kradnąc drogocenne obrazy, aby zapewnić sobie uznanie kobiety jego życia spełniając wszystkie jej zachcianki i żyjąc ponad stan. Poznając na wystawie Clasa Greve'a, posiadacza słynnego obrazu Rubensa, nie może powstrzymać się przed kolejnym skokiem. Sytuacja trochę się jednak komplikuje, gdy nasz niedoceniony Roger Brown znajduje swego wspólnika w nieoficjalnym biznesie martwego...


To jedna z tych książek, od których nie można się oderwać. Nawet ciężko mi sklecić tu kilka porządnych zdań, bo nie wiem jak mam ubrać to wszystko w słowa. Polujący na dzieła sztuki, niepozorny Roger Brown, sam staje się ofiarą. Podczas swej ucieczki przeżyje naprawdę wiele, ale do czego nie jesteśmy zdolni by ratować własne życie? Cały czas coś się w książce dzieje, nie ma miejsca na nudę ani odpoczynek, z każdą stroną jest coraz ciekawiej, a każdy szczegół może decydować o być albo nie być głównego bohatera.

Mi łowcy głów podobali się bardzo, zarówno na papierze jak i na ekranie. Oryginalna, trzymająca w napięciu i zaskakująca - Nesbo dał w tej książce czadu. Jednotomówka na każdą okazję, niekoniecznie tylko dla wielbicieli kryminałów, bo fani thrillerów i sensacji też znajdą tu coś dla siebie. Ja osobiście polecam bardzo mocno, jeśli ktoś zna autora z innych tytułów to ten też Cię nie zawiedzie, a jeśli Nesbo jeszcze nie znasz... to, no cóż, może czas się przekonać?

piątek, 19 czerwca 2015

KURTYNA - Agata Christie

Nadszedł ten dzień. Po czterdziestu książkach z przygodami małego, śmiesznego Belga, nadszedł czas na czterdziestą pierwszą, ostatnią zagadkę Herkulesa Poirot. Przyznam się szczerze, że długo odsuwałam od siebie tę lekturę, bo najpierw chciałam poznać wszystkie inne jego sprawy, a poza tym mam tę słabość do serii, że nie cierpię ich kończyć. W końcu jednak sięgnęłam po Kurtynę...


I mimo, że ostatnia sprawa Poirota była jak najbardziej godna na pożegnalną sprawę, to nienawidzę tej książki. Muszę z jednej strony docenić to, że narratorem jest tu kochany Hastings i książkę czyta się szybko, lekko i przyjemnie, a z drugiej nie mogę przeboleć tego, co ta opowieść niesie. Po prostu nie tak wyobrażałam sobie koniec przygód tego detektywa. Owszem, Kurtyna jest ciekawa, intryguje, wciąga, ale w repertuarze wszystkich zagadek Poirota mogłabym z biegu wymienić kilka o wiele, moim zdaniem, lepszych. Po prostu.. się trochę zawiodłam, no i jest to ostatnia część, zamknęłam serię, skończyłam to kryminalne wyzwanie. I co dalej?

Ta moja opinia jest tu bardzo emocjonalna, ale nic na to nie poradzę. Tak czy siak książki Agathy Christie polecam Wam bardzo mocno, nie tylko te ze śmiesznym Belgiem w roli głównej, bo przecież jest jeszcze słynna panna Marple (i inni), ale mnie najbardziej urzekł/zafascynował/zaciekawił Poirot i chętnych poznania tego gościa odsyłam do części pierwszej, czyli Tajemniczej historii w Styles. A mi pozostaje jeszcze obejrzeć ostatni film z Davidem Suchetem w roli głównej... i cóż, chyba muszę znaleźć jakąś nową serię. Jakieś propozycje? ;)

niedziela, 31 maja 2015

"Pierwotne źródło" - P. D. Baccalario

Sama nie wierzyłam, że kiedyś mi się to uda, ale w końcu skończyłam serię Century. Dziś będzie więc słów kilka o Pierwotnym Źródle, a tutaj odsyłam Was do krótkiego podsumowania pierwszych trzech części. 

bookowniczka.blogspot.com

Z Elektrą, Mistral, Harveyem i Shengiem odwiedziliśmy już Rzym, Nowy York i Paryż, więc teraz przyszedł czas na Szanghaj. Jak na ostatnią część serii przystało - akcja rozwija się szybko, wiele się dzieje, wszystko się wyjaśnia i zmierza ku upragnionemu końcowi. Osobiście muszę powiedzieć, że spodziewałam się jakiejś mega ekscytującej tajemnicy, czegoś bardziej wow niż zaserwował nam w wyjaśnieniu tych wszystkich zagadek Baccalario, więc poczułam takie leciutkie ukłucie żalu w sensie tylko tyle?, co nie znaczy jednak, że książka (jak i cała seria) nie są dobrym pomysłem na spędzenie czasu. Mimo, że książki stricte skierowane są dla młodzieży, bo prostota i naiwność bohaterów w połączeniu z ich cudownym geniuszem może trochę razić po oczach starszych czytelników, mi się Century bardzo podobali, bo jednak motyw tajemnicy, magicznych przedmiotów i możliwości ratowania świata to jest coś, co nie znudzi mi się chyba nigdy. Ciekawe czy powstanie film, chciałabym w sumie zobaczyć taką przygodę z masą efektów specjalnych, dawką humoru i dobrą muzyką, hm. 

Sam autor, tak btw, zachwycił mnie po raz kolejny, bo czytałam już jego Historię prawdziwą kapitana Haka i też spodobała mi się ta opowieść. Facet ma naprawdę fajną wyobraźnię i robi z niej użytek pisząc książki, które czyta się przyjemnie i lekko, bo ma konkretny, prosty styl i zgrabnie wplata humor, co jak dla mnie jest zawsze fajne.

Tak więc podsumowując Century: piękne wydane, pełne ilustracji i zdjęć książki z ciekawą przygodą młodych ludzi posiadających magiczne zdolności, czyli lektura dla ludzi młodych i starych lubiących przygodówki z nutą magii, tajemnic i odwołań do naszej kultury i historii. Moim zdaniem to całkiem fajna seria, polecam :)

poniedziałek, 18 maja 2015

"Wołanie kukułki" R. Galbraith'a

Ciało supermodelki, Lulu Landry, zostaje znalezione pod oknem jej londyńskiego apartamentu. Prowadzący śledztwo policjanci dochodzą do wniosku, że celebrytka popełniła samobójstwo, a media szaleńczo rozpisują się na temat tej tragedii. Po trzech miesiącach, kiedy sprawa nieco przycicha, do detektywa zgłasza się brat zmarłej Luli, który nie wierzy, że jego pełna życia i ciesząca się planami na przyszłość siostra mogła się zabić...

bookowniczka.blogspot.com

Cormorana Strike'a poznajemy oczami Robin, tymczasowej asystentki, w sytuacji co najmniej niecodziennej. Można powiedzieć, że w pierwszy dzień pracy nie mogła narzekać na nudę, ba, nawet sam detektyw nie spodziewał się tylu wrażeń. Jeszcze mniej spodziewał się klienta, który prosi go o wyjaśnienie śmierci sprzed trzech miesięcy. Mimo upływu czasu towarzystwo w którym obracała się modelka, nazywana Kukułką, dostarcza i zataja informacje, które pozwalają Strike'owi dotrzeć do prawdy. A ta, jak wspomniałam w tytule, jest zaskakująca, chociaż po przeczytaniu iluś tam kryminałów nie powinno mnie już wiele rzeczy zaskoczyć.

A jednak debiut Rowling w kryminale zaskoczył mnie bardzo pozytywnie. Dobrze mi się czytało Wołanie kukułki, bo jest napisane tak, że po prostu chce się je czytać. Przyjemnie, z nutką humoru i dobrym odzwierciedleniem rzeczywistości - przykład: sprzątaczka z polski kaleczy angielski, ale jest niezwykle seksowna - wszystko się zgadza, korzeni się człowiek nie wyprze;) W ogóle bohaterowie w tej książce to postacie niebanalne, od grymaszących bogatych pseudo dam przez znanych celebrytów po biedaków chłonących blask sław, w kręgach których znaleźli się przypadkiem, nikt nie jest tam szarą postacią. Jedyne co mogłabym zarzucić to trochę brak dynamizmu. Akcja się kręci, ale wszyscy dzieje się w tempie spaceru po mieście.

Byłam naprawdę bardzo ciekawa jak wyszła ta książka i cieszę się, że mogłam swą ciekawość zaspokoić. Szczerze polecam wszystkim, którzy kryminały mniej lub bardziej lubią - ten Was nie zawiedzie, bo oprócz poszlak i tropów książka jest też obrazem współczesnych realiów naszego życia. Podoba mi się bardzo sposób, w jaki autorka te realia oddała, a opisy Londynu dodatkowo były mi miłe.

 Teraz pozostaje mi polować na Jedwabnika, bo jestem ciekawa kolejnego śledztwa w wykonaniu Strike'a, kolejnego oryginału-detektywa z głową na karku.

czwartek, 14 maja 2015

"Wigilia Wszystkich Świętych" Agaty Christie

Dzisiaj słów kilka o kolejnej sprawie Poirota, zdecydowanie mojej "najmniej ulubionej" bo ofiarą było dziecko, a sprawcą człowiek z bardzo... specyficznym stanem psychicznym, a to mnie zawsze przeraża. Anyway, powieść zaczynamy w towarzystwie Ariadny Olivier, słynnej pisarki kryminałów, która uczestniczy w przygotowaniach do halloweenowego przyjęcia. Jedenastoletnia Joyce chce zabłysnąć przy znanej autorce książek o detektywie Finie i mówi, że kilka lat temu widziała morderstwo. Znana jest jednak z tego, że kłamie i co rusz upiększa prawdę więc nikt jej nie wierzy, a jednak po skończonej zabawie dziewczynkę znajdują martwą w bibliotece, z głową w beczce pełnej wody.


Bardzo zbulwersowana pisarka dzwoni do swego przyjaciela o pomoc, zaklinając się przy tym, że już nigdy więcej nie weźmie do ust jabłka. Detektyw pospiesza z pomocą, ale prawda ukryta jest głębiej.  Bierze pod lupę wydarzenia z przeszłości, które do tej pory wydawały się mało znaczące, a kiedy ginie kolejne dziecko detektyw musi się spieszyć, aby zapobiec kolejnej śmierci...

Na swój sposób książka ta jest interesująca i zajmująca, bo nie mogę powiedzieć: wciągnęłam się w tę sprawę, ale nie jest to na pewno mój faworyt jeśli chodzi o przygody Poirota, a dodatkowo strasznie irytowała mnie ilość literówek i błędów w tej książce. Wiem, że to jest wydanie kieszonkowe i kosztuje kilka złotych mniej, ale chyba też to ktoś sprawdza, prawda? W niektórych momentach musiałam zgadywać o jaki wyraz chodzi, więc można powiedzieć, że sama musiałam pobawić się w detektywa i o dziwo nie spodobała mi się taka zabawa -,-  Z drugiej strony, mimo tematyki itd., książka mnie zaintrygowała i nawet trochę zaskoczyła, nie mogę powiedzieć, że jest zła - po prostu czytałam lepsze jeśli chodzi o tą serię. Mam nadzieję, że Słonie mają dobrą pamięć zachwycą mnie jednak bardziej, a póki co wracam do Wołania kukułki, chociaż pogoda sprzyja tylko spaniu i czytanie idzie mi, delikatnie mówiąc, o p o r n i e.

niedziela, 10 maja 2015

"Wyrzutki" Johna Flanagana

Z czystej ciekawości sięgnęłam po pierwszą część serii Drużyna i, choć nie porwała mnie ona od razu, dałam jej szansę i w pewnym momencie historia wciągnęła mnie jak Jumanji - nie było już odwrotu, po prostu siedziałam i czytałam, aż tu nagle skończył mi się tekst.

coldlily

Wyrzutki napisane są, jak to książki Flanagana, zgrabnie i lekko, zachęcająco wręcz do czytania. Historię Hala czytało mi się więc bardzo przyjemnie, choć jego życie nie było usłane różami. Wychowywała go tylko matka, gdyż ojciec, potężny wojownik, zginął podczas jednej ze skandiańskich wypraw, a jego przyjaciel Thorn nie do końca umiał dotrzymać obietnicy opiekowania się chłopcem... Do czasu gdy ten dorósł i przystąpił do szkolenia na przyszłego wojownika. Tak naprawdę mocno wciągnęłam się właśnie w tym momencie, gdy rozpoczynała się nauka, codziennie treningi i zadania, w których chłopcy musieli pokazać, że potrafią działać razem, że potrafią być właśnie drużyną.

Świetnie wymyślona i napisana historia o tym, że nigdy nie można się poddawać, zwłaszcza gdy ma się za swoimi plecami ślepca olbrzyma, kłótliwe rodzeństwo, szybko tracącego nerwy siłacza i złodziejaszka szybkiego niczym iluzjonista. Na czele takiego zespołu Hal musiał zmierzyć się z zagorzałymi wrogami, codziennymi zadaniami w szkoleniu oraz... niedoskonałościami własnego oddziału. Dzięki sprytowi i wsparciu przyjaciół udowodnił nie jednemu arogantowi, że nigdy nie należy lekceważyć przeciwka.

Uwielbiam Flanagana również za jego poczucie humoru oraz przekomiczne sceny i dialogi, które są zawsze mile widzianym dodatkiem w książkach wszelkiego gatunku. Skandianie to naprawdę specyficzny naród i już w Zwiadowcach podobał mi się ich udział, a w Wyrzutkach mogłam poznać ich jeszcze lepiej. No i cóż, wychodzi na to, że chcąc nie chcąc wplątałam się w kolejną serię! Szczerze polecam każdemu, kto lubi dobre młodzieżówki z nutką fantasy i masą przygody. Nie zrażajcie się, że to dla dzieci czy młodzieży, po prostu sięgnijcie po powieści tego pana i dajcie się mile zaskoczyć. :)

piątek, 1 maja 2015

"Niemy świadek" Agaty Christie

Poirot dostaje nietypowy list. Pisząca do niego panna Arundel nie wyjaśnia w nim niczego, a widniejąca w liście data jest sprzed dwóch miesięcy, co tym bardziej wzbudza zainteresowanie detektywa. Okazuje się, że list napisała osoba, która w momencie odczytywania go, już nie żyje... Co więcej, w czasie gdy doszło do śmierci bogatej starszej pani, wokół niej przewijali się najbliżsi członkowie rodziny, czekający z wiszącymi językami na spadek, a ten ostatecznie dostaje się w ręce osoby najmniej się go spodziewającej. Nie lada gratka, ale cóż to dla Hercule Poirot!

Książka podoba mi się tym bardziej, że słynnemu Belgowi towarzyszy jego stary dobry przyjaciel kapitan Hastings, a pisane z jego punktu widzenia historie zawsze pełne są humorystycznych wtrąceń. Cała akcja posuwa się jak zwykle w tempie nie przysparzającym nam szybkiego bicia serca, ale znów możemy podziwiać (gorszące według narratora) metody i pomysły Poirota na dojście do prawdy.

Jak zawsze świetnie zarysowani bohaterowie, których próbowałam na własną rękę rozgryźć i jak zwykle pogubiłam się już sama, bo ciężko mi tu dopasować schemat: zabił najmniej podejrzany. Na podstawie tej powieści powstał też film, całkiem nieźle zresztą zrobiony, choć oczywiście odbiegający od ogólnej koncepcji Christie. Nie mniej jednak ładnie wykorzystali pomysł i główny zarys sprawy. Polecam i zabieram się za kolejną część :)

poniedziałek, 6 kwietnia 2015

Matthew Quick'a "Prawie jak gwiazda rocka"

Na wstępie muszę zaznaczyć, że książki tego autora uwielbiam. Jestem po lekturze trzech z czterech dotychczas wydanych w naszym kraju jego książek i każdą z nich dosłownie chłonęłam, bo nie umiałam oderwać się od tekstu. Quick urodził się, żeby pisać i wychodzi mu to cholernie dobrze. Pisałam już o poradniku i niezbędniku w styczniu, a dziś słów kilka o historii Amber Aplleton. 


Amber, zwyczajna nastolatka, optymistka, wierząca, kochająca swojego psiaka, myśląca o innych dziewczyna. No, może od zwyczajnych rówieśników wyróżnia ją to, że mieszka w Żółtku, szkolnym autobusie, a nie posiadając w zasadzie nic - oddaje wszystko co ma innym. A co ma? Pokłady energii, radości i nadziei, którymi dzieli się ze staruszkami z domu spokojnej starości, dając im łut rozrywki, z kolegami odrzuconymi przez szkolne środowisko i ucząc koreańskie imigrantki angielskiego poprzez śpiew i taniec. Czy jednak starczy jej sił na pokonanie jej własnych życiowych trudności?

Narratorką powieści jest Amber, ona wprowadza nas w historię swego życia, wspomnienia, marzenia i szarą codzienną rzeczywistość. I tu uwidacznia się majstersztyk autora, bowiem w każdej książce wczuwa się on tak zgrabnie w daną postać, że ma się wrażenie czytania czyjegoś pamiętnika. Lekko, zgrabnie, szczerze, prosto z mostu i absolutnie bez kitu.  Historia przedstawiona jest tak, że aż chciałoby się poznawać ją na nowo i to jest wada Qucika, że on pisze tak cudownie, że nie chciałoby się wcale kończyć czytać jego książek. Jeden z nielicznych pisarzy, którzy tak mnie urzekli, serio. 

Polecam książkę wszystkim, młodym i starszym, bo moim zdaniem losy bohaterów tych książek mogą trafić do każdego. I choć nie jest to fantasy, to akcja wciąga nas tak szybko, że sami nie orientujemy się kiedy daliśmy się w to wplątać, a za chwilę oszołomieni odkładamy książkę na półkę... Prawie jak gwiazda rocka to opowieść wzruszająca i dająca nadzieję. Wymyślona Amber była dla mnie swego rodzaju pociechą, a jej historia jedną z fajniejszych książek jakie czytałam. Bez kitu.

piątek, 3 kwietnia 2015

"Black Ice" Becci Fitzpatrick

Pozory zmyliły nie raz i nie dwa chyba każdego z nas. Bywają jednak pomyłki, które mogą mieć decydujący wpływ na podejmowane przez nas wybory, a w niektórych sytuacjach nie można sobie pozwolić na najmniejszy błąd...  



Black Ice opowiada o przyjaciółkach, które na świąteczną przerwę postanowiły wyjechać w góry. Korbie, ta bogatsza, oferuje nocleg w domku letniskowym jej rodziców, a Britt, ta mądrzejsza, przygotowuje się do wyprawy ćwicząc i czytając poradniki. Pierwsza z nich bierze ze sobą chłopaka, co powoduje oburzenie w jej rodzicach, którzy wysyłają tam jej brata w roli przyzwoitki, a który tak się składa jest byłym drugiej z nich. Powoduje to wściekłość i mieszane uczucia, jak to bywa na wieść o niespodziewanym spotkaniu ze swym ex. Zwłaszcza, że Britt tak czekała na ten wyjazd, tak się przygotowywała i zaplanowała wszystko. Planując trasę wędrówki po górach nie spodziewała się jednak w jakim towarzystwie będzie jej dane maszerować... Śnieżyca bowiem krzyżuje plany dziewczyn, a błądząc po ciemku trafiają one na domek, w którym znajduje się dwóch przystojniaków przyjmujących ich skwapliwie na nocleg i ratujących przed śmiercią z mrozu i głodu. Nastoletnia fala hormonów młodszych czytelniczek jest pewnie rozradowana, ale szybko okazuje się, że ta noc będzie dla naszych bohaterek niezapomniana z powodu wrażeń raczej nieprzyjemnych.

I tu zaczyna się cała akcja, może nie do końca nazwałabym ją thrillem, choć w kilku scenach byłam zaskoczona (wystraszona raczej nie, a dla mnie thriller ma nas jednak trzymać w napięciu). To co dzieje się podczas wędrówki naszych bohaterów układa się powoli w logiczną całość... dla wszystkich tylko nie dla naszej wczasowiczki. Kolejny raz Fitzpatrick mianowała bardzo wrażliwą nastolatkę jako narratora powieści i kolejny raz mózg narratorki znajduje się chyba w innej części ciała niż głowa, hehe. Masona stale porównywałam do Patha, co może nie do końca nie jest fair, ale to chyba jedyny bohater do którego nie mogę się przyczepić, choć miał momenty, kiedy mnie irytował bo już nie wiedziałam o co mu chodzi, serio.

No, ale kurde, mimo wszystko przeczytałam książkę strasznie szybko, bo Becca ma to do siebie, że pisze lekko, wciąga i intryguje. Jak zobaczyłam tą okładkę to pomyślałam, że książka może być ciekawa bo jak dotąd zdjęcie przystojniaka było dobrym znakiem; potem nazwisko autorki i już wiedziałam, że muszę to przeczytać. Chyba jednak zbyt szybko uznałam za pewnik, że spodoba mi się ta książka i czuję lekki niedosyt, ale w sumie nie żałuję na nią czasu. I choć z jednej strony denerwują mnie tu postacie (a to w sumie nic nowego), a z drugiej wymyślona historia jest w porządku, nie nazwałabym jej kryminałem, ale czymś podobnym z czego mógłby być fajny film (o ile znajdą przystojnego aktora!).

Koniec końców mogę Black Ice polecić, historia jest naprawdę dobra. Góry, noc, wędrówka, groza... Ciekawy pomysł, wykonanie niezłe, a może Ci nie idealni bohaterowie mieli być po prostu bardziej realni? Cóż to by była za nuda jakby w każdej książce wszyscy byli bez wad. ;)

czwartek, 2 kwietnia 2015

"CYRK NOCY" Erin Morgenstern

http://lubimyczytac.pl/ksiazka/151846/cyrk-nocyCyrk nocy to niesamowita historia, której akcja dzieje się w zaczarowanym cyrku (poza nim też, ale głównie chodzi o cyrk). Zwykle cyrk kojarzy nam się z czymś przyjemnym, z rozrywką, z iluzją, z zabawą, frajdą i sposobem spędzenia wolnego czasu. Jednak dla Celii i Marka cyrk staje się areną, na której walczą dla kaprysu i zakładu ich opiekunów. Oczywiście wszystko komplikuje uczucie, które chcąc nie chcąc rozkwita między dwojgiem ludzi (między Celią i Markiem, nie opiekunami!). W cyrku powstaje coraz więcej magicznych cudowności, co niestety zaczyna budzić ciekawość w ludziach z cyrkiem związanych pośrednio - niestety dla nich... Ten magiczny, pojawiający się znikąd i mający rzesze swych fanów na całym świecie namiot budzi w nas o wiele więcej emocji niż tylko dziecięcą radość z występów.
Historia otoczona nutką tajemniczości i grozy (może to za duże słowo, ale tak fajnie brzmi: groza), miłość, zazdrość, lęk i walka z przeznaczeniem. Wszystko to opisane w sposób niesamowicie prosty, a jednocześnie taki elegancki, jak biało-czarne namioty rozstawione ze smakiem i pomysłem, w sposób interesujący i wciągający, jak toczony pojedynek, w którym wygrany może okazać się największym przegranym...
Polecam bardzo gorąco tą powieść na pograniczu baśni, z nutką magii, pobudzającą naszą wyobraźnię i uczucia, być może wywołującą wspomnienia lub pragnienia. Idealna była w letnie nudne popołudnia, a w zimowy wieczór pod kocykiem z kakaem w kubku będzie pewnie jeszcze lepszym dodatkiem. Zresztą, zawsze i wszędzie będzie dobrą lekturą. Może Wam się spodobać, możecie ją uwielbiać albo wręcz przeciwnie znienawidzić, ale na pewno nie pozostaniecie na tą książkę obojętni. 

wtorek, 24 marca 2015

"Zerwane zaręczyny" Agaty Christie

Zawsze podobał mi się motyw miłości kobiety i mężczyzny którzy znają się od dziecka, razem bawią, przyjaźnią, kłócą, wybaczają, rozumieją się i w końcu postanawiają spędzić ze sobą resztę życia. Do tego mają bogatą ciotkę, która nie szczędzi im pieniędzy ze swej fortuny, cieszy się z ich szczęścia i wszystko zapowiada szczęśliwe, lekkie życie dzięki spadkowi po jej śmierci. Niestety, Laura Welman umiera za szybko... A zaraz po niej ginie kolejna osoba i wspaniałe plany dwojga ludzi na ich szczęśliwe życie pryskają niczym mydlana bańka. 


Muszę szczerze przyznać, że to powieść do której mam mieszane uczucia. Z jednej strony pomysł na historię jak zawsze na poziomie, Christie zadbała o szczegóły, postacie i wielowątkowość, która ostatecznie zbiega się w "jedną historię" i prowadzi do rozwiązania sprawy. Z drugiej... to chyba najbardziej przewidywalna sprawa z jaką do czynienia miał Poirot i nie podoba mi się, że nie wpadł na rozwiązanie od razu, bo w innych sytuacjach wykazywał się większą wyobraźnią. No na prawdę, zrobiła z niego ślepca po prostu, a potem nagle dostał olśnienia (znaczy no ten schemat jest często, ale tu bije po oczach). 

Jasne, że i tak polecam, bo to w końcu Agatka i jej belgijski geniusz, wielbiciel czekolady, ale jednak czuję niedosyt po tej lekturze, bo choć oglądałam serial to serio nie pamiętam już co się działo w tym odcinku więc to mi lektury nie zepsuło, a po prostu w książce łatwo można podnieść swe mniemanie o detektywistycznych zdolnościach... Banalna trochę, choć znów tu bardzo podobali mi się bohaterowie, zwłaszcza Elinor, taka bliska memu sercu. 

Na koniec cytat, który mogę wpisać na listę swych ulubionych: 
"Takie jest życie proszę pana - powiedział Herkules Poirot. - Nie lubi porządku zgodnego z pragnieniami i wolą człowieka. Nie pozwala unikać wzruszeń, kierować się intelektem i rozsądkiem. Nie może pan powiedzieć: "Chcę czuć tylko tyle a tyle, nie więcej". Wszystko można o życiu powiedzieć, prócz tego, że jest logiczne."

Nie wiem czy mój post jest logiczny, ale nie stać mnie dziś na więcej. Książka fajna, no, czytajcie Christie, pijcie herbatę, myjcie zęby i trzymajcie się ciepło! (Nie wiem co to miało być, trololo).

niedziela, 15 marca 2015

Brent Weeks - Trylogia Nocnego Anioła

Dzisiaj post o książkach fantasy, które na dzień dzisiejszy uznaję za najlepsze na świecie z tego gatunku (pomijam Tolkiena, według mnie on stworzył coś, czego nie można porównywać z niczym innym). Brent Weeks zaś stworzył coś, co nieodwracalnie podbiło moje serce i czytelniczy gust, stawiając tym samym innym współczesnym książkom naprawdę wysoką poprzeczkę. W tej trylogii jest naprawdę wszystko, czego można chcieć od dobrej książki. Wszystko, od pierwszej strony do ostatniej, wciąga tak mocno i zachwyca tak bardzo, że po skończeniu lektury ma się książkowego kaca i ciężko sięgnąć po coś innego, bo naprawdę chciałoby się pozostać w tym świecie, świecie pełnym intryg, siepaczy, magii i niekończącej się walki o władzę, o respekt, o przetrwanie... 

 [Dodatek Cień Doskonały  + Trylogia]

Wydaje się to brutalne i smutne (w rzeczy samej, takie jest), ale bohater taki jak Durzo Blint mógłby oczarować mnie nawet, gdyby akcja książki działa się na wysypisku śmieci. Naprawdę, nie ma drugiego takiego bohatera, który zrobiłby na mnie tak wielkie wrażenie (jeśli chodzi o fantasy!), który byłby po prostu fenomenalny, choć bywał sukinsynem to lubiłam go za to jeszcze bardziej. Twardy facet w okrutnym świecie, nie miał innego wyjścia jak przystosować się. I zrobił to cholernie dobrze.

Głównym bohaterem jednak (choć nie dla mnie) jest Merkuriusz, później: Kylar Stern. Chłopak z warstwy najbiedniejszej, najbardziej poniżanej i dotkniętej niesprawiedliwością świata i ludzi. Postanawia zostać siepaczem i wali z tym oczywiście prosto do mistrza fachu, opisanego wyżej Durzo. Mamy tu więc tradycyjny schemat: chłopak bez rodziców, biedny, nagła zmiana w jego życiu, uczy go super hero, odkrywa swoje moce i sam zostaje potem super. Nie, to nie spoiler, to tradycyjny przebieg akcji w wielu książkach niezależnie od gatunku jaki prezentują. Weeks nie okazał się tu geniuszem, ale... co z tego? Pokazał klasę w każdym innym elemencie trylogii, w każdym calu jest ona dla mnie świetna (no, może poza wątkami miłosnymi, ale tych zwyczajnie nie lubię). Akcja, opisy, dialogi, humor, nawet ta brutalność, dosadność i realizm są tu dopięte na małe guziczki. Ja naprawdę nie mogę dostrzec wad w tej trylogii, absolutne 10/10, byłam nią oczarowana i to uczucie nie zmieniło się ani trochę!

Trylogia składa się z następujących części: Droga Cieni, Na Krawędzi Cienia oraz Poza Cieniem. Każda z nich jest emocjonująca na swój sposób, po każdej chcemy jeszcze więcej, aż w końcu docieramy smutni do końca i tu... wychodzi nam na pociechę nowelka, wydana po trylogii, pt. Cień Doskonały, która opowiada historię niezwykłego człowieka, jakim jest niewątpliwie, Durzo Blint (notka nie lokuje bohatera, to tylko mój zachwyt). Zdecydowanie to najniżej oceniona przeze mnie część tej historii, z prostej przyczyny: za krótka! ^^ Choć jak na krótki też jest dobry, dobrze napisany, ciekawy no i... o Durzo <love>. 

buzz

Naprawdę każdemu polecam Trylogię Weeksa. Jeśli dodatkowo lubisz fantasy to nie mam nic więcej do powiedzenia - lektura obowiązkowa. Nie umiem sobie wyobrazić, żeby ktoś powiedział o tym: słabe. Owszem, może się tak nie podniecać tym jak ja i może go to w ogóle nie zachwycić, ale na pewno nie zmarnujecie przy tym czasu, słowo łasucha!

Jeśli chodzi o tego autora to stworzył on równie dobrą sagę (albo jest w trakcie, nie wiem jak tam wydania światowe, w Polsce mamy na razie trzy części), sagę Powiernika Światła. Jestem po dwóch pierwszym tomach, na trzeci patrzę tęsknym i łakomym okiem na półki w księgarniach, ale już mogę powiedzieć, że to też dobra dawka fantastyki, choć dla mnie... dla mnie nic nie przebije Nocnego Anioła, dobranoc, amen. ;-)

sobota, 7 marca 2015

"Asasyni i sojusznicy" Justina Sompera

Okay, wyobraźcie sobie, że macie czternaście lat: czeka na was zawsze ciepły obiad, beztrosko ganiacie po dworze, macie starszego brata, którego podziwiacie i młodszego, który gania po dworze razem z Wami. Życie spokojne, beztroskie i bez problemowe. Tak, tylko, że mieszkacie w zamku, pochodzicie z królewskiego rodu i jesteście mianowani endlingiem, czyli zastępcą obecnego władcy w razie W. I dwa lata później dochodzi do mordu waszego starszego brata, czyli władcy Archenfieldu, i wy zasiadacie na tronie. Wyobraźcie sobie jak musiał czuć się wtedy Jared, szesnastolatek postawiony w takiej sytuacji. Cóż, podpowiem tylko, że w pierwszym odruchu obrzyguje sobie buty - czyli można założyć, że nie był zbyt ucieszony tą nowiną, nie?
 

Dalej ma jeszcze ciężej, bo królestwo szybko obiega smutna nowina a razem z nią fala smutku, niepewności i strachu. Ponadto Jared musi stawić czoła nowym obowiązkom, wymaganiom swej władczej matki i całej Radzie Dwunastu, a ciężko mu sprostać tym oczekiwaniom po panowaniu jego cudownego brata, postrzeganego jako półboga, Andersa. Jakby tego było mało: śmierć poprzedniego władcy okazuje się być okrutnym morderstwem, a zabójcy wciąż czyhają na wolności...

Akcja rozgrywa się w tempie szybkim, ale nie przytłaczającym - książkę czyta się naprawdę przyjemnie, stopniowo poznajemy Archenfield, jego mieszkańców, zwyczaje i nowe fakty w sprawie zabójstwa księcia. Można powiedzieć, że wczuwamy się w akcję jak Jared w swoje nowe obowiązki. Szczerze się przyznam, że nawet nie zaczęłam podejrzewać kto był mordercą, bo mam już takie doświadczenie w powieściach kryminalnych, że dobrze wiem, że nigdy nie zgadnę kto jest sprawcą, więc sobie odpuściłam. ;-) Nie znaczy to jednak, że nie snułam swoich domysłów (potwierdził się tylko jeden) i że nie kibicowałam dwójce młodych detektywów, którym notabene kibicowałam też w innych sprawach, anyway!

Książka zdecydowanie dla odbiorcy nastoletniego, chociaż ludzie mają różne gusta, a napisana jest naprawdę zgrabnie, więc dorośli lubiący czytać też niech się skuszą, a co. Wciąga, ciekawi, nie igra z czytelnikiem, nie wodzi go za nos - Somper postawił na konkrety i to też jest duża zaleta tej historii, że nie jest rozwleczona do granic niemożliwości z opisem każdego napotkanego drzewa (pozdro, Sienkiewicz). Moim zdaniem lektura warta przeczytania, mimo iż to nie jest fantasy czy science-fiction jakiego się spodziewałam, ale jednak - dzięki Magda za pożyczkę. :)

czwartek, 5 marca 2015

"Zakochana modelka" Alyson Richman

Do kupienia tej książki zachęciła mnie przede wszystkim przepiękna okładka, która przyciągnęła mój wzrok wśród wszystkich innych książek w pudle (fragment obrazu van Gogha) oraz fakt, że van Gogha lubi moja przyjaciółka i chętnie by o nim poczytała, bo książka zawiera wątki biograficzne jego osoby. Początkowo miałam ją po prostu wsadzić w kopertę i wysłać, ale jak na mola przystało – skusiłam się, ot na kilka stron, tak tylko, żeby zerknąć okiem, poznać styl, zorientować się co to właściwie za książkę wysyłam – no po prostu, uległam, ot co.


Właściwie to książek biograficznych nie lubię – chyba, że dotyczą osoby, którą naprawdę uwielbiam, a akurat van Gogh nie jest ani moim ulubionym malarzem, ani postacią dla mnie ważną czy ciekawą… ale ta  okładka. W ogóle: kilka jego obrazów, które zapadają w pamięć i pchają człowieka do poznania choć ociupinkę z życia tego artysty przekonały mnie do czytania.

Historia opowiada jest z punktu widzenia Marguerite, córki… hm, niespełnionego-artysty-który-myśli-że-jest-świetnym-lekarzem, u którego Vincent ląduje na terapii, z przemęczenia, po atakach epilepsji, po ciężkim okresie w jego życiu. Pod okiem „doktora” Gacheta ma dojść do siebie, otrząsnąć się, malować i wrócić do pełni sił psychicznych i fizycznych. Już pierwszego dnia postać artysty wywiera duże wrażenie na, tak naprawdę, głównej bohaterce tej książce Marguerite. Vincent fascynuje ją swoją osobą, nie jako malarz, artysta, ale jako człowiek, mężczyzna. Z kolei brat i ojciec bohaterki zachwycają się gościem pacjentem z punktu widzenia ludzi, którzy próbują swych sił w malarstwie (z marnym zresztą skutkiem).  

Mniej więcej w połowie książki dociera do nas, że van Gogh jest tu bohaterem jedynie drugoplanowym – owszem, historia zawiera wątki biograficzne z ostatnich dni jego życia spędzonych w Auvers-sur-Oise, ale jego postać wydaje się jedynie tłem dla wydarzeń w sercu Marguerite, a jej podnieta głównym wyznacznikiem powieści. Tak naprawdę książka ta jest historią dziewczyny trzymanej pod kloszem, usługującej swemu ojcu i bratu, znoszącej tak wiele w tak krótkim czasie swego życia. Jakiś tam sławny malarz jest jedynie gościem w ich domu, pacjentem jej papy, który jednak z czasem sieje zamęt w jej głowie i sercu, pcha do nieposłuszeństwa i buntu, ostatecznie pozostawiając na pastwę rozpaczy…

 Zakochana modelka. Ostatnia muza van Gogha została napisana przez Alyson Richman po wystawie obrazów z prywatnej kolekcji doktora Gacheta. Zbierane przez autorkę informacje i wywiady z ludźmi znającymi rodzinę Gachet pozwoliły stworzyć jej swój własny widok na to, co działo się w ostatnich dniach życia słynnego malarza. Myślę, że wykonała dobrą robotę. Książkę czyta się łatwo i szybko, jest ciekawie napisana, bez zbędnych i dłużących się opisów - przeciwnie, miałam wrażenie, że autorka szybko szybko przedstawia najważniejsze fakty i pędzi dalej.

Podsumowując: dla mnie to smutna opowieść o artyście, któremu brakowało psychologa i dziewczynie, której brakowało odwagi by przeciwstawić się woli swego ojca. Oboje nie potrafi zapanować nad swoim życiem, jedno całkowicie poddało się i chcąc nie chcąc odnalazło w domowych pracach, drugie nieustannie poszukiwało siebie i swego miejsca w świecie. Zaczynając czytać tą historię jawiła mi się ona w barwach jasnych, ciepłych, była czymś innym i ciekawym, ale zakończenie absolutnie zepsuło mi lekturę. Może właśnie dlatego, że w życiu nie zawsze jest tak kolorowo jak na obrazach. Może właśnie po to są obrazy – żeby uchwycić te krótkie, radosne strony życia.