wtorek, 23 grudnia 2014

"Wnuczka do orzechów" Małgorzaty Musierowicz

Wnuczka to kolejna część przygód rodziny Borejków, która choć jest "głównym bohaterem" serii wydaje się czasem schowana na drugim planie, a jednak każdy nowo poznany bohater zwiąże z nią swe losy prędzej czy później. Czy to jako przypadkowy gość na chwilę lub dwie, czy to jako przyszły członek familii na dłużej. Tym razem opowieść zaczynamy nie w Poznaniu, a w malowniczym lesie - od poznania Doroty, pełnej życia, radości i wigoru dziewczyny ze wsi, która zaraża swą energią nawet największe melancholijne zrzędy. Nie uskarża się na nic, a choć nie ma zbyt wielu powodów do beztroskiego życia - cieszy się tym wszystkim, co ma i każdy dzień chce przeżyć najlepiej jak potrafi. W nietypowych okolicznościach poznaje Idę Pałys, a to dopiero początek wakacyjnych przygód i niespodzianek... Dla mnie to kolejna wspaniała, ciepła historia o tym, jacy (jeszcze) potrafią być ludzie. Jaka potrafi być rodzina, silna i kochająca mimo wszystko (i wszystkich). W tej części towarzyszy nam upał, wypadki i masa nieporozumień, które mimochodem śmieszą, a choć psują bohaterom plany - prowadzą do szczęśliwego zakończenia. 

Ja swoją przygodę z poznańską rodziną zaczęłam w gimnazjum i absolutnie wciągnęłam się w nią na dobre. Musierowicz zaczarowała mnie swoim stylem, humorem i pomysłem. Niejednokrotnie przeplatają się w historii wątki smutne, dramaty i łzy, bo przecież to w końcu samo życie, ale dużą zaletą tych książek jest to, że pokazują, że można to wszystko przezwyciężyć mając przy sobie bliskich, że życie nie kończy się na jednej tragedii, że z każdej sytuacji jest wyjście i że są na tym świecie jeszcze takie zalążki dobra, które pozwalają mieć nadzieje. Jednocześnie niektóre historie pozwoliły mi na chwilę refleksji, zastanowienie nad samą sobą i przemyślenie pewnych spraw. Oprócz łez ze śmiechu doświadczyłam tutaj też wzruszenia, po prostu te książki "ruszają" człowieka, albo raczej: coś w człowieku.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz