piątek, 12 grudnia 2014

Tragiczny miesiąc miodowy w "Śmierci na Nilu" A. Christie

Nie jest dane detektywowi odpocząć, nawet na wakacjach. Gorący klimat Egiptu, piękne widoki i urzekające zabytki, a podczas rejsu Hercules Poirot staje przed zagadką morderstwa. Tym razem musi rozwiązać sprawę zabójstwa młodej, pięknej i bogatej Linnet. Okoliczności są tajemnicze, bo najbardziej podejrzana i zdolna do zabicia młodej mężatki osoba ma niezbite alibi. Belgijski geniusz bada każdy szczegół, rozmawia z pasażerami wśród których wciąż czai się morderca, szukając tego, który zabił. Zanim jednak znajduje rozwiązanie pierwszego morderstwa giną kolejni pasażerowie...


bookowniczka.blogspot.com

[Nie wiem czy moje "streszczenia" zachęciłyby kogokolwiek do przeczytania czegokolwiek, ale zawsze miałam problem ze skróceniem czegoś, a już zwłaszcza jeśli mi się to podobało i towarzyszyły temu jakieś pozytywne emocje czy odczucia, bo z krytykowaniem raczej nie mam problemu.]

Samej Christie jak zwykle nie mam nic do zarzucenia, styl i poziom niezmiennie wysoki, czytało mi się przyjemnie, a sama historia bardzo mi się podobała; ten pomysł na zbrodnię, wykonanie, wszystko zaplanowane i odmierzone w czasie, tyle detali świadczących o ludzkim sprycie, a jednak... to dzięki nim Poirotowi udaje się jednak zdemaskować tego, kto pociągnął za spust. Małe szare komórki po raz kolejny nie dały się zwieźć, choć trochę raziło mnie w tej powieści to, że detektyw był w tej sprawie od samego początku, tyle widział i słyszał, a jednak poprawne wnioski wyciągnął po czasie. Choć chyba po raz pierwszy nie jest mi żal ofiary, tzn. rzadko kiedy aż tak się zwiążę z jakąś tam postacią, żeby było mi jej żal gdy zginie, bo zwykle uwagę skupiam na Poirocie, ale w tej historii Christie aż do bólu przedstawiła jak bardzo ludzie potrafią być zawistni i jak niewiele trzeba, by ktoś życzył nam śmierci - ot, fortuna, próżność i uroda i już jesteśmy na językach. I na muszce...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz